Samuraj na łopatkach.

0
300

Vugar Gashimov spogląda pewnie gdzieś z góry i cieszy się, że memoriał poświęcony jego pamięci jest tak zajmującym turniejem, że nikt się nie oszczędza, że w każdej rundzie idzie twórcza gra. Kapitalny skład turnieju „A”, głębokie partie, oprawa, strona internetowa – aż odczuwam pewien niepokój, że zawody te są w finałowej fazie i za kilka dni będę cierpiał na syndrom odstawienia wielkich szachów. Nowa jednostka chorobowa – Poturniejowy Syndrom Odstawienia Szachów, w skrócie PSOS – charakteryzuje się ogólnym rozbiciem, niepokojem, napadami lęku i wyraźnie obniżonym nastrojem. Lekarze już znają antidotum na PSOS – należy poszukać nowego, podobnie ekscytującego turnieju do kibicowania lub samemu zamienić się w zawodnika i zagrać w jakimś super turnieju :). Dobra, żarty na bok ale niech nikt mi nie powie, że tak nie jest. Kończy się turniej i człowiek kilka dni chodzi z jakimś wewnętrznym głodem. Im lepszy był turniej, tym dłużej trwają wyżej wymienione dolegliwości.
 
Ok. Zobaczmy co się wydarzyło w rundzie numer siedem. Od razu zaznaczam, że rundy nie miałem okazji obejrzeć. Oczywiście, retrospektywnie tak, ale to nie to samo. W „A” Carlsen znów wyszedł na prowadzenie – ograł Nakamurę, który jest typowym chłopcem do bicia dla jedynki rankingowej. Z takiego psychologicznego kolapsu ciężko się podnieść. Ciężko wyjść z tej smutnej roli – czasem podświadomość działa wtedy na niekorzyść i podpowiada to czego nie powinna. Ciekawe co na ten temat miałby do powiedzenia Jung. Samodestrukcja w szachach jest faktem. To temat na odrębny artykuł.
 
  Wojtaszek zawalczył o cały punkt – poszedł „sycyl”, jak można było przypuszczać, jednak Azer uciekł w wiecznego szacha i w tabeli Polakowi dopisano tylko „połówkę”.
 
 
Z tym przewidywaniem, przypuszczaniem, co może być zagrane, pamiętam, jak z pewnym mistrzem wybrałem się na długi turniej. Miał mi doradzać co mi zagrają – pomóc trochę w analizach. Okazało się, że na 7 partii trafił raz z systemem, który mi zagrano. W połowie turnieju to ja mu zacząłem radzić co nieco. Siadałem do bazy – wpadałem do niego do pokoju i mówiłem jak jakiś trener – „Dziś grasz z tym i tym, zagraj Samischa w królewsko-indyjