W co grają Rosjanie?

0
226

Właściwie odliczamy nie dni, a godziny, do rozpoczęcia Drużynowych Mistrzostw Świata, których gospodarzem będzie położony w zachodniej Syberii Chanty-Mansyjsk, miasto, uznawane za mekkę szachów światowych. Wedle portalu http://www.chess-news.ru/node/23298, Rosjanie w ostatniej chwili dokonali znaczącej zmiany w składzie męskiej reprezentacji, której przypadnie rola gospodarza tych zawodów. Okazuje się, że w ostatniej chwili do składu sbornej dołączyli M. Matlakov – aktualny Mistrz Europy oraz prezentowany przeze mnie w ostatnim artykule Wladimir Fedoseev. Od gry odsunięci zostali, prezentujący się ostatnimi czasy mniej okazale, D. Jakowienko i E. Inarkiev.

DMŚ to de facto drużynowy turniej kołowy, gdzie składy (przynajmniej w teorii) powinny być znane od pewnego czasu (zdaje się trzech miesięcy). Rosjanie wciągając „za pięć dwunasta” do składu nowych napastników w dość oczywisty sposób naruszają pewną umowną równowagę przygotowań wszystkich uczestników. Na stronie mistrzostw nie ma żadnej informacji dotyczącej reguł zgłaszania zawodników do tego turnieju, natomiast na stronie FIDE jest dość jasno wyłożone, że Rosjanie nie mieli prawa tak postąpić : http://chess.ugramegasport.ru/regulations-for-the-fide-world-team-championship/ . Dlaczego więc wszyscy udają, że nic się nie stało? Gdzie teraz leży symetria gwarantująca ten sam czas przygotowań dla wszystkich zespołów? Co z czasem poświęconym na zawodników, którzy do Chanty-Mansyjska ostatecznie nie przyjadą? Takie historie jak widać tylko w naszym sporcie. Znając specyfikę naszej dyscypliny nie jestem specjalnie zaskoczony takim, nieoczekiwanym zwrotem akcji.

Do turnieju odliczamy godziny i jest to moment odpowiedni, aby zastanowić się nad szansami naszej reprezentacji w konfrontacji zarówno z bardzo silnymi teamami, takimi jak Rosja, Chiny, Ukraina jak i tymi teoretycznie słabszymi (Norwegia, Turcja, Białoruś). Mawia się, że pesymista to dobrze poinformowany optymista. Źródeł mojego, wcale nie zamierzonego pesymizmu, należałoby upatrywać w komplecie danych, które otrzymaliśmy po występach naszych kadrowiczów. Na pewno na plus możemy poczytywać fakt, że Polacy przed DMŚ rzucili się w wir zmagań, a z tym przed ważnymi turniejami bywało różnie. Mój pogląd dotyczący wyboru pomiędzy zawodnikiem nieogranym, będącym dużą niewiadomą, a szachistą, grającym ze zmiennym szczęściem ale aktywnym tuż przed ważnymi turniejami jest raczej jasny. Będąc trenerem, zaprosiłbym do do zespołu zawodnika aktywnego. W tym momencie nie musimy rozstrzygać podobnego dylematu z dwóch powodów: 1) Skład reprezentacji od dawna jest znany 2) nasi kadrowicze przed DMŚ byli bardzo widoczni.

Dlaczego, ktoś zechce zapytać, uczepiłeś się jak rzep do psiego ogona do tej męskiej reprezentacji, skoro w Rosji zagrają też panie – srebrne medalistki olimpijskie?! No… właśnie dlatego! Polki, dostarczyły mi tylu fantastycznych wrażeń, zdobywając po kapitalnie zagranym turnieju srebrny medal olimpijski, że jeszcze teraz uśmiecham się do swoich myśli, wspomnień, związanych z tym sukcesem wszech czasów. Polki po prostu mnie zauroczyły i trwam w tym stanie od ubiegłej jesieni. Nasze sreberka w paradoksalny sposób uwolniły mnie od siebie za sprawą medalowego deszczu.

