Wygrana Polek i bolesna porażka Polaków z Węgrami w rundzie IV DME w Reykjaviku!

0
317

Nie, to jest jakieś fatum. Ciężko się komentuje takie zawody – zawodnicy nie dają wytchnienia komentatorowi w znaczeniu pozytywnym. Człowiek czeka na jakiegoś dwurundowego cuga w wykonaniu naszych, a dostaje marną kibicowską strawę, zresztą do jej smaku jesteśmy przyzwyczajeni, przynajmniej ja. Przegrana z Węgrami boli. Co innego dostać do „jednego” albo do „zera”, ale ulec najmniejszą różnicą punktową, to może zasmucić. To w takich meczach jak z Węgrami nasi mieli się przełamywać, niestety, inne scenariusze pisze turniej w Islandii. Co zrobił Grzegorz Gajewski w swoim meczu – przecież miał gościa, którego należało tylko dobić? Radek Wojtaszek zgodził się na remis, i też nie jest dla mnie jasne, dlaczego nie próbował grać tej pozy bez wysokiego ryzyka przegranej. Janek Duda ustał z Rapportem, choć partia toczyła się po dyktando utalentowanego Węgra…

Gra Polaków nie jest przekonująca, nie widać tego, co powinno dawać wygrane w meczach, nie ma w ich spotkaniach „piłowania”, ciągu na bramkę. Wczoraj Mateusz Bartel nie spróbował nawet pograć dłużej w pozycji, z której mogło się coś urodzić (jako żywo przypomina mi się Puchar Świata i partia białymi naszego arcymistrza).

 Dość. Ciekawy jestem, czy po następnych rundach również będę czuł się jak po rozładowaniu dwóch wagonów węgla. Bo tak się czuje kibic, któremu zależy, po kilku godzinach siedzenia przed szachownicami. Arcymistrzowie nie rozpieszczają, a o zmęczeniu najłatwiej zapomina się w euforii wygranych, tych jednak jak na lekarstwo. Miałem mały zapas początkowego entuzjazmu, zawsze go mam, bo nie widzę sensu zaczynać kibicowania z mentalnością jakiegoś smutasa. Lubię się cieszyć, ale gdy jest czym. Początek zawodów, to czyste konto, same nadzieje, gdzie nic nie jest wyjaśnione. Teraz już jest inaczej, turniej wszystko weryfikuje. Kto wie? Może Polacy pojadą teraz ostrzej, zaczną wygrywać? Byłoby super, ale co będzie, to będzie. Kibicuje mi się ciężko, pisze nie mniej ciężko…

Polki wygrały nieznacznie z Łotwą i to był typowy przypadek, w którym określenie, że rankingi nie grają, miało swoje uzasadnienie. Dobrze, że jest wygrana, ale było interesująco. Ktoś popatrzyłby sobie przed meczem: „Cztery panie, żadna nie ma 2300 elo, o czym my tu rozmawiamy?” A to nie tak! Zaczyna się mecz i przeciwnik wije się, mąci, robi wszystko, by się nie dać i często, gęsto, to mu się właśnie udaje. Nie tym razem jednak – Biało Czerwone wygrały i znów są wysoko. Czekamy na kojarzenia. U pań jutro na pewno będzie ciekawy przeciwnik, panowie muszą pomyśleć co dalej, to ostatni moment na takie analizy, jest zagrożenie, że kolejne zawody przepadną…