„Shamkir. Azerbejdżan. „Magnum” Carlsen znów wygrywa! Wojtaszek po fatalnej końcówce spada na piąte miejsce!”

0
122

Dwa anioły grają w szachy. Bóg i Robert Fischer kibicują. Po kolejnym ruchu wątpliwej jakości Bóg nie wytrzymuje i zwraca się do Fischera:
– Widzisz i nie grzmisz?!
 
Ten finałowy wykrzyknik doskonale oddaje to, co zdarzyło się w ostatnich dwóch pojedynkach Wojtaszka, które rozegrał w Shamkir. Szans na pierwsze, czy nawet wysokie miejsce, choćby w pierwszej trójce, było kilka. Konfiguracja wyników również była sprzyjająca – jeśli nie wygrywał w danej rundzie Polak, tracił punkty lider, a stawka była do końca zwarta. Cóż z tego, skoro nasz przedstawiciel całkowicie rozsypał się w końcówce, remisując z najsłabszym uczestnikiem w przedostatniej rundzie i przegrywając w ostatniej partii tego memoriału. Warto spojrzeć jak walczył zwycięzca, Paweł Eljanov, który na serwerze http://chess-news.ru/ udzielił głównemu redaktorowi portalu E. Surowowi, obszernego wywiadu. (Chodzi o tego samego Eljanova, którego kiedyś obsobaczono, za racjonalny, krótki remis z So, w ostatniej rundzie turnieju w Reykjaviku, po zapewnieniu sobie bojową grą w pozostałych ośmiu rundach wygranej w turnieju.) Eljanov to niezwykle waleczny szachista, o czym świadczą jego partie, o czym świadczy też ten ostatni turniej.
 
 Występu Polaka nie ma sensu oceniać patrząc na te lepsze partie, bo kilka zagrał naprawdę fajnych. Zawsze liczy się całość turnieju, a miejsce w tabeli końcowej określa, jaki był występ danego sportowca. Z niezłego turnieju Radka Wojtaszka, po ostatnich rundach, zrobił się turniej przeciętny, bo przeciętne jest miejsce, które zajął Polak. Przeciwnicy nie mieli problemu z grą w ostatnich rundach, bili się o pieniądze, o wygraną, o wszystko, naszego reprezentanta w tych decydujących momentach po prostu nie było.
 
Król Magnus I panuje i panowaniu jego końca nie widać. Wyczerpuje się powoli rezerwuar szachistów elity, którzy z nim jeszcze nie grali większej liczby partii, co zawsze daje pewną próbę. Przetestowano już każdego – „Magnum” Carlsen zmiata wszystko z powierzchni ziemi (czyt. z szachownicy), a większość przeciwników ma poważne problemy, ze zrozumieniem o co Norwegowi w ogóle chodzi. Co ciekawe partie Wikinga pozornie wydają się suche, ale tak naprawdę są nasycone wielką treścią. W jego pojedynkach zasadniczo nie zachodzi taktyka. Oczywiście, nie oznacza to, że jej nie ma – wszystko dzieje się za kulisami. Przeciwnicy liczą, bo liczyć potrafią – „może tam uderzę, tam poświęcę”, ale okazuje się, że nic nie przechodzi. Mistrz Świata ogrywa swoich rywali „po strategii”, paruje wszystkie przejawy ich aktywności, a sam jeśli ma do wyboru oddać figurę za atak, lub zagrać bezpieczny, wzmacniający pozycję ruch, wybiera drugą opcję. Jedyne co można w jego grze zauważyć, jeśli chodzi o niejasny handel materiałem, to oddanie jakości za długotrwałą inicjatywę. Carlsen to wielki gracz i dobrze, że jest na tronie.
 
 Anand, przez ostatnie dni musiał zachowywać wzmożoną czujność. To też inteligentny człowiek, on już wie dlaczego przegrał. By wygrać z łupieżcą z kraju fiordów, Anand musi narzucić mu w meczu o MŚ swój styl gry. W głęboko strategicznych pozycjach Anand z Carlsenem nie ma żadnych szans. Tylko w jaki sposób ma Hindus narzucić swój styl gry, jeśli Norweg chętnie odda biały kolor, grając w siódmym 5. Sbd2 i już w tym momencie zaprasza do gry? Potem idzie walka, ale już na terytorium Wikinga, następuje jedna niedokładność, druga, pozycja się wyrównuje, czasu mniej, a na desce stoi carlsenowska poza?
 Ananda boli głowa już teraz. Moim zdaniem próbując „suszyć”, celu nie osiągnie. To też nie działa. Tam Wiking też coś znajdzie, wyciśnie wodę ze skały, jak to fajnie określił Borys Gelfand. Bardzo, ale to bardzo jestem ciekaw, co wymyśli Anand oraz kogo zaprosi do swojego sztabu.
 
Jak na razie trwa „Era Carlsena” i wszystko orientuje się w naszej dyscyplinie wokół tego sympatycznego człowieka. Ziemia się kręci, Słońce świeci, a Carlsen wygrywa!