So Wesley o krok od wygrania szachowego Wimbledonu! Wojtaszek nie wykorzystał szansy zawiązanej z występem w Tata Steel Chess!

0
120
Komentuje się taki turniej niezwykle trudno: widząc sportową niemoc reprezentanta Polski autor tych słów czuje się podobnie, bez mocy, totalnie rozładowany. A najgorsza jest bezradność, uczucie, którego nienawidzę. Rzeczywiście, chyba najbardziej dla mnie atrakcyjny był czas oczekiwania: analizy tabeli turniejowej, profilowanie przeciwników Polaka, szacowanie szans, ów nastrój podniecenia, po którym nie został nawet ślad…

Z szachistów Top 5 Radkowi Wojtaszkowi pozostał tylko, grający jak na razie bardzo dobre zawody, Lewon Aronian, następnie Dima Andrejkin (obaj zagrają czarnymi), a na końcu fantastyczny Wei Yi. Nie będę już więcej pisał o nadziejach związanych z ostatnimi rundami, gdyż nadzieja na ten moment jest u mnie towarem deficytowym, chcę po prostu na to wszystko popatrzeć możliwie chłodnym okiem. Według mnie Wojtaszek posypał się mentalnie po partii z Adhibanem, zresztą pisałem o tym, ta partia była dramatyczna w przebiegu i nasz arcymistrz musiał odczuć ją boleśnie. Już nie chodzi o to, że zamiast 1-0 w tabeli wpisano wynik odwrotny, chodzi raczej o świadomość niewykorzystania szansy na wygranie wygranej partii. To musiało mocno podkopać pewność siebie Polaka, bo na kolejnych partiach naszego arcymistrza już widać cień porażki z Hindusem. Wcześniej jeszcze jakoś to szło, ale to i tak nie było to, czego ja bym chciał. Z elitą wynik Wojtaszka jest bardzo zły – przegrane z Carlsenem i So, remisy z Karjakinem i Girim, punkt z czterech, jutro dowiemy się pełnego wyniku z całą Top 5. W korzystny obrót spraw w meczu z Aronianem nie wierzę, Aronian jest na fali, ostatnio pokazał fenomenalne taktyczne kopyto z Rapportem, ma nawet szansę wygrać turniej, Wojtaszek duchem chyba jest już w domu.

Poprzednia edycja szachowego Wimbledonu, w której uczestniczył Radek Wojtaszek, dała mi wiele radości, choć wyniku nasz najlepszy szachista nie zrobił, jednak wygrana z Magnusem, a za dwie rundy z Caruaną to było naprawdę coś. Nie jest niczym dziwnym, że odbiło się  to szerokim echem w rodzimych oraz światowych mediach. Tym żyliśmy, to nas w jakiś sposób uskrzydliło. Tymczasem turniej obecny nie dał, bo nie mógł, zbyt wielu okazji do radości. Jedyna wygrana z L. van Welym to dla kibica żadna rewelacja. Pewnie jeszcze będzie okazja przeanalizować to bardzo dokładnie, niechże ten turniej jednak się zakończy, jakoś straciłem ochotę do kilkugodzinnych nasiadówek przed komputerem.

 Coraz częściej spoglądam na Gibraltar, gdzie Kacper Piorun wydaje się wiedzieć po co tam pojechał, jednak odzyskanie wrodzonego optymizmu po Tata Steel Chess zajmie mi pewnie jakiś czas. Nie ma za bardzo czego się uchwycić, człowiek łaknie sukcesu, radości, dobrze się przecież życzy wszystkim naszym zawodnikom, szkoda, że w zamian dostaje tak mało kaloryczny wikt. Czekamy na końcówkę Tata Steel Chess. Radek Wojtaszek, oczywiście jeszcze teraz ma szansę w pewnym stopniu zatrzeć niekorzystne wrażenie, jednak jestem zdania, że cudu w Holandii nie zobaczymy…