Niewiele zabrakło, by Radek Wojtaszek oraz jego ukraiński przeciwnik spędzili za szachownicą klasyczną „dniówkę”! Nasz arcymistrz w dalszym ciągu na prowadzeniu!

0
271

Klasyczną popołudniową zmianę, czy jak mawiają Ślązacy szychtę, Radek Wojtaszek oraz Pavel Eljanov, mieli szansę spędzić za szachownicą. Zabrakło kilkudziesięciu minut. Choć, słowo -„spędzić” – nie jest adekwatne. Spędzić to można weekend we dwoje, popołudnie, ewentualnie wakacje na Maderze, a tej morderczej batalii żadną miarą nie można tak określić.

 Dobre kilka lat temu, miałem momenty, gdy zdarzało mi się wciągać do rozmów o szachach ludzi, nie mających o naszej dyscyplinie zielonego pojęcia. Najbardziej irytowało mnie niedowierzanie moich interlokutorów, gdy opowiadałem z przejęciem jak ważna jest w szachach kondycja, ile energii traci profesjonalista na rozegranie partii szachów itd. Niestety, moje rewelacje natrafiały na trudny do przebicia mur sceptycyzmu. Nie raz zdarzyło mi się być wyśmianym, a ironia była w takich dyskusjach na porządku dziennym. W sumie dobrze mi tak – mogłem nie wszczynać tych debat!

 Cóż, my wiemy jak to jest. Ja również mam za sobą nieco podobnych „sesji” i wiem, że po takich eposach wstaje się od deski z oczopląsem, z pustką w głowie, ma się kłopoty w czasie rozmowy z kimś z doborem słownictwa. Wtedy radość sprawia, gdy nikt nas się nie czepia, nie zagaduje. To są straszne terminy, w jakie popada nasze ciało i umysł podczas tej wojny na wyniszczenie. I jak tu wytłumaczyć jakiemuś absolutnemu profanowi, o co tu chodzi, w czym rzecz? Taka partia to potężna intelektualna praca, a praktycznie wszystko się dzieje bez rutyny, bez zakotwiczenia. To zakotwiczenie to debiut, im dłużej zna się temat, tym więcej zachowuje się sił na potem, ale w przypadku dzisiejszego meczu Polaka z Ukraińcem, trwającego ponad 100 posunięć, debiut to był jakiś tam ułamek czasu, niewielki procent posunięć. Reszta… ile Bozia dała sił i wiedzy!

 Dziś trafiło na Radka Wojtaszka, a wczoraj, zdaje się, to Rapport testował Adamsa, czy potrafi dać mata z lekką figurą więcej i pionem, a partia trwała też ładnych parę godzin. Czy ten test na legendarnym Angliku był lekkim przegięciem ze strony Rapporta? Trudno powiedzieć. To są szachy i dopóki jest siła, by jak Zagłoba zapodać sobie tabakę do nozdrzy, można próbować, ale tak to trochę niesmacznie wyglądało, nie sądzicie? Poza tym Rapport – ciężko mi się ogląda tę jego całkowicie już zdemoralizowaną grę. Strasznie zbili tego młodego arcymistrza z Węgier i nauczkę ma jak znalazł. Jak się z tego podniesie – będą z niego ludzie – jak osiądzie gdzieś w nim ta przykra historia, zagnieździ się w jego podświadomości, może być różnie. Dziś z Navarą zagrał jakby liczył na to, że Czech się na coś złapie, że nie doliczy. Sorki, ale na tym poziomie szachiści liczą całkiem nieźle i cuda się zdarzają znacznie rzadziej.

Czy Radek Wojtaszek odrobił „lekcje z kondycji” z turnieju w Wijk aan Zee, okaże się w ciągu najbliższych dni. Jeśli chodzi o turniej w Holandii, to sam arcymistrz powiedział, że na końcówkę zabrakło mu prądu.
 Radek jest na dzielonym pierwszym miejscu i trudno się dziwić, że poddawany jest takim naciskom ze strony przeciwników. Jutro kolejna „czarna” partia, tym razem naprzeciwko Radka Wojtaszka zasiądzie Michael Adams. Trzymam mocno kciuki, aby końcówkę Radek miał udaną. Poza tym, nie wiem jak was, ale mnie strasznie nosi, gdy widzę jak gra nasz arcymistrz. Po prostu nie potrafię tego oglądać ze stoickim spokojem. Kibicuję, jak kibicują kibice piłkarscy, gadam coś do siebie, cieszę się, smucę. No, co? Jak mogę inaczej oglądać te mecze? Może wy potraficie spokojnie, ja tak nie potrafię i już. W Biel do samego końca czekają nas ogromne emocje! Jesteście gotowi na te dwie, decydujące rundy? Ja tak :).