Yangyi Yu Mistrzem Świata do lat dwudziestu! Wśród dziewcząt bezkonkurencyjna Aleksandra Goryachkina!

0
388

Że was tak zapytam: skąd się urwał ten Chińczyk Yangyi Yu? Na trzynastorundowym dystansie uskładać jedenaście oczek i to w takim stylu,  z takim zapasem, z taką lekkością? To robi duże wrażenie! Oprócz występu naszej trójki, śledziłem dość uważnie poczynania szachowych talentów z różnych stron świata i moje zdanie jest takie, że Chińczyk po prostu przyćmił konkurencję. Ten szachista gra niezwykle silnie, bardzo szybko liczy,  jest pozycyjnie bardzo mocny, słowem: mamy do czynienia z  dojrzałym, w pełni ukształtowanym zawodnikiem. Zapowiada się interesująca kariera, choć w przypadku zawodników z Chin bardzo często mamy do czynienia ze zjawiskiem spektakularnego wejścia w dyscyplinę, „wejścia smoka”, a następnie daje się zaobserwować regres, stagnację w rozwoju. Spoglądając na Chiny z punktu widzenia przewagi demograficznej, gospodarczej… (Hmm… Zważywszy na ustrój Chin, Zachodowi niezwykle trudno rywalizować z Krajem Środka w śrubowaniu wzrostów. Inną ciekawą kwestią jest, co by się stało z tym wielkim krajem, z jego światową dominacją gospodarczą, gdyby padł tam komunizm i wprowadzono demokrację na wzór demokracji zachodnich?) było kwestią czasu, że pojawi się jakiś nowy talent. Chiny w szachach to oczywiście nie sam Yangyi Yu – ten kraj może spokojnie wystawić dwie prawie równie silne drużyny których średni ranking będzie oscylował wokół 2700 elo. Z drugiej strony Chińczycy wśród panów mają tylko trzech arcymistrzów o rankingu ponad 2700 elo, więc można zadać pytanie, czy to dużo? Zależy od perspektywy jaką chcemy przyjąć odpowiadając na nie: jak na tak duży kraj, trzech GM ponad 2700 elo według mnie czterech liter nie urywa. Rankingowo jednak Chiny są na trzecim miejscu tuż za Rosją i Ukrainą, więc są szachową potęgą i basta. Wracając do głównego bohatera, Yangyi Yu, triumfatora tej prestiżowej imprezy, sprawa jego profesjonalnej kariery jest jak najbardziej otwarta.
 
Wśród pań bezkonkurencyjna okazała się Rosja, gdyż indywidualnie ten kraj wzbogacił się po tym turnieju o dwa krążki – złoty oraz brązowy. Aleksandrę Goryachkinę (złoto) i Alinę Kashlinską (brąz) przedzieliła reprezentantka Kazachstanu, Zhansaya Abdumalik. Kwestia dominacji Rosji w szachach światowych jest sprawą oczywistą. Ten kraj jest azymutem wokół, którego pozostałe nacje usiłują się jakoś odnaleźć.
 
 
Jan Duda zanotował dobry występ, zajmując ósme miejsce, cały czas w turnieju będąc blisko strefy medalowej. Według mnie jedną z ważniejszych partii Jana Dudy, była przegrana bitwa z Ormianinem Ter-Sahakyan Samvelem, po której z naszego juniora uszło sporo pary. Gdyby tak wygrał ten mecz, wskoczył na drugie i nabrał wiatru w żagle, to… kto wie? Oczywiście, to moja teoria, choć można przecież gdybać i dawać inne, równie mocne argumenty, że było inaczej. Na turniej warto jednak spojrzeć jako na całość.
 
Jan Duda potwierdził swoje duże aspiracje, a jeśli chodzi o sam turniej, to do czasów seniorskich będzie miał co najmniej kilka podejść, by zdobyć ten najważniejszy dla młodego sportowca tytuł.
 
Marcel Kanarek zagrał bardzo słabo ostatnią część turnieju i spadł w okolice końca czwartej dziesiątki. Przegrane w decydujących partiach to ważna wiadomość dla tego utalentowanego zawodnika (plus słabe operowanie czasem). Warto pomyśleć o przyczynach, których odkrycie i zniwelowanie może pozwolić mu pomyślnie włączać się w walkę o medalowe pozycje w przyszłości.
 
Anna Iwanow poszła w tym turnieju „po sinusoidzie” i zajęła, koniec końców, 22 pozycję. Generalnie w tego typu openach wygrywa ten, który potrafi zaprezentować równą, wysoką formę przez cały długi dystans zawodów, nie dopuszczając do zbyt wielu niedokładności, nie mówiąc, oczywiście, o rażących błędach. To trudna sztuka i posiąść ją jest rzeczą niełatwą…