W Saint-Louis w rapidach najlepszy Aronian, Garri Kasparow daleko w tyle!!

0
177

No, to jak wam się podobały te trzy, następujące po sobie wieczory z Garri Kasparowem w roli głównej na turnieju w Saint-Louis? Obejrzałem całość, nie opuściłem żadnej partii z tego turnieju, wykupiłem, jak to się teraz mawia „cały sezon” tego szachowego serialu, jednak z czasem dochodziły u mnie do głosu mieszane odczucia. Oczywiście, było to ściśle związane ze stopniowo pogarszającym się poziomem gry wielkiej legendy w tym turnieju. Czy Garri Kasparow powinien brać udział w tego rodzaju medialnym przestawieniu? Zgodzę się z tymi, którzy są zdania, że bez względu na wynik legenda wielkiego mistrza, dla wielu grającego najmocniej w całej długiej historii naszej dyscypliny, nie zazna żadnego uszczerbku. Jednak czułem się przez te trzy dni dość mocno zażenowany i nie umiem konkretnie nazwać tych uczuć, konkretnie – czego one się tyczą. Kto wie – może chodzi o to genialne ujęcie Kasparowa i Ananda na serwisie https://chess24.com/en? Zresztą zobaczcie sami. Mnie to zdjęcie więcej mówi, niż każda nawet najbardziej rozbudowana, pogłębiona analiza psychologiczna.

 Photo: Lennart Ootes https://www.flickr.com/photos/grandchesstour/albums/
Spotkanie dwóch legend po latach. Ale wróćmy na chwilę do przeszłości. Jest pamiętny 1995 rok, Nowy Jork, drapacze chmur World Trade Center, które za kilka lat legną w gruzach po zamachach terrorystycznych Al-Kaidy, co będzie koszmarnym otwarciem nowej ery. Tam, na jednym z pięter Kasparow, będący wulkanem energii wygrywa z Anandem 10.5 – 7.5 w nieoficjalnym meczu o tytuł MŚ, choć jako pierwszy w tym spotkaniu partię przegrywa! W tym pojedynku Anand poświęca wieżę za skoczka, co wiele lat później studiujący kabałę Walery Sałow, w jednym z wywiadów uzna za przepowiednię dotyczącą późniejszej, tragicznej historii wieżowców World Trade Center. Nawet powie coś o zbieżności w dacie urodzin Ananda (11 grudnia) – z dniem zamachu (11 września). Był to czas, w którym Kasparow był w pełni sił twórczych, doskonale też czuł się fizycznie… Poniżej wygrana partia Ananda z ofiarą wierzy na „d5”.

Co na tym zdjęciu widać? Anand spogląda na Garriego z góry, uśmiecha się, a wielki mistrz jakby już lekko przygarbiony, może nawet trochę przygnębiony, z błąkającym się smutkiem w oczach. Szachy są dla profesjonalistów i tak bardzo łaskawe – dobrze wytrenowany zawodnik może skutecznie rywalizować w turniejach o najwyższe laury przez kilka dziesięcioleci, choć mawia się, że wiek czterdziestu lat jest przełomowy. Potem nie jest tak łatwo grywać regularnie wysokie „C”. Pojawiają się podstawki, przeoczenia, zwyczajnie zaczyna brakować sił – entropia stopniowo dezorganizuje ten złożony ludzki układ. Nie mogę się oderwać od tego zdjęcia. Patrzę się i patrzę – też się wpatrzcie, choć przez chwilę. Czas. Wielu może myśli, że szachiści aktywni odpadając z turniejów kandydackich, z Pucharu Świata, łatwo sobie z tym radzą, dość szybko godzą się z niepowodzeniem, ale nie zawsze tak się dzieje. Ci, którzy mają świadomość, że czas płynie nieubłaganie i to w jednym kierunku, że z każdym rokiem zbliżają się do momentu, w którym duch będzie ochoczy ale ciało słabe, wszelkie porażki odczuwają szczególnie boleśnie. Aż mam ochotę zacytować z pamięci jeden ustęp z wiersza „Zegar” Charlesa Baudelaire’a. Zaraz, jak to szło? Chyba tak:

Pamiętaj! Czas jest graczem namiętnym, co wygra
Bez szachrajstw każdą partię; to reguła święta.
Dzień się zmniejsza i noc się powiększa; pamiętaj!
Wciąż głodna jest otchłań; opróżnia się klepsydra.