Może dlatego tak obsesyjnie trzymam się męskiej drużyny, ponieważ i tutaj oczekuję na podobne uwolnienie, które równa się analogicznemu, wielkiemu sukcesowi. Ta drużyna jeszcze tego mi nie dała. Bardzo bym pragnął cieszyć się z tym zespołem tak jak cieszyłem się sukcesem naszych sreberek! Polacy to bezsprzecznie team z dużym potencjałem, jednak ten potencjał jeszcze się nie zrealizował. Czy w Chanty-Mansyjsku zobaczymy wreszcie przełamanie? Niestety, jestem bardzo sceptycznie nastawiony. Nie jestem w stanie dać wiary, że właśnie teraz ujrzymy jakąś niekontrolowaną erupcję formy całej drużyny.

Wojtaszek – sądzę, że nie zawiedzie, tzn. nie oczekuję z jego strony worka punktów, jednak jestem przekonany, że zrobi dla Polski dobrą robotę. Janek Duda – zabójczo kreatywny, ma jeszcze duży zapas aby się rozwijać, wciąż jest głodny gry. Wynikiem na IME w Mińsku pokazał, że moc i szczęście jest z nim (o ostatniej rundzie z Howellem wspaniałomyślnie zapomniałem 😉 ). Janek nie zawiedzie.

No i tutaj zaczynają się schody, czy jak kto woli ciemny las. Kacper Piorun jest niestabilny niczym sytuacja na Półwyspie Koreańskim. Nie specjalnie mam ochotę aby oglądać jego spektakularne wygrane z najlepszymi (do czego jest zdolny), przeplatane skandalicznymi podstawkami w innych pojedynkach, niestety, taką huśtawką formy ostatnio nas uraczył. Mateusz Bartel – zwyczajnie boję się jego występu. Bartel ma bardzo duży wpływ na drużynę, on, odnoszę takie wrażenie, chyba nie do końca uświadamia sobie jak wiele od niego zależy. Jak jego forma, a tym samym nastrój, wpływają na resztę zespołu. Liczę, że w tak krótkim czasie odnajdzie się, zbierze się w sobie na ten turniej.

O Grzegorzu Gajewskim w sumie wiem najmniej, choć jego gra w lidze francuskiej nie była przekonująca jak dla mnie.

Nasi rywale. Rosja, a żeby się liczyć w grze, musimy się na niej przełamać, będzie potwornie trudnym rywalem. Chińczycy są zdecydowanie poza naszym zasięgiem. Ukraina choć nie przyjeżdża w pierwszym garniturze jest bardzo mocna, poza tym ten zespół ma do nas rękę. Jaki mają potencjał wystarczy spojrzeć na dwie ostatnie deski Ukrainy – Areshchenkę i Kravtsiva, którzy w Mińsku zajęli odpowiednio 11 i 12 miejsce. 

Trzeba ogrywać „dół” bez potknięcia, trzeba bez kompleksów bić się z najlepszymi, ale czy nasza drużyna jest do tego zdolna? Czy taki scenariusz zobaczymy w Chanty-Mansyjsku? Nie wierzę piosence jak śpiewała kiedyś Edyta Geppert.

A więc Rosjanie dokonują nieoczekiwanej zamiany miejsc na chwilę przed turniejem. Skoro zmieniają, widać nic im nie grozi. Bo kto na to patrzy, gdzie są protesty, gdzie jest FIDE, które powinno z automatu zareagować itd? Gdyby nasz sport nie zatrącał o egzotykę, Rosja nie powinna być dopuszczona do gry. Zgłaszamy akces do rodziny olimpijskiej, tymczasem te i inne kurioza, których w naszym sporcie imię brzmi legion, powodują, że jeszcze przez wiele lat pozostaniemy na uboczu głównego nurtu światowego sportu. Czekamy więc na te szlagierowo zapowiadające się DMŚ!