W Tbilisi trwa Grand Prix FIDE! W superturnieju Zurich Chess Challenge Anand wciąż prezentuje wysoką klasę!

0
609

Wziąć sobie wolne od królewskiej gry? Można. Jak najbardziej. Ale gdy turniejów jest wysyp, można też bardzo szybko stracić orientację w tym globalnym, szachowym tyglu. W oczekiwaniu na Mistrzostwa Europy, które zostaną rozegrane w Jerozolimie, w Izraelu, przyglądam się zmaganiom w Tbilisi oraz superturniejowi w Zurychu (coby nie wypaść z obiegu właśnie!). I tak, dla przykładu: pojedynek Griszczuka z często prezentowanym u mnie na blogu Jobavą. Gruzin to w ogóle wdzięczny obiekt do dyskusji – on, nawet gdy przygrywa, zwykle robi to w takim stylu, że kibice nie mają mu tego za złe. Dzisiejsza partia z Griszczukiem była dla mnie o tyle dziwna, że czarnymi Baadur uskutecznił straszną „murarkę” w „caro-canie” co absolutnie nie było w jego stylu. Rosjanin bardzo pewnie wypunktował Gruzina i końca kryzysu w grze tego ostatniego nie widać. Po czterech rundach Jobava może się powstydzić jednym remisem urwanym Radżabowowi. Reszta partii to stale powiększająca się kolekcja szachowych kraks.

 Na turnieju Tata Steel Chess przeciwnicy strasznie gnębili Gruzina i choć pisałem, że z uwagi na jego wiecznie uśmiechniętą buzię, trudno było się zorientować, w jak ciężkie terminy popadł, to te zawody musiały mu zapaść mocno w podświadomość. Są sportowcy, którzy po takich nokautach w ogóle się nie podnoszą – to wszystko zależy od konstrukcji samej psychiki. Są  tacy, którzy po tak mocnych ciosach potrafią wspaniale się odbudować i wracają jeszcze bardziej wzmocnieni, z chęcią odegrania się na swoich przeciwnikach. Dobrze jest mieć zmysł, który niezawodnie podpowie nam, kiedy zakończyć zawodniczą karierę. Taki zmysł posiadają jednak tylko najwięksi championi. Gdy pojawiają się pierwsze zwiastuny, te pierwsze czarne jaskółki przemijania i upływającego czasu, kończą z dyscypliną i nie pozostawiają za sobą spraw niedokończonych. Tak pewnie się stanie w przypadku braci Kliczko. Podejrzewam, że (bo zdaje się Witalij Kliczko już boksować nie będzie) jego brat również zakończy profesjonalną karierę jako niepokonany mistrz i oba pasy będą wakować do następnej walki.

Anand potwierdza, że w dalszym ciągu jest w światowym topie. Pewnie jeszcze przez wiele lat będzie prezentował się świetnie, choć Wikingowi tytułu raczej już nie wydrze. Trzecia i każda następna próba jest już w tym momencie trudna do pomyślenia.


No to czekamy na ME w Jerozolimie i występ Biało Czerwonych. Za kilka dni, w najbliższy wtorek, Polacy powalczą o tytuł najlepszego szachisty Starego Kontynentu. Jedzie Janek Duda, na którego występ specjalnie się zasadzam. Mam nadzieję, że to będą bardzo dobre zawody dla Polaków. Nadzieje, nadziejami, ale to szachowa deska oraz forma zweryfikuje wszystko. Jak zawsze przed uruchomieniem zegarów, jestem dobrej myśli!