W elitarnym turnieju pamięci Vugara Gashimova zagra Pretendent Sergiej Karjakin!

0
140
Nagroda, czyli książka Garriego Kasparowa już powędrowała do zwycięzcy, który zakomunikował mi, że już nie pamięta kiedy ostatnio udało mu się coś wygrać. Tym bardziej jestem rad, że Pan Adam będzie miał pamiątkę z ME w Kosowie. Mistrzostw, które zapamiętam raczej z powodu fenomenalnej passy triumfatora Ernesto Inarkiewa. Imiennik zwycięzcy konkursu, Adam Pawlicz napisał, że występ Polaków nie był tragiczny, że Biało-Czerwoni zagrali na swoim poziomie, tylko, eeech… te wygórowane oczekiwania kibicowskie,  to one powodują w nas ten straszny dysonans. Niestety, Adamie, nie mogę się wyrzec tych ambicji, jeśli chodzi o naszych szachistów, zawsze mam ochotę równać do góry i z całego serca zazdroszczę Rosjanom, że mają już worek medali z różnych imprez. No, emocje – tak. Jak najbardziej, brak obiektywizmu u mnie, w tym ostatnim wpisie, aż razi w oczy – przecież nikogo nie pochwaliłem, a obowiązkowo powinienem w stronę Kacpra Pioruna skierować kilka ciepłych słów, bo poszło mu dobrze. Jednak, gdy dochodzą do głosu emocje, czasami pisze się coś, a potem żałuje…

 Teraz po kilku dniach, całkiem możliwe, że mój artykuł byłby bardziej stonowany, sprawa jednak rozbija się o to, że cierpię na głód sukcesu. Nie zdajecie sobie może sprawy, może nie orientujesz się ty Adamie, jak bardzo chciałbym, żeby to nasi byli górą. W sporcie, na którym zjadłem zęby, rzadko kiedy słyszy się słowa pochwały, od kibiców, a zwłaszcza od dobrych trenerów. Dobry trener wie kiedy powiedzieć dobre słowo, natomiast częściej idzie mu o poprawę tego, tamtego i jeszcze owego u swojego podopiecznego (na swojej drodze takich spotkałem). Najgorsze co może się zdarzyć w sporcie, to spotkanie dwóch przewrażliwionych ludzi, trenera i podopiecznego, co nie daje wielkich szans na sukces. W sporcie gdy chce się w nim osiągnąć naprawdę wiele, ego trzeba schować sobie głęboko do kieszeni. Myślę, że nasi szachiści również chcieli zagrać lepiej i czują ogromny niedosyt, a ja nie mogłem napisać o tym co zaszło w pojednawczym tonie, typu: „Nie martwcie się, następnym razem będzie lepiej” itd. Tak się nie robi. Od wielu turniejów nie jest lepiej, coraz mniej krążków zwozimy do naszego magazynu z różnych imprez. Indywidualnie rzeczywiście, tragedii nie ma choć, mam tu taką tabelkę, po analizie której, cisnie mi się na usta śląskie „Kaj my to som”. Zobaczcie, jak to od kilku lat Rosjanie sprzątają sprzed nosa innym nacjom złote medale IME.


(Źródło: http://www.chess-news.ru/node/21500)

Pisane cyrylicą, jednak bardzo łatwo doczytacie, że Rosjanie prawie od dekady dominują w turniejach indywidualnych Starego Kontynentu. Mamy medale kruszcu gorszej jakości, jednak w sporcie rozmawia się tylko o zwycięzcach (I to krótko!). Pewnie, że mam ambicję, by to Polak za rok wskoczył na tę listę, żeby to innymi tąpnęło, zatrzęsło, a my żebyśmy mieli festiwal. Dokładnie za 100 dni jedziemy na Olimpiadę do Azerbejdżanu i mój brak niepokoju po takim starcie Polaków, gdyby był, musiałby się pojawić wbrew faktom. Widzę to średnio – naszym z dużym trudem przychodziło wygrywanie, a już decydujące rundy, były bardzo złe. To już jest psychologia – wyobraźmy sobie, że gramy nie o pietruszkę ostatnie rundy w Baku z Węgrami, nie wiem, Chinami, U.S.A, czy jakąś inną mega-paką szachów światowych i siadamy tak mentalnie przygotowani? Jest szansa coś ugrać w takim stylu, prezentując taki poziom, mając taką głowę? Pytanie z gatunku retorycznych.

Sergiej Karjakin jednak nie chce wypaść z obiegu, do meczu o MŚ pozostało jeszcze kilka miesięcy, dlatego postanowił zagrać w elitarnym turnieju pamięci Vugara Gashimova. A Wiking będzie się przyglądał, analizował wraz ze swoim sztabem, rozbierał każdą partię Rosjanina na czynniki pierwsze. Myślę, że listopadowy mecz, to będzie zupełnie inna jakość. Liczę na to, że Pretendent postawi bardzo trudne warunki geniuszowi z Północy. Trwa odliczanie czasu do Olimpiady w Baku, po tym zaczniemy liczyć dni do meczu o MŚ w szachach! Jesień na 64 polach zapowiada się wspaniale!