Na dopalaczach

0
448
Właściwie kiedy przeczytałem o zdarzeniu, które miało miejsce na turnieju „Golden Sands” w Bułgarii, kiedy to dwunastoletni uczeń słynnej szkoły Dworkowicza został przyłapany na nielegalnym wspomaganiu podczas turniejowej partii, nie byłem specjalnie zaskoczony, czy nawet oburzony. Oburzenie, zadziwienie, czy też niedowierzanie, w związku z daną sytuacją, ma zwykle miejsce wtedy, gdy obserwator jest na tyle oderwany od rzeczywistości, że roi sobie w głowie jakiś inny, wspaniały świat, w którym wszyscy są uczciwi i grają fair.
Te stany ducha często nawiedzają niepoprawnych idealistów, którzy skonstruowali sobie w swoich umysłach równoległy świat, w którym jest tylko miejsce na dobro, piękno itd., a zła w czystej postaci jako takiego nie ma. Temu kultywowaniu nieistniejących światów, zawsze towarzyszy bolesny dysonans poznawczy, bo co ze złem i nieuczciwością, które spotyka się na każdym kroku, gdzie się właściwie nie spojrzy? Jak ci ludzie to sobie właściwie tłumaczą? Ja jednak jestem zdecydowanie bardziej manichejski od owych niepoprawnych idealistów i uważam, że jest w nas zarówno pierwiastek dobra jak i zła, dlatego też nie tak łatwo spadam z krzesła, gdy czytam o sytuacjach jak ta, która miała miejsce w Bułgarii. Spoglądając okiem chłodnym na zdarzenie z młodym szachistą, Germanem Merkinem, jedyne co może zastanawiać to wiek tego zawodnika. To też jest pewien znak czasu – po przeczytaniu tego artykułu moje myśli od razu pobiegły w kierunku moich lat młodych i zacząłem się zastanawiać, czy ja do takiego zachowania, będąc w tak młodym wieku, byłbym w ogóle zdolny. W sumie to teraz, gdy jestem w wieku dojrzałym,  zrobienie podobnej rzeczy nie przeszło mi nigdy przez myśl, nie mówiąc już o wieku lat naście, gdy marzyłem tylko o rywalizacji ale takiej, którą ściśle określają dane reguły. To się mieści w moim ogólnym pojmowaniu sportu. Sport zawsze był dla mnie pewnym sacrum, czymś do czego podchodziłem bardzo poważnie i dlatego zastanawiało mnie zawsze, jakie motywy kryją się za tego typu zachowaniami. Przecież ten młody zawodnik był we wspaniałej szkole, „pod Dołmatowem”, mało który junior mógłby sobie wymarzyć podobne warunki do trenowania szachów, a jednak stosując program podczas gry (to nie było zrobione z potrzeby chwili, spontanicznie, tylko z pełną premedytacją) naraził się wszystkim i od teraz jego nazwisko zawsze będzie kojarzone z tym zdarzeniem (oczywiście jeśli zostanie przy szachach, co nie jest do końca oczywiste po tej strasznej wpadce). Nie wiem. Im dłużej nad tym myślę, tym coraz trudniej przyjmuję do wiadomości, że ów niedozwolony doping był autorstwa zwykłego dziecka. Podobnych przykładów w naszej dyscyplinie jest już trochę i ich liczba raczej rośnie niż maleje, ale po raz pierwszy mieliśmy do czynienia z dopingiem w szachach w wykonaniu małolata.   
 
Jaką widzę przyszłość, jeśli chodzi o nielegalne wspomaganie w szachach? Myślę, że problem nie zniknie, a będzie narastał i trzeba chyba na poważnie zacząć zastanawiać się nad systemem kar, które nie będą się kończyć na dwu lub trzy letnich wykluczeniach. Moim zdaniem w sporcie nie ma miejsca dla jadących „na dopalaczach” i oscylowałbym za całkowitym wykluczeniem tych, którzy stosują podobny proceder. Problemem jest tylko 100% pewność, jeśli chodzi o udowodnienie winy, by nie miała miejsca sytuacja skrzywdzenia osoby niewinnej. A jakie jest twoje zdanie w związku z tą sytuacją?