Ciężkie walki w rundzie siódmej warszawskiego Festiwalu Mieczysława Najdorfa. Bartel w meczu na szczycie gorszy od Ilji Smirina z Izraela.

0
456

Zrobiło się późno, a w „Najdorfie” mecze jeszcze trwają. Na przykład trener kadry, Bartosz Soćko, egzaminuje Kacpra Pioruna i ma wielką ochotę pokrzyżować mu plany w osiągnięciu upragnionego pułapu 2700 +. Turniej ten jest dobrze zrealizowany od strony kibica, miałbym tylko jedno „ale”: czy nie można by było pomyśleć za rok o cofnięciu godziny rozpoczęcia rundy, powiedzmy na 15.30? W tygodniu ludzie mają do pracy, a i arcymistrzom pewnie nie do końca w smak rozgrywanie tak ciężkich walk do późna w nocy. Jestem ciekaw zdania w tej sprawie zarówno szachistów jak i kibiców…

No tak, komentarze pod moim ostatnim wpisem dotyczącym zgubnego wpływu maszyn na nasz sport, utwierdziły mnie tylko na pozycji sceptyka. Myślę, że jestem osobą o myśleniu dość elastycznym i chętnie swoje poglądy weryfikuję, ulepszam, a nawet zmieniam jeśli mnie ktoś argumentami przebije, w tym wypadku pozostanę jednak przy swoim.

Okazuje się, że pomysł losowego wyboru debiutu oraz miejsca od którego zostanie on rozegrany podoba się wielu szachistom. Piotrek Piesik napisał, że ten pomysł nie jest aż tak głupi, by zaczynać grę od losowo wybranej pozycji, i że z tego mogłaby wyjść jakaś fajna, choć nie dominująca w przyszłości odmiana szachów. W takim razie służę pomysłami. Turniej taki byłby grany z czasem maksymalnie godzinę na partię. Siadając do partii przeciwnicy obok desek widzą trzy woreczki. W jednym są papierki od jeden do piętnastu. Losując z tego worka dowiadujemy się od którego posunięcia zaczynamy partię. A w jakim debiucie? Sędzia przed rundą wędruje między stolikami z opasłym tomiskiem encyklopedii debiutów i grający czarnymi na chybił trafił otwiera księgę. Tam będzie pozycja, którą przeciwnicy zagrają. W pozostałych dwóch workach są papierki od 1 do 60. Każdy z graczy losuje karteczkę. Jaką cyfrę wylosuje taki czas sędzia ustawi na jego zegarze.

Ale czemu te wszystkie zwariowane pomysły mają służyć? Dla mnie takie pragnienia zmian są właśnie przejawem pewnego zakrętu, na jakim znalazły się szachy, za sprawą komputerów. Chęć ucieczki od wielu wieków teorii, myślę, że jest w tym potrzeba większej wolności, odciążenia pamięci, stworzenia sobie przestrzeni, by tworzyć. Ta chęć ucieczki potwierdza w jakimś stopniu tezę, że szachistów, przynajmniej tych grających na wysokim poziomie, komputery przygniotły, ich pamięć jest piekielnie przeciążona. Ja jednak jestem strasznym tradycjonalistą jeśli chodzi o szachy i zupełnie nie przeszkadza mi początkowe ustawienie bierek, choć, nie ma co ukrywać, żaden ze mnie „debiutnik”…

 W szachach klasycznych w rozumieniu początkowego ustawienia figur jest trochę tak jak w demokratycznych wyborach. Tam niby wszystko wydaje się w jak najlepszym porządku, jednak wielu wyborcom nie podoba się, że w dniu wyborów dostają przed nos listę z gotowymi nazwiskami i tylko i wyłącznie spośród tych szczęśliwców mogą wybierać. Szachy w przeciwieństwie do go, którą tak się zafascynował Morozewicz, są grą na pewnym etapie, już rozpoczętą. Figury już stoją, nabuzowane energiami, my zaś mamy za zadanie z tego początkowego układu coś tam sklecić. Pomysł, by uniknąć wielogodzinnych, żmudnych przygotowań poprzez losowy wybór wariantu szachistom pozwoliłby odetchnąć, jednak byłoby to tak, jakby pozwolić kolarzom na wyścigach rangi Tour, używać na podjazdach mini silników zainstalowanych w rowerowych torpedach. Szachy to ciężki sport, mający za sobą kilkaset lat wytężonej, intelektualnej pracy tysięcy ludzi – kto chce się w to bawić, musi bez szemrania zadać sobie na plecy to brzemię.

Dobrze. Zerknijmy na mecze w naszym „Najdorfie”. Mati Bartel uległ, ale grał pięknie i bardzo mi szkoda, że wysadził go z siodła Ilja Smirin z Izraela – bardzo Mateuszowi w tym meczu kibicowałem. Zdaje się, że Kacper Piorun uciekł spod topora, który wisiał nad nim za sprawą Bartosza Soćko – straszna tam się odbyła walka. Widać, że napięcie wzrosło zauważalnie i w samej końcówce turnieju będzie się można rozsmakować.