Magnus Carlsen najlepszy w Stavanger! Dwa magiczne wieczory z Kasparowem w Saint Louis!

0
402
Magnus Carlsen postanowił grać i nie stosuje dość częstej, przedmeczowej metody przygotowań „w okopach”, w pełnej tajemnicy, w ciszy i spokoju, co w pojedynkach o szachową koronę było znane od bardzo dawna. Norweg zdaje się wysyłać do rosyjskiego sztabu przygotowującego Siergieja Kariakina wyraźny sygnał, że strach przed Pretendentem jest mu obcy. Magnus ma jeszcze dobre pół roku na przygotowania, natomiast chciałbym wiedzieć, jak wygląda jego „grafik” startów aż do nowojorskiej bitwy, która czeka nas w listopadzie tego roku. Jak się umówił ze sponsorami? Ile będzie miał spokojnych dni przed meczem z Kariakinem, które, nie dręczony, w pełni wykorzysta na przygotowania? Tego nie wiem. Z zaciekawieniem poluję na każdą wzmiankę o Magnusie, któremu teraz mocno kibicuję.

 Gdy Wiking grał z Anandem, miałem zawsze mieszane uczucia – wiadomo – w sztabie Hindusa był Radek Wojtaszek (A teraz jest Grzegorz Gajewski, który po powrocie z Moskwy, z Turnieju Kandydatów, bezpośrednio na MP W Poznaniu był, jak to określił GM Włodzimierz Schmidt „półżywy”), teraz nie mam już żadnych większych dylematów. Sprawa jest prosta. Szachy Carlsena po prostu uwielbiam. Jego „duszenia” są jedyne w swoim rodzaju, wiem, to rzecz gustu, wielu z was kocha inne szachy, te z linii Alechina, Tala itd. Ja też się nimi rozkoszuję, natomiast śledząc partie Magnusa właśnie, przeżywam najgłębsze szachowe katharsis. Szachom nie jest i nigdy nie była obca polityka, choć wielu chciałoby o niej nie słyszeć w kontekście swojej ulubionej dyscypliny. To zrozumiałe, świat niebezpiecznie przyspieszył, ludzie tracą grunt pod nogami, nie czują się bezpiecznie, a szachy dla wielu stały się swoistą enklawą spokoju. Jednak ten mecz, właśnie za sprawą Kariakina od polityki i to tej w najgorszym wydaniu, nie ucieknie. Nie wiem. Może Kariakin zyskuje przy bliższym poznaniu, może jest nawet sympatyczny, jednak dla mnie takie sygnały i tak byłyby bez większego znaczenia. Kariakin jest osobą publiczną, jego popularność z dnia na dzień będzie rosła i dla mnie jako kibica jest istotne, jaki ten szachista wysyła w świat sygnał. Niestety, jest to miarowy, jednostajny i dość głuchy dźwięk werbla, bijącego w takt kremlowskiej polityki Władimira Putina. Wspierać można kogo się chce, w sumie, to kwestia sumienia, ale robić to ostentacyjnie, nosząc na sobie wizerunek człowieka, który rozlał już tyle krwi? No, co trzeba sobie myśleć i jak mieć poukładane w głowie, będąc fanem kogoś takiego? Dlatego, Moi Drodzy, mój wybór, po której stronie jestem, jest wam już znany. Swoją drogą fajnie byłoby wdać się w polemikę z fanami Kariakina – brakuje mi często, bardzo ciekawych, na poziomie polemik, oczywiście bez tych bezsensownych ataków ad personam. Jakoś tak nasze środowisko szachowe w znacznej mierze na początku patrzy na to kto coś powiedział, a nie na to co ktoś powiedział i stąd, chyba, tak wygląda w Polsce debata o szachach. Czekam aż to się zmieni, niestety, od lat grana jest ta sama melodia, oczywiście ze szkodą, dla naszej dyscypliny.

Gdy do szachownicy siada przyprószony siwizną wielki Garri Kasparow, mamy szachowe święto od ręki i z miejsca. Na te dwa, magiczne wieczory z wracającym na bardzo krótko do szachów genialnym sportowcem zarezerwowałem sobie dwa pełne wieczory. I było warto! Okazuje się, że ten, w sumie, nie mający większego znaczenia blitz, przyciągnął przed ekrany więcej widzów, niż główny turniej mistrzostw U.S.A! Kasparow, który ostatni poważny turniej zagrał 11 lat temu, wciąż jest wielki – wygrał dwa mini-mecze z Nakamurą oraz aktualnym mistrzem U.S.A Caruaną, który w tym turnieju został strasznie pobity. Nie wiem czy oglądaliście: Nakamura gra z Kasparowem, nagle Garri łapie za skoczka, na krótką chwilę stawia go na „b4” (przegrywający ruch!) znów go podnosi, robi miny, patrzy na Nakę, który się uśmiecha, patrzy na sędziego i stawia go w końcu na „f4”. Naka mógł reklamować – „postawiona stoi”, ale tego nie zrobił tylko się uśmiechał. Potem na konferencji powiedział, że on nie traktuje tego turnieju tak bardzo poważnie jak Kasparow, dlatego pozwolił mu postawić skoczka tam gdzie chciał. Samuraj zyskał u mnie kilka punktów, ale jeszcze sporo takich gestów przed nim, by się przede mną mógł w pełni zrehabilitować. Na razie daję mu szansę ;), zobaczymy jak się dalej będzie prowadził przy szachownicy. I to aktorstwo Garriego! Zdejmowanie zegarka, mimika, ileż jest jeszcze energii w tym człowieku! Można sobie tylko przystanąć na chwilę i pomyśleć co by było, gdyby ten wielki gracz nie porzucił profesjonalnej kariery. Kto tego turnieju nie oglądał, ma czego żałować, to były piękne, pełne magii, dwa cudowne wieczory z szachową legendą.

Czekamy na Mistrzostwa Europy, które za niecałe dwa tygodnie rozpoczną się w Gjakova w Kosowie. Tam Polacy będą walczyli o mistrzostwo Starego Kontynentu jak i o awans do PŚ. Rankingowo jesteśmy najmocniejsi w historii, przydałoby się potwierdzić ten fakt, konkretnymi sukcesami.