„Straszna bitwa w Londynie! Iwanczuk ogrywa Carlsena, Kramnik wygrywa partię na szczycie z Aronianem i obejmuje prowadzenie w turnieju pretendentów!

0
459
 W obliczu takich okoliczności, jakie zaistniały w Londynie, miało być małe święto dla mnie, gdyż „mój” Wołodia Kramnik objął samodzielne prowadzenie. Ale tak nie jest. Nie wiem czemu, ale ta runda strasznie mnie oszołomiła i patrząc teraz na tabelę nie wiem już, co o tym wszystkim sądzić. Nie w głowie mi jakieś żarty, czy też ironiczne wtręty dla grupy „carlsenowców”, z którymi rywalizuję po trochu.
 Arcymistrzom w Londynie puszczają nerwy – widać to okiem nieuzbrojonym. To jeden z aspektów, który wymieniałem jako bardzo ważny w końcówce turnieju. Całkowicie nerwowo nie wytrzymał na przykład Lewon Aronian, który w remisowej końcówce pomylił się w sposób szkolny. Co więcej na konferencji prasowej okazało się, że oceny obu arcymistrzów co do tej pozycji były rozbieżne z obiektywną oceną sytuacji na szachownicy. O czym to może świadczyć? Gdy subiektywna ocena odbiega znacznie od tej obiektywnej (u arcymistrzów tej klasy, rzecz jasna) może to świadczyć tylko o nadmiarze emocji, o nerwach, które  powściągnąć arcymistrzom jest coraz trudniej. Myślę, że Kramnik był tylko odrobinę mniej zdenerowowany w tym spotkaniu, ale zdążył się szybciej opanować. Mowa ciała Aroniana, gdy śledziłem jego zachowanie na przekazie „live”, wskazywała na jego ogromne pobudzenie, które przeszło pod koniec w duże zdenerwowanie. Tylko tutaj można doszukiwać się przyczyn tak poważnego błędu w dość prostej końcówce. Łatwo się pisze, gdy siedzi się z boku, obwarowany modułami, mając otwarte wszystkie dostępne strony itd. Gdyby siedzieć na jednym z tych foteli w Londynie inaczej by się „śpiewało”. Można byłoby wtedy porozmawiać sobie o systemie nerwowym, powściąganiu emocji i czym tam się chce. No, ale cóż. My tu, oni tam. Nasza rola taka, by śledzić za tym wielkim świętem szachów i spróbować nadążyć. Niesamowite rzeczy się dzieją w Londynie i… to chyba jest dopiero początek!
Mój scenariusz jeśli chodzi o Wasilija Iwanczuka w ogóle się nie sprawdził. Dziś mając piona więcej z Carlsenem bardzo dokładnie realizował przewagę, co na żywo komentował Mateusz Bartel wraz z Antonem Korobowem na serwerze http://chess-news.ru/
Naprawdę gdy słucha się kometarzy silnych arcymistrzów, ogląda na żywo wydarzenia za szachownicą, niewiele brakuje do szczęścia. Narzekamy, że turniejowe sale ważnych imprez szachowych są puste, jednak trudno jest opuścić domostwo, gdy w dobie hiperrealizmu ma się wszystko podane jak na tacy.
Sytuacja w Londynie jest skomplikowana i prosta zarazem. Kramnik prowadzi i ma pół punkta przewagi nad Carlsenem, którego tak poirytowanego po partii, nie miałem jeszcze okazji widzieć. Nerwy udzielają się wszystkim, ale czy można się temu dziwić? Turniej Carlsenowi wymknął się spod kontroli, a pewni możemy być tylko tego, że na placu boju pozostało dwóch arcymistrzów (choć teoretycznie Aronian może włączyć się do gry wygrywając wszystko do końca). Jestem jednak zdania, że system nerwowy Ormianina nie pozwoli mu dokonać rzeczy wielkich w ostatnich rundach. Z psychologicznego punktu widzenia Aronian jest już poza grą, takie jest moje zdanie. Więc tylko Kramnik i Carlsen? Chyba tak, innych możliwości nie widzę.
 Ależ nam się emocje zapowiadają! Dobrze, że jutro jest dzień wolny. Dziś musiałem nieco ochłonąć, być coś napisać, bo ta runda była zdecydowanie ponad moje siły;). A no, co sądzicie o tej końcówce londyńskiego turnieju? Jak tam wasze wrażenia Drodzy Czytelnicy??