Wyniki indywidualne po trzech rundach Sygnity Ekstraligi.

0
209
Do szachów jako sportu, zawsze przyciągał mnie ich wyraźnie zaznaczony, aspekt indywidualny. W szachach bardzo odpowiada mi, że występując w jakichkolwiek rozgrywkach, mogę polegać tylko i wyłącznie na sobie. I dalej, gdy zawiodę, ewentualne pretensje również wypada mi kierować tylko do siebie.
 Rozgrywki drużynowe, wszelkiego rodzaju ligi, klubowe puchary itp. (oprócz drużynówek granych przez narodową reprezentację) odkąd prowadzę bloga, traktowałem, że posłużę się sprytnym eufemizmem – zdecydowanie po macoszemu. Nie jeden raz grałem drużynowo i generalnie nie zawodziłem zespołu, starałem się zawsze grać najlepiej jak potrafię, mając na uwadze, że nie tylko swój los dźwigam na własnych barkach, niemniej jednak, zawsze nad grę w drużynie przedkładałem występy indywidualne. Jednak, gdy przyglądam się zmaganiom w naszej Sygnity Ekstralidze, jestem coraz bardziej zafascynowany przebiegiem rywalizacji, mam swoje typy, słowem rozwijam się w tym kierunku. Może już za kilka miesięcy, kto wie, zacznę się specjalizować na tym „odcinku” ;). Sygnity Ekstraliga zgromadziła samych najlepszych arcymistrzów krajowych, oraz wielu mocnych z zagranicy. Oglądając Ekstraligę w ten weekend byłem bardzo ciekaw postawy TKKF Drogowca Kraków ze względu na Jasia Dudę na pierwszej szachownicy, oraz wybrałem sobie kilku arcymistrzów i arcymistrzyń, których poczynania śledziłem patrząc na ich indywidualną grę.
Radosław Wojtaszek na tej pierwszej sesji, zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Nareszcie wygrał z arcymistrzem 2700+, Ukraińcem Areszczenką, wygrał niezwykle interesującą partię ze Zbynkiem Hrackiem, wreszcie na koniec zremisował z Jackiem Tomczakiem, przeważając przez cały pojedynek. Najbardziej ciekawą była, według mnie partia z Hrackiem – dynamiczna, z prawdziwą wariantową „dżunglą”, z której nasz arcymistrz wyszedł nietknięty. Wielu komentatorów narzeka na suchy, „techniczny” styl gry Radka, który bazuje na doskonałym przygotowaniu debiutowym oraz rzeczonej świetnej technice. Te wszystkie elementy pozwalają Radkowi wciąż utrzymywać się w grze praktycznej w okolicach 2700 elo, jednak do pełni mojego kibicowskiego szczęścia przydałoby się częściej widzieć podobne pojedynki jak partia ze Zbynkiem Hrackiem. Na świetnej technice, owszem, również zdobywa się dużo punktów, ale to zwykle kosztuje siły i czas, potrzebna jest też ogromna wytrzymałość, to są w sumie takie szachy dla gladiatorów – grać turnieje w których mnóstwo pojedynków kończy się w okolicach 80 – 100 posunięcia. Takie szybkie partie odciążają, a poza tym dają dużo pewności siebie. Mam nadzieję, że w partiach naszego lidera zobaczę w niedalekiej przyszłości coraz więcej polotu, tego słynnego „powera”, który nie pozwala się oderwać na moment od partii podczas przekazu.

Jasiek Duda zrobił 2 pkt. z 3 nie przegrywając żadnego z trzech pojedynków. Z uwagi na fakt, że Jasiek grał na pierwszej desce, wszyscy przeciwnicy naszego utalentowanego juniora mieli znacznie wyższy ranking. Każda z tych trzech partii była przesycona treścią i w każdej działo się naprawdę dużo. Z Yurijem Kriworuczko Jaś toczył bardzo wyrównany pojedynek, który, koniec końców, zakończył się nierozegraną. Od pewnego momentu coraz mniej dziwię się remisom, czy  nawet „skalpom” Jasia nad arcymistrzami okolic 2650 elo. Moim zdaniem nasza juniorska „jedynka” ma już papiery na podobne szachy jeśli chodzi o poziom – daję Jaśkowi, w zależności od intensywności występów około roku, by wskoczył w okolice 2620 elo, czyli zaprogresował o około 100 punktów elo. Drugi mecz Jaś Duda zremisował z Olkiem Miśtą, ostatni zaś pojedynek z Marcinem Dziubą zakończył wygraną po dość kontrowersyjnej ofierze skoczka za dwa złączone wolne piony. Podczas transmisji pomyślałem, że ta „talowska” ofiara, zostanie obalona przez doświadczonego arcymistrza, jednak Marcin Dziuba nie poradził sobie z wielością problemów jakie stworzyła groźna falanga wolnych pionów. Sam kiedyś rozegrałem podobną partię w tym debiucie jeśli chodzi o ideę oddania skoczka za złączone piony. Pomny na swoją partię, którą ostatecznie przegrałem, doszedłem do wniosku, że jedyne co mógł zrobić Marcin Dziuba to zaatakować pozycję roszady zgormadzonymi w pobliżu króla figurami (tak właśnie przegrałem – przeciwnik zignorował złączone piony, za które potem oddał figurę, natomiast zdążył mi postawić mata, jak to się często zdarza w tym systemie) Marcin Dziuba zaczął jednak neutralizować piony, a w końcu… zneutralizował się sam!

Kacper Drozdowski zaprezentował się znacznie gorzej, nie wygrywając na tym zjeździe żadnej partii, remisując dwie i przegrywając jedną. Ten wynik pokazuje, że przed Kacprem dużo pracy, a dodatkową motywacją może być dla niego niewygodna świadomość, że jego rówieśnik, ucieka mu zarówno pod względem szachowym jaki  i rankingowym. Ta niewygoda może być bardzo mobilizująca. Szachy potrzebują konkurencji i nie znoszą stagnacji.

Inny z juniorów, Radek Gajek, wypadł już zdecydowanie źle i od pewnego czasu odnoszę takie wrażenie jakby ten zawodnik nie tyle stanął, co zaczął się cofać w rozwoju. Czas upływa nieubłaganie i jeśli nie progresuje się w szachach, zostaje się w tyle.

Doskonale zaprezentowały się panie: Monika Soćko oraz Beata Kądziołka, które na dystansie trzech rund, jak na razie, nie dały sobie urwać nawet pół punktu.

Po pierwszej, „wrocławskiej” sesji, w Sygnity Ekstralidze prowadzi KSz Stilon Gorzów Wielkopolska. Z tą samą liczbą punktów mamy drużynę WASKO „HETMAN” Katowice. Na trzecim miejscu, z dwoma punktami straty do liderów plasuje się KSz Polonia Wrocław z Radkiem Wojtaszkiem, Mateuszem Bartlem oraz Darkiem Świerczem. Tą samą ilość punktów ma GK Baszta MOS Żnin i TKKF Drogowiec Kraków. A więc jest bardzo interesująco. Następna sesja w Gorzowie Wielkopolskim pod koniec wakacji.