Spis lektur obowiązkowych z szachowej klasyki cz. VI.

0
242

Pierwszy tom książki Jacoba Aagaarda „Agresywne Szachy” mający podtytuł „Podręcznik walki”, przeanalizowałem jakiś czas temu i od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem napisania małej recenzji, by przybliżyć wam tą interesującą pozycję. Długo się naszukałem, która to część mojego cyklu. Jak się okazało minął już ponad rok od ostatniego „Spisu lektur obowiązkowych”, dlatego omówienie pozycji Aagaarda, stanowi doskonałą okazję, by cykl powrócił na łamy bloga.

Studiowanie „Agresywnych szachów”, które ukazało się nakładem wydawnictwa „Penelopa”, było dla mnie zajęciem odkrywczym i trudnym zarazem. Książka jest całościowym ujęciem bardzo ważnej w szachach problematyki, jaką jest sztuka prowadzenia ataku, ukazuje całe spektrum metod, jakimi może posłużyć się szachista aktywnego stylu gry podczas partii. Filozofia gry agresywnej, chęci utrzymania inicjatywy za wszelką cenę jest niezwykle skomplikowaną dziedziną szachowej twórczości. Jednak współczesne szachy tym się właśnie charakteryzują – walką od pierwszych posunięć o inicjatywę. Czasy, w których przeciwnicy rozwijali dość spokojnie figury w debiucie bez szybkiego wchodzenia w interakcje, odeszły już dawno temu w zapomnienie.

 Zawodnicy mający niskie rankingi, prezentujący umiarkowaną siłę gry, często traktują atak w szachach, jako następujący po sobie cykl kombinacyjnych uderzeń, po których atak albo dosięga celu i wrogi król dostaje mata, albo  nie dosięga i zostaje się ze zdewastowaną pozycją. Jak się okazuje gra ostra, atak, ma w szachach wiele odcieni i o tym są „Agresywne szachy”. Tak samo istotnym jest według Aagaarda włączenie wszystkich figur do ataku przed końcowym uderzeniem, jak i wykorzystanie chwilowej przewagi w rozwoju, gdy w bitwie nie uczestniczy pełny asortyment figur. Przy powierzchownym spojrzeniu rozdziały wydają się sobie przeczyć, ale to tylko wrażenie wstępne. Ktoś kiedyś powiedział, że mistrzostwo w szachach to umiejętność dostrzegania wyjątków i oddzielania ich od kilku sztywnych reguł, które sprawdzają się w nielicznych sytuacjach. Aagaard, który „brał lekcje” u Marka Dworeckiego uczy, że każda sytuacja na szachownicy jest wyjątkowa i trzeba tylko tą „wyjątkowość” uchwycić.

Książka jest skonstruowana w sposób, który skłania do własnych przemyśleń i dyskusji z autorem. Każdy rozdział poprzedzają diagramy z kluczowymi momentami w partiach, które będą zaprezentowane w rozdziale. Studiujący ma wyznaczone 10 minut na znalezienie kluczowej kontynuacji w pozycji (w każdym rozdziale jest ich osiem), potem następuje przejście do tematu i po przeanalizowaniu rozdziału, możemy porównać nasze pomysły z propozycjami autora. To dobre rozwiązanie, gdyż tylko poprzez taką „debatę”, poznajemy swoje braki w sztuce prowadzania ataku w szachach. Aagaard żyje pojedynkami, które z tych, czy innych względów, zaprezentował w książce – dużo pisze, pisze ciekawie i w sumie same przeczytanie tej książki już jest interesującym zajęciem (Podobnie komentował kiedyś swoje pojedynki Alechin – polecam jego słynną, klasyczną już książkę – „Międzynarodowe Szachowe Turnieje w Nowym Jorku 1924 – 1927) Zawsze irytowało mnie w książkach szachowych, że są suche i nie mają stylu. Jeśli chodzi o tę książkę, nie odczułem podobnego dyskomfortu, Aagaardowi pióro w ręku nie przeszkadza.

 Co może się w tej książce nie spodobać? Myślę, że jeśli ktoś w swoim treningu przedkłada analizę każdej bez wyjątku pozycji przy pomocy silnych modułów, może się poczuć zawiedziony. Większość przykładów, które są w tej książce, Aagaard analizuje sam i tylko w niektórych sytuacjach pyta o zdanie komputer. Ta książka jest raczej zapisem myśli autora, który nie pretenduje do hiperpoprawności w swych analizach. W książce chodzi o pokazanie idei, nie o  konkretne warianty. Jednak podczas studiowania niektórych fragmentów książki byłem zaskoczony, widząc w decydujących momentach różnych sycylijskich, mega-ostrych starć, słowny opis poparty bardzo nielicznymi wariantami. Uważam, że w podobnych sytuacjach dobrze jest przytoczyć nieco więcej możliwych kontynuacji, nie rezygnując z wyczerpującego słownego opisu sytuacji na szachownicy.

Do książki podszedłem z, nazwijmy to, przychylnym sceptycyzmem. Przyczyna takiego podejścia leży w tym, że zbyt wiele razy już zdarzyło mi się ulec magii nazwiska autora, tytułu itp. i bardzo się zawodziłem. W przypadku „Agresywnych Szachów” po zamknięciu ostatniej stronicy, czyli przeanalizowaniu 50 ćwiczeń w ostatnim rozdziale zatytułowanym „Nie zapomnij zrobić następnego kroku”, poczułem, że wędrówka z autorem była dla mnie bardzo korzystnym doświadczeniem. Wiele poruszanych tematów była mi, rzecz jasna, znana, natomiast część mnie zaskoczyła. Bardzo interesująco według mnie wygląda jeden z ważniejszych rozdziałów tej książki, zatytułowany „Ewolucja|Rewolucja”. W tej części można się dowiedzieć, że atak w szachach rządzi się prawem ewolucji, która zamienia się w krótkotrwałą rewolucję, która znów może powrócić do stadium ewolucji i zakończyć się decydującą rewolucją, czyli matem królowi przeciwnika. Chodzi o to, że wielcy mistrzowie ataku po pierwszym uderzeniu (rewolucja) potrafią w ogniu ataku poprawiać figury (ewolucja), przegrupowywać je, by zadać wreszcie ostateczny cios (rewolucja). By tak grać, potrzebny jest niespotykany kunszt – podobnie atakować potrafili w historii szachów naprawdę nieliczni.

Książka przeznaczona jest dla szachistów różnych stylów. Jednak szczególnie dużo czasu powinni tej pozycji poświęcić szachiści, którzy grają „do tyłu”, zachowawczo, – ci, po wnikliwym przestudiowaniu tej pozycji, będą mieć większe szanse na kończenie swoich partii efektownymi matami. Zawodnicy kombinacyjnego stylu gry, podczas studiowania dadzą się błyskawicznie porwać żywiołom ataku i szybko znajdą nić porozumienia z Jacobem Aagaardem.


Gdy na ostatnim turnieju granym tempem klasycznym, zająłem czwarte miejsce (wygrywając ładną miniaturę, zainspirowaną tezami Aagaarda w części pierwszej „Agresywnych Szachów”) pomyślałem sobie, że zdało by się mieć w swojej biblioteczce tom drugi tego cyklu. Jakież było moje zaskoczenie, gdy na stoliku z nagrodami w gąszczu różnych szachowych pozycji, zauważyłem rzeczoną książkę. Pierwsze trzy nagrody były pieniężne, ja zaś, będąc czwarty, jako pierwszy miałem prawo wyboru książki i… dalej już wiecie. Wybrałem bez chwili namysłu „Agresywne Szachy” tom II. Gdy skończę analizę (to potrwa, gdyż materiału jest bardzo dużo, książka ma blisko 500 stron!) postaram się również w paru zdaniach podzielić wrażeniami.

Na zakończenie już – gdybyście zapytali mnie jaką ocenę bym wystawił pierwszej części „Agresywnych Szachów” Jacoba Aagaarda (stosując skalę ocen szkolnych) to byłaby to ocena dobra. Na naszym rynku mamy bardzo mało wartościowych książek przetłumaczonych na język polski, dlatego dla tych, którzy mają kłopoty z językiem angielskim i rosyjskim, ta pozycja powinna jak najszybciej wejść do kanonu obowiązkowej współczesnej klasyki.