„Szósta partia meczu o Mistrzostwo Świata i kolejny ciężki nokaut Mistrza Świata!”

0
225


W czym tkwi fenomen Magnusa Carlsena? Pytamy siebie nawzajem. Pytamy siebie samych, w cichości ducha. Z tym zjawiskiem chyba wszyscy mają poważny problem. Z ust prawie każdego daje się słyszeć dość tajemnicze słowo „geniusz”. Problem jednak nie leży w samym zdefiniowaniu słowa „geniusz”, bo prawie wszyscy znają jego znaczenie…

Największy klin w mojej głowie wziął się stąd, że nie radzę sobie z określeniem przyczyn,  z odnalezieniem źródeł tego fenomenu. Zobaczcie jakie to trudne, określić gdzie bije źródło geniuszu. Można przecież wymienić ileś tam cech sprzyjających, doskonałą pamięć, ponadprzeciętną wyobraźnię i dziesiątki innych, których kombinacja powoduje, że dany człowiek w pewnej dyscyplinie nie ma sobie równych. Ale taka próba rozwiązania tej kwestii to tylko poruszanie się po samej powierzchni rzeczy. Magnusa Carlsena nazywa się często, tak się już utarło, „Mozartem Szachów”, odwołując się do innego wielkiego człowieka, który, kiedyś tam, dawno temu, ruszył z posad muzykę. Podobno Mozart miał tak fenomenalną pamięć, że był w stanie wejść do klasztoru, posłuchać chóralnego śpiewu mnichów, następnie powrócić do swojej pracowni i przenieść usłyszane motywy na partyturę. Co do nuty. A co komponuje Magnus za szachownicą i w jaką to intelektualną podróż nas zabrał kilka lat temu?

Gdy Garri Kasparow osiągnął apogeum swoich możliwości, wielu arcymistrzów rywalizujących z nim, opowiadało, że od Mistrza Świata bije jakaś tajemnicza aura. Podobno, gdy wchodził na salę gry, od razu wyczuwali jakieś spięcia, coś na kształt zakłócenia energii. Gdy siadali do szachownicy, również czuli się pod straszną presją i nie potrafili tego dokładnie nazwać. 
Patrząc na Magnusa absolutnie nie widzę czegoś takiego – ot, wchodzi sobie na salę gry dobrze ubrany młodzieniec, siada i gra, często obraca się na krześle, a jego twarz znamionuje stan najwyższego znudzenia całą sytuacją oraz tym co na szachownicy. Przypomnijcie sobie jak za deską siedział Kasparow, a jak to robi pretendent. Jest różnica prawda? To różnica i temperamentu i stylu gry. Jednak Carlsenowi przeciwnicy „wysypują się” nie mniej, niż Kasparowowi. 

Przed meczem Anand-Carlsen, miałem świadomość, że faworytem będzie pretendent. Gdzieś w podświadomości czułem, że Mistrzowi Świata będzie ciężko i nawet pomyślałem sobie, że jeśli ma już oddać tytuł, to żeby uległ po pięknej walce. Tymczasem po dwóch ostatnich pojedynkach moje poczucie estetyki bardzo ucierpiało. Dzisiejsza przegrana Ananda po kolejnym grubym błędzie w którejś już z kolei końcówce wieżowej, powoduje, że czuję się źle. Nie chcę, żeby Mistrz Świata w taki sposób żegnał się z tronem. Nie chcę tego meczu tak zapamiętać. Zostało jeszcze 6 rund, a ja czuję jakby karty już były rozdane, jakby wszystko było przesądzone.