„Puchar Świata dla Władimra Kramnika!”

1
421

Władimir Kramnik był moim faworytem w Turnieju Pretendentów za sprawą (i tu część czytelników się ze mną oczywiście nie zgodzi) stylu gry, który w szachach zawsze mi się podobał. Cóż, w dziedzinie gustu nie ma dyskusji – szachy to dyscyplina, która sama w sobie będąc bardzo pojemna, potrafi zaspokoić apetyt prawie każdego estety. W tym momencie pozycyjnie silniejszy od Kramnika jest, tak mi się wydaje, Carlsen, jednak to może być zweryfikowane tylko i wyłącznie w bezpośrednim pojedynku.
 
 W Londynie mieliśmy do czynienia ze wspaniałą dramaturgią – często wracam, tak jak teraz, do tego turnieju, choć zakończył się przecież Puchar Świata, czyli otwarcie zupełnie innego cyklu. Kramnik w Londynie grał doskonale, a jeśli chodzi o fazę debiutową, to na kolejne rundy przynosił za pazuchą takie idee, z którymi nie mogli sobie poradzić jego świetni przeciwnicy. Niezrozumiała była dla mnie decyzja o wyborze bardzo dziwnego (jak na Kramnika) debiutu w ostatniej rundzie przeciwko Iwanczukowi, który pod koniec turnieju rozdawał karty w Londynie. Dlaczego Kramnik nie zagrał swoich szachów, a zastosował wariant, z którego się nie wykaraskał? Gdy turniej ma swoją głębię takie pytania nasuwają się same, a jest ich znacznie więcej. Gdyby ustał na remis ostatnią rundę, szykowałby się do najważniejszego meczu w życiu, a tak… wszystko trzeba rozpoczynać od początku. „W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty”. Mit o Syzyfie chyba jeszcze bardziej pasuje do tej sytuacji, ale taki już jest los bohatera aren sportowych.
 
Po przegraniu ostatniej rundy w Londynie Kramnik uświadomił sobie, że mecz o MŚ w szachach 2013r. przeszedł mu koło nosa, że był przecież tak blisko i tutaj mamy do czynienia z sytuacją, po której poznaje się wartość danego zawodnika. Iluż sportowców w jego sytuacji rozpamiętywałoby turniej straconych szans, nie mogąc znaleźć się w „tu i teraz”, by skutecznie dochodzić swoich racji na szachownicy. Kramnik jednak nie poddał się i w relatywnie krótkim czasie potrafił zaprezentować bardzo dobrą formę w Tromsoe. Wracając do stylu gry – zauważyłem, że większość szachistów lubi i kibicuje arcymistrzom ostrego kombinacyjnego stylu gry, jednak bardzo rzadko czyści taktycy stają się „wosiemsotnikami”, czyli zawodnikami, którzy przekroczyli 2800 elo. Kramnik od bardzo długiego czasu trzyma się rankingu 2800 elo za sprawą jego ogromnej siły gry, która opiera się na wspaniałym pozycyjnym wyczuciu oraz technice. To stara szkoła rosyjska: zawodnik ogromnej kultury i  wiedzy, wychowany na książkach (nie modułach) mający zarówno głęboką wiedzę o końcówkach jak i szeroką debiutową erudycję. Na koniec myślę, że Rosjanin powalczy jeszcze o swoje – mam takie wrażenie, że chce zakończyć karierę w dobrym stylu, bo po tym poznaje się wielkich sportowców. Czasu jednak (chodzi mi o zegar biologiczny) pozostało mu już mało. Jeden cykl, nie więcej.
 
To nie był jeszcze czas Polaków. Najlepiej zaprezentował się Darek Świercz, którego upatruję jako przyszłego lidera rankingu w Polsce i zawodnika, który nawiąże walkę z najlepszymi. By nasz utalentowany szachista rozwijał się harmonijnie potrzebne są jednak występy w coraz to silniejszych turniejach. Najbliższe zawody, niezwykle ważne, rozpoczynają się w listopadzie, w Polsce. Myślę, że Darek będzie brylował. Swoją drogą jak widzicie rozkład desek naszej pierwszej reprezentacji na DME w Warszawie? 
 
 
 

1 KOMENTARZ

  1. Nie podzielam entuzjazmu względem Kramnika. Jest to gracz, który nie wygrał ani turnieju kandydatów ani meczów pretendentów, które wyłaniają pretendenta do walki o tytuł.Mimo to 'załapał’ się do meczu z Kasparowem. Sprawę załatwiły pieniądze.

    Mecz z Kasparowem trudno uważać za mecz o M. Św jako, ze był to ich prywatny mecz.

Comments are closed.