„Wieżowo – remisowo w pojedynkach Wojtaszka i Gajewskiego w lidze francuskiej”

0
86

Przeciwnik Wojtaszka robił wszystko, co tylko w jego mocy, by przegrać tę partię. W pewnym momencie swoją strukturę pionów kilkoma posunięciami doprowadził do stanu wołającego o pomstę do nieba. Dodatkowo, jak dla mnie dziwnym manewrem „Wb1-b5-h5”, ustawił się w prawdopodobnie przegranej pozycji. Wojtaszek miał bardzo duże szanse na wygranie powstałej końcówki, jednak popełnił szereg niedokładności i pozycja się wyrównała. Zapewne taką pozycję wielki Akiba wygrałby na ślepo, a i słynny „Capa” nie miałby z nią większych problemów. Deko ciut szkoda, że tak to się ułożyło.

Grzesiek Gajewski stanął z Laurentem Fressinetem w debiucie w strasznym parterze. Jak mawia pewien mój znajomy przy podobnych okazjach – „nie wyprowadził debiutu”. Stał w parterze i stał, wreszcie przeciwnik, nie znajdując bardzo konkretnych rozwiązań, zaczął stopniowo wypuszczać przewagę i wreszcie doszło do podobnej (w znaczeniu materialnym) końcówki wieżowej jak w partii jego kolegi z zespołu. Koniec końców – spotkanie zakończyło się dość szczęśliwym remisem dla Grzegorza Gajewskiego.

 Spoglądam od pewnego czasu na partie zawodników przedziału 2600+ i wyższym, pod kątem techniki rozgrywania końcówek. Wygląda to tak, że ordynarnie uruchamiam moduł i sprawdzam wiele partii pod kątem poprawności. Okazuje się, że z tą techniką bywa różnie – wiele partii w końcówkach kończy się dość przypadkowymi wynikami, a przeciwnicy obdarowują się „uprzejmościami” jak mogą. Bardzo ciekawe, bo tego nie wiem, który ze współczesnych arcymistrzów obiektywnie najlepiej rozgrywa końcówki? Zastanawiam się nad tym i, oczywiście, myślę, „Carlsen”, ale i on nie jest bez grzechu jeśli chodzi o endszpil. Kto wie, może wciąż Karpow brylowałby w tym temacie, gdyby jeszcze praktykował?

 Razu pewnego miałem szachowe zajęcia z młodzieżą. Na paru treningach, dla orientacji jak sobie przędą w końcówkach, ustawiałem jakieś proste układy (żadne tam Kasparjany, Kubbele) po parę bierek, żeby rozwiązali. Wyglądało to tak, że Pustynia Błędowska, a raczej południowoamerykańska Atakama. Nikt nie rozumiał, o co chodzi.
 Generalnie młodzież nie jest zafascynowana końcówką i w większości przypadków, by wygrać, doświadczeni gracze w zdrowych redakcjach wymieniają figury i przechodzą do plus, minus, równej pozy. Wracając do zajęć – trzeba nie lada sprytu, by zaciekawić młodzież końcówką, odrywając ją, na przykład, od niepodzielnie panującego w klubach blitza. Za pomocą końcówki, trudna, choć nie beznadziejna sprawa.
 Jutro przeciwnicy Polaków w lidze francuskiej mniej znaczni – są więc szanse na punkty.