W Biel Wojtaszek w czołówce!

0
121

Rozpoczął się doroczny festiwal szachowy Politiken Cup, a skład turnieju głównego może imponować. Do zmagań stawiło się wielu skandynawskich zawodników, plus mocna grupka przyjezdnych. Gra bardzo dobrze znany w Polsce autor książek, Jacob Aagaard, gra mniej znany ale za to świetny debiutowy teoretyk, arcymistrz Lars Schandorff. Lubię śledzić pojedynki autorów książek, zwłaszcza debiutowych. Ciekawi mnie, co stanie na szachownicy z zaprezentowanego w ich książkach arsenału debiutowego. Pierwsze numery startowe turnieju Politiken Cup to: GM Laurent Fressinet 2707 elo, GM Markus Ragger 2688 elo, czy GM Jon Ludvig Hammer 2677 elo. Znani, lubiani i mocni szachiści.Turniej ciekawy, choć na liście startowej nie znalazłem Polaków, którzy chętnie w tych zawodach uczestniczyli w poprzednich latach.

 No, dobrze, wypada nam skoncentrować się na ostatnich rundach arcymistrzowskiego turnieju w Biel. Dziś główni aktorzy odpoczywają, zbierając siły na ostatnie cztery, decydujące rundy, które ze względu na zwartą stawkę liderów, na pewno niejednemu podniosą ciśnienie. Gdzieś przeczytałem o tempie gry w Biel, które nawiązuje do dawnych czasów, w których szachiści mogli sobie nad pozycją zdecydowanie dłużej pomyśleć. Tempo to, to 100 minut na pierwsze 40 posunięć, następnie 50 minut na kolejne dwadzieścia i dalej 15 minut na dokończenie partii, z tym, że od samego początku zegar dolicza 30 sekund za każdy ruch. Dla jednych „Cierpienia młodego Wertera”, dla drugich radość z powrotu do korzeni. Ja należę do tej drugiej grupy.

 Szachowe tempo jest od paru lat permanentnie skracane i wiele z piękna gry ginie gdzieś w tej bezpodstawnej gonitwie. Za czym jest ta pogoń? Trudno to dokładnie określić i dla mnie jest to niezrozumiałe. Szachy mają w sobie wiele dostojeństwa i, według mnie, szybkie tempo gry, odziera je z tej trudnej do wysłowienia tajemniczości. Na pewno spada jakość partii, szachiści muszą się śpieszyć i wiele ciekawych motywów nie ogląda światła dziennego – piękno pozostaje za kulisami. Niektórzy mówią, że szachy dzięki skróconemu tempu gry stają się bardziej sportowe. Może i tak, ale cierpi sama sztuka. Zresztą dla ludzi spoza naszej dyscypliny to i tak jest bez znaczenia jakie jest tempo i czy szachista siedzi za deską 5 czy 8 godzin. A dla szachistów to już jest temat do dyskusji. Ja oscylowałbym za takim tempem gry, jakim grane są partie turnieju arcymistrzowskiego w Biel. W ogóle wolałbym, by wszystko było „po staremu”.

Cztery rundy do końca. Radek z realnymi szansami na zwycięstwo. Zobaczmy. Jutro ma białe, a naprzeciwko usiądzie MVL. Można spróbować pomęczyć Francuza. Biały kolor na tym poziomie zobowiązuje. Wszystko jednak zależy od wariantu, który stanie na desce. Potem obejrzymy  dwie „czarne” partie: z Eljanovem i Adamsem i na koniec Radek dostatnie okazję do rewanżu za ekstremalnie ekstrawagancką wycieczkę białego króla Davida Navary w samo serce swojego obozu. Wszystko się może zdarzyć. Rapport? Cóż, gdyby nagradzać za oryginalne debiuty, za piękno, odwagę, byłby pewnie pierwszy. Niestety, choć jest na ustach wszystkich, gra nieskutecznie (We wczorajszej partii z Radkiem po prostu się rozsypał!). Sympatyczny Czech gra z kolei bardzo nierówno i nie jestem przekonany, czy pozostanie w czołówce. Czekam, więc na kolejne rundy. Według mnie jest się czym delektować.