W holenderskim superturnieju Magnus Carlsen włączył napęd na cztery koła!!

0
160
Mirek Wolak na końcu swojego komentarza zapytał tak: „W jakim kierunku powinny zmierzać współczesne (ludzkie) szachy, aby były interesujące dla następnych pokoleń?”. Myślę, że to zależy nie od szachów, a od kolejnych pokoleń, jakie będą się pojawiać. Problem jest bardzo złożony – na przykład, obecne pokolenie (socjologowie lubią nowemu przychówkowi nadawać nazwę litery z alfabetu) doskonale zna każdą nowinkę techniczną, rozmawia równocześnie z dziesięcioma kompanami na fejsie (każdy z innej części świata) dodajmy, że są to rozmowy powierzchowne. Człowiek z obecnie wchodzącego na rynek pracy pokolenia, ma wiedzę z wielu dziedzin ale niezwykle płytką, rzadko się rusza, czasem musi się przejść po baterie od komputerowej myszki, gdy te padną. Tłumaczę od razu: to nie jest sarkazm. Obecnie, młodzi, w zestawieniu z osobnikami z mojego pokolenia na przykład, skaczą w dal bliżej, w biegu na kilometr potrzebują około 30-40 sek, więcej czasu, by znaleźć się na mecie. Teraz nawet będąc harcerzem i jadąc na wakacje nie dostanie się do ręki siekierki, bo to ostry przedmiot, a jak pada deszcz, czy jest zimno, organizator puszcza dzieciom w tv płonące ognisko i piosenki śpiewane są w domu, przy kominku. Gdyby ktoś chciał młodych nieco „przycisnąć”, spróbować nauczyć życia, ci łapią za swój oręż i dzwonią na skargę do rodziców, którzy potem oddzwaniają z pretensjami…

 To są w szerokim bardzo ujęciu badania naukowe, ja oczywiście od siebie dokładam zmysł obserwacyjny. Często widzę, co się dzieje na boisku obok mojego domostwa. Zwykle trzech, czterech tak sobie kopie, odbija piłkę, reszta, piętnastu, dwudziestu, siedzi obok na wałach ze smartfonami w rękach z pozwieszanymi w dół głowami. Poza tym jeśli piłka odskoczy gdzieś dalej, standardem jest kłótnia, kto ma po nią iść. Za moich czasów graliśmy od rana do nocy składami, pięciu na pięciu, czy jak tylko się dało regularne mecze. Teraz powyższy obrazek jest normą.

 Dlaczego ja to piszę, tutaj to piszę? Otóż wszystko to (wiele kwestii opuściłem, to jest temat na cykl, nie na jeden artykuł) ma poważne przełożenie na szachy, na to, dlaczego poziom w szachach się obniżył. To jest też to o czym pisał Maciek Sroczyński, który z przerażeniem opowiadał, co się działo i dzieje na turniejach rangi mistrzowskiej. Młodzi przyjeżdżają jak na wakacje, nie stosują się do żadnego reżimu turniejowego, traktują taki wyjazd jako świetną zabawę. Interesuje ich, już nie pamiętam jak to było, trzy razy „Z”, zapamiętać, zagrać, zapomnieć, czy jakoś tak, chodzi o warianty. Trener ma usłużnie podać wariant, którym przeciwnika się załatwi i jest ok. Szachy to tytaniczna praca, wieloletnia i tylko tacy mają w tym sporcie szanse. Żeby grało musi w trójkącie „zawodnik – rodzic – trener” wszystko być na odpowiednim miejscu. Znam wielu trenerów, którzy bardzo się starają i aż ich skręca, gdy słyszą, jak na półfinałach MP rodzice z dzieckiem chcą tylko odbębnić te zawody bo już w domu stoją plecaki, lecą na Wyspy Kanaryjskie, nie mogą się wprost doczekać i jeszcze ciągle o tym bez żadnego skrępowania rozmawiają…

A najgorsze jest to ciągłe słodzenie młodzieży, tworzenie absurdalnego obrazu w dzieciach, że wszystko jest w porządku, jesteście takie inteligentne, z wszystkim sobie poradzicie itd. Na bazie takiego dysonansu tworzy się potem jednostki, które nie są w stanie poradzić sobie z co trudniejszym problemem, niestety, to też potwierdza współczesna psychologia, a szachy to nie jest „co trudniejszy problem”, a ogromny problem, bo to piękna, jednak bardzo trudna dyscyplina. Nasza młodzież kończy odpadając w znacznej mierze w przedbiegach, reszta odpada w decydujących momentach, a potem czyta się, że nie było źle, występ można uznać za niezły, że noo… może tutaj mogło być nieco lepiej, ale ogólnie jest o.k i tak dalej. Nie jest o.k. od dawna nie jest o.k naszym dzieciom świat dał dyla, uciekł i jest już nie do złapania, a tu ciągle to słodzenie i słodzenie aż się niedobrze robi. To nie jest z pedagogicznego punktu widzenia do przyjęcia. Nie wiem, ale komuś chyba bardzo zależy na tym, by nasze dzieci trwały w takiej błogości, w tej fikcji. To na bazie takiego wychowania potem młodzi będą mieli problemy w życiu, pomijając już same szachy.

Kurczę, no nie o tym miałem pisać ;). Tak, komputery degradują stopniowo nasz sport, ale są jeszcze zawodnicy, którzy na przekór krzemowym maszynom, mają swój styl. Takim graczem jest Magnus, który na piątym biegu gna po kolejną wiktorię. To jest gracz! To jest zawodnik! Widzieliście jak zaryzykował z Van Welym, a potem powiedział, że dobrze, że wielu rzeczy nie widział, bo pewnie by, nie zaryzykował. Tomaszewskiemu wczoraj Wiking wlepił miniaturę i to w systemie, w którym generalnie nie powinno się miniatur dostawać, bo tam jest przecież normalna gra dla czarnych, są plany gry. Ech, co tu dużo mówić – mamy mistrza świata z prawdziwego zdarzenia. Przynajmniej ja jestem jego wielkim fanem!