O analizie własnej twórczości.

0
403
Gdy parę lat temu zapuściłem się po raz pierwszy w tą tajemniczą krainę, której nazwa brzmi „szachy”, nie miałem niestety odpowiedniej wiedzy, bym zrozumiał ten prosty fakt, że bez krytycznej analizy swojej własnej twórczości, nie ma się wielkich szans na szybki progres w szachach. Z okresu przełomu wieków całe turnieje nie były przeze mnie dogłębnie analizowane, wciąż chciałem tylko grać i nie potrafiłem znaleźć nawet tygodnia, by spojrzeć krytycznie na swoją twórczość. To był bardzo duży błąd – kto wie, w którym miejscu znajdowałbym się teraz, gdyby udało mi się trafić w odpowiednim czasie na radę Artura Jussupowa, który w książce „Szkoła przyszłych mistrzów”, w tomie pierwszym, napisał: 
„Uważam, że analiza własnych partii jest głównym czynnikiem szachowego rozwoju. Jestem przekonany, że rozwój szachisty bez krytycznego przemyślenia swojej twórczości jest niemożliwy. Oczywiście, to nie oznacza, że nie należy zajmować się innymi rodzajami szachowej pracy. Trzeba uczyć się debiutu, końcówki, gry środkowej, a szczególnie korzystne jest analizowanie partii silnych szachistów. Jednak na własnych partiach uczymy się ogólnie rzecz biorąc lepiej”.
 Tyle Artur Jussupow. Szkoda, że w odpowiednim czasie ta i inne książki z tej serii nie wpadły mi w ręce. Teraz po powrocie z turnieju pierwsze co robię, to siadam do analizy swoich partii i staram się to robić bardzo dokładnie. Chciałem wam opowiedzieć jak to robię, może i wam się spodoba ta metoda?
Nasza partia jest nośnikiem gigantycznej ilości informacji o nas samych. Gdy przeanalizowałem swój pierwszy turniej powiedziałem sam do siebie:”Aaaaa, to tutaj jest pies pogrzebany! A więc tutaj są twoje mankamenty!”. Oczywiście, po analizie, gdy udaje się określić swoje niedostatki, można samemu sobie „zalecić”, jak lekarz, odpowiednie specyfiki na określone szachowe niedomagania. Jak ja podchodzę do analizy swoich partii? Otóż, na samym początku nie używając komputera, z szachownicą (oraz z założonym zeszytem, w którym wszystko notuję), przy pomocy tylko swojej własnej głowy analizuję partię dbając o to, by przypomnieć sobie co myślałem w czasie partii i jakie warianty liczyłem. W debiucie szukam wzmocnień, szukam nowych możliwości, wreszcie cały czas mam na uwadze, by uchwycić kluczowy moment w partii (rady Jussupowa). To jedna z trudniejszych rzeczy w szachach w ogóle. W każdym bądź razie moja analiza jest tylko moja i na tym etapie nie używam żadnych „pomocy naukowych”. Potem proszę o pomoc „krzemowego” kolegę w tworzeniu szachowych wykresów analitycznych. Wygląda to tak. Robię wykres, który prezentuję poniżej, uruchamiam moduł i wprowadzam posunięcia zagrane w partii, by zobaczyć jak na przestrzeni poszczególnych stadiów gry zmieniała się ocena pozycji. Warto dodać, że w czasie gry turniejowej, tuż obok moich posunięć zapisuję zużyty czas, który potem mówi mi, gdzie traciłem go najwięcej i czy to w ogóle coś dawało jeśli chodzi o wartość posunięcia zagranego potem. 

Jak widzicie po lewej jest skala oceny pozycji. Jest do trzech całych, gdyż założyłem, że z ocen 4 i więcej rzadko się wychodzi suchą stopą. Czerwona krzywa to ocena pozycji modułu, czerwony napis „debiut” oznacza, że w tym momencie zakończyło się otwarcie i zaczyna gra środkowa. Te wykresy służą mi po to, że dzięki nim jestem w stanie bardzo dokładnie określić, w których momentach grałem dobrze, a w których źle. Dzięki nim wiem, jak wychodzę z debiutów, jak sobie radzę w grze środkowej, czy końcówce. Jeśli na ten wykres nałożę dodatkowo wykres jak pracowałem na czasie podczas partii i które pozycje i w jakim stadium gry zabierały mi najwięcej czasu, to również  daje mi cenną informację nad czym mam pracować. Jeśli twoje wykresy będą „dołować” w debiucie, musisz usiąść do debiutu, jeśli twoje wykresy często pikują w dół w grze środkowej, masz zapewne problem z planami gry po debiucie. Jeśli masz równię pochyłą w końcówkach, warto, żebyś zaprzyjaźnił się z książkami Rubinsteina. Poza tym te wykresy orientują dokładnie gdzie się nie domaga. A jakie to konkretnie niedomagania, w jakich pozycjach, to już pokazuje sama partia. To wszystko nie jest trudne, choć czasochłonne, ale ten bagaż wiedzy zdobytej o sobie samym jest na wagę złota. To nieocenione źródło informacji o nas samych i to daje szansę na gwałtowny skok do przodu. Podstawą w szachach jest własne myślenie. Komputer nie jest w stanie nas nauczyć gry w szachy, to nie jest wyrocznia, ale gdy się inteligentnie zaprzęgnie go do służby, również może oddać nam nieocenione usługi…