Magnus Carlsen postanowił jeszcze trochę pograć…

0
107
A więc w Moskwie znów mamy wielkie szachy, wielkie bitwy i kawał niesamowitej imprezy, która jak magnes przyciąga sympatyków szachów z całego świata. Pierwsze pojedynki oczywiście wpisują się w znacznie szerszy kontekst, gdyż w Memoriale Tala występuje zarówno Wiswanathan Anand, obrońca tytułu Mistrza Świata, jak i pretendent, Magnus Carlsen.
 
Przyznam, że nie specjalnie rozumiem, co się stało w pojedynku Carlsena z Kramnikem. Norweg zaskoczył wszystkich „Debiutem Trompowskiego”, jednak końcówka, którą mieliśmy okazję zobaczyć, nie zwiastowała tak bolesnej porażki Rosjanina. Pewnie byłoby „wsjo w parjadkie” i partia zakończyłaby się nierozegraną, gdyby białymi zawiadywał ktoś inny, a nie lider światowego rankingu. W sumie trochę dziwnie wyglądało jak tzw. „stara szkoła” do jakiej należy Włodzimierz Kramnik, uległa w tym dość prostym zakończeniu przedstawicielowi nowego pokolenia. Ktoś zapyta: dość prostym zakończeniu? No właśnie. Jak się okazuje, tajniki końcówek na mocno zredukowanym materiale są niezmierzone, a ta partia pokazuje, że o wiele lepiej orientował się we wszystkich niuansach pozycji pretendent z Norwegii.
 
 Przegrał Anand, któremu sekunduje Radosław Wojtaszek. Tym szerszym kontekstem, o którym mówiłem na początku jeśli chodzi o Memoriał Tala, jest przyszły pojedynek Carlsena z Anandem o tytuł Mistrza Świata. Przyglądając się grze Ananda, widząc postępującą erozję jego formy, uważam, że pojedynek o najwyższy tytuł w szachach może się okazać zwykłą formalnością. Oczywiście, nie chciałbym tego, marzę o fantastycznej, wyrównanej bitwie, ale jak na ten moment Carlsen po prostu gra lepiej w szachy od aktualnego Mistrza Świata. Jeśli nie wejdą w grę jakieś dodatkowe, nieprzewidziane okoliczności (co w meczach o MŚ  dzieje się nader często) to mecz może się okazać nudnym, a przede wszystkim krótkim pojedynkiem. No, chyba, że Anand nie zamierza odkrywać wszystkich kart, a jego analitycy już w tym momencie pracują na 200 % swoich możliwości…
 
Radek Wojtaszek, jako sekundant Ananda, to niejeden polski akcent w Memoriale Tala. Otóż, zawody sędziuje Andrzej Filipowicz, który nie pierwszy raz znajduje się w epicentrum szachów światowych. Na marginesie – dla wszystkich, którzy tak łatwo podejmują krytykę pana Filipowicza, pytając co on takiego zrobił dla polskich szachów, proponuję odwrócić pytanie i zadać je sobie samemu – „Co ja takiego zrobiłem dla polskich szachów?”. Taka optyka stawiania pytań przy prawidłowych, w zgodzie z prawdą odpowiedziach, może dać rewelacyjne rezultaty w naszym, skrajnie apatycznym i bardzo skłóconym środowisku szachowym. I jeszcze jedno – następnego odcinka z cyklu ten jest taki, ten siaki, a ten to zrobił to, a ten tamto, na moim blogu już nie będzie, więc proszę nie pisać podobnych komentarzy jak pod ostatnimi postami bo tego nie opublikuję. Założenie bloga szachowego zajęło mi 2 godziny – jeśli ktoś ma coś na sercu względem kogoś w ciągu dwóch godzin może utworzyć sobie własne forum, na którym będzie mógł sobie używać do woli. Większość czytelników pisała do mnie, że podoba im się atmosfera mojej strony, że mogą poczytać o moim spojrzeniu na szachy bez całego tego „zgiełku” i w tym momencie macie moje słowo, że podobnych rozmów na mojej stronie już nie znajdziecie. Oglądajcie Memoriał Tala!;), kibicujcie, komentujcie!