Biel – szczęśliwe miejsce dla MVL – kolekcja zwycięstw Francuza z roku na rok się powiększa! Radek Wojtaszek zajmuje samodzielne, drugie miejsce! Gratulacje!

0
327
Jest już dobrze po godzinie czternastej. W tym momencie wszyscy siadaliśmy przed ekranami komputerów i cieszyliśmy się sztuką szachową wysokich lotów. Gdy grał Polak, zaciskaliśmy mocno kciuki, kibicowaliśmy, ale to już, niestety, koniec. Zawsze w takich dniach „po”, cierpię na syndrom odstawienia i jakoś nie mogę sobie znaleźć miejsca. Im ciekawszy turniej, im bardziej upajam się grą, daję się ponosić emocjom, tym trudniej mi później. Dopada mnie szachowy kac, który zwykle przechodzi po kilku dniach. W takich dniach, jako antidotum rozkładam sobie partie Petrosjana, Smysłowa, Alechina i analizuję z przyjemnością. To pozwala odpędzić tę poturniejową pustkę.

Piszecie o występie Radka Wojtaszka mniej, więcej tak: „Radek zagrał bardzo dobry turniej, jednak niedosyt pozostaje!”, „Przecież Navara w tej partii czekał tylko na końcowe uderzenie, co się stało!?” itd. Byłoby rzeczą dziwną, gdyby każdy z nas, gdzieś w głębi serca, tego niedosytu nie czuł, bo jak nie spotkać się z tym uczuciem, gdy bardzo nam zależało, na wygranej Wojtaszka? Tak się nie da! Prawdziwi kibice, gdyby w takich chwilach nie cierpieli lekkiego zawodu, nie byliby prawdziwymi kibicami! Gdy na czymś ci bardzo zależy, a tego nie dostajesz, cierpisz zawód i tyle. Myślę, że orientujecie się, co mam teraz na myśli.

 Radek Wojtaszek zaprezentował się świetnie, zyskał na rankingu i znów jest tuż, tuż tych najlepszych, zajął drugie miejsce i trzeba nam cieszyć się z tego. Wczorajszy mecz z Navarą był niezwykle dramatyczny. Na samym początku nasz arcymistrz zdominował Czecha, grał pewnie i nic nie wskazywało na to, jakie katusze miały nas czekać kilka godzin później! W pewnym momencie Polak miał tylko wyprowadzić kończący walkę lewy sierpowy, jednak odstąpił od przeciwnika, który słaniał się na nogach w okolicy narożnika ringu. Nokautu nie było. W tym samym czasie MVL pracował na kolejną wygraną w Biel nad zdemoralizowanym, oszołomionym i, chyba, pragnącym zejść wszystkim z oczu Richardem Rapportem. Niestety, intuicja mnie tym razem nie zawiodła. Rapport po serii czterech przegranych z rzędu, nie był w stanie postawić skutecznego oporu Francuzowi. Podejrzewam, że ten turniej, to dla Rapporta jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć w całej jego sportowej karierze. Chodzi o to, że jego gra nie przeszła niezauważona. W tym czasie nic ciekawszego na świecie się nie działo – większość kibiców miała wzrok zwrócony w kierunku Biel. Co dalej z nim będzie? Jakoś nie potrafię się na niego złościć, jednak jest mi go trochę żal. Jest młody, może się pozbiera, pojedzie gdzieś w świat, wygra jakiś open. Dla niego ten turniej to była najczarniejsza czerń.

No właśnie! Kilka dni przed rozpoczęciem turnieju, zapytałem w odniesieniu do przyszłego występu Radka Wojtaszka, stosując małą grę słów, co nas i naszego arcymistrz spotka – „czerń czy Biel?” Powiedziałbym teraz post factum, że biel, ale nie ta najczystsza biel. Chciałem wygranej naszego arcymistrza, generalnie ja, oraz wielu kibiców w Polsce jest bardzo spragniona spektakularnego sukcesu. Myślę, że jest dwóch szachistów, których stać na duże sukcesy w przyszłości. Pewnie was nie zaskoczę – to Janek Duda oraz Radek Wojtaszek. Na koniec chciałem pogratulować Radkowi Wojtaszkowi bardzo dobrego występu oraz życzyć powodzenia w zbliżającym się PŚ. To był bardzo fajny turniej i z pewnością będziemy jeszcze nie raz do niego wracać!