Wei Yi bije rekord Carlsena.

0
377

Nastąpiła też inna zmiana – symboliczna, ale jednak – po raz pierwszy w historii nie grająca już zawodowo w szachy Judit Polgar znalazła się na drugim miejscu w rankingu. Wyprzedziła ją nowa, dobrze wszystkim znana królowa szachów, Yifan Hou. Te wydarzenia dzieją się oczywiście na turnieju w Gibraltarze.

 Wei Yi, rówieśnik naszego Janka Dudy, wygrywając czarnymi z Belą Khotenashvili znalazł się na „live” w grupie 2700 + bijąc tym samym rekord Magnusa Carlsena – do tego klubu zawitał wcześniej.

 Na turnieju w Gibraltarze niżej notowani nie zamierzają oddawać tanio skóry. Wiadomo nie od dziś, że poluję na tego typu sensacyjki, wpadki, przegrane topowych arcymistrzów z mało znanymi szachistami. Oczywiście jestem bardzo daleki o teorii unifikacji w szachach, która miałaby oznajmiać, że nie ma czegoś takiego jak elita szachowa. Oczywiście, elita jest, natomiast gracze elity mając do rozpracowania 20-30 arcymistrzów, z którymi przyjdzie im się spotkać, mają ułatwione zadanie względem reszty. Nieraz przy takich przegranych szachisty z elity światowej z zawodnikiem, powiedzmy, 2400 elo, mam przemożną chęć ironizować sobie na ten temat pisząc, że..”co to? Komp nie zdążył ruszyć z analizą kogoś nowego, a tu trzeba było na rundę spieszyć i pewnie stąd ta przegrana, nie?”. Nie no, nigdy z moich ust nie usłyszycie, że tacy gracze jak Swidler, Topałov, czy Aronian, to nie są klasowi zawodnicy, natomiast jakoś dziwnym trafem w openach nie zawsze meldują się na podium. Mamy turniej w Gibraltarze. Popatrzmy więc, jak sobie poradzi Samuraj „Naka”, Bułgar „Topi”, Peter Swidler i powiedzmy Witiugov. To oczywiście w tle, a spoglądać trzeba też jak sobie poradzi Marta i Mateusz Bartlowie. Wczoraj przegrali. Mateusz takich partii przegrał kilka tuzinów (jak nie więcej!) – to była najbardziej typowa z typowych partii naszego szachisty. On potrafi pięknie wygrywać i pięknie przegrywać. Fajnie by było, gdyby się szybko odkuł, wracając na transmisję.

Zbliżają się ME w szachach, które odbędą się w Jerozolimie. Tak sobie pomyślałem, bez obrazy, ale komuś, kto podjął decyzję o organizacji turnieju w tak niebezpiecznym miejscu, ewidentnie musiało czegoś nie dostawać jeśli chodzi o pełnię władz umysłowych. Ja od dłuższego czasu bardzo uważnie śledzę to co dzieje się pomiędzy Palestyną i Izraelem. Sytuacja teraz w tych rejonach jest bardzo niebezpieczna. Już w październiku czytałem o kolejnych starciach ugrupowań palestyńskich z Izraelem. Tam ludzie, gdy siadają do wieczerzy, są szczęśliwi, że udało im się przeżyć dzień, że nie dostali w głowę jakimś odłamkiem podczas zamachu bombowego. Przed samymi mistrzostwami napiszę o tym więcej i znacznie dokładniej to omówię. A dlaczego o tym piszę? Bo się zwyczajnie boję o te zawody, które zostaną zorganizowane w jednym z najmniej fortunnych miejsc na świecie jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Miejmy nadzieję, że szachiści w Jerozolimie zagrają i wszyscy w komplecie wrócą do swoich domów.

Samuraj piłuje Nabatego, ma piechura więcej, gońce są różnopolowe ale szachista z Izraela ma gorszą strukturę pionową. No ciekawe, czy „Naka” wyciśnie cały punkt? Wycisnął, teraz jeszcze rzuciłem okiem na przekaz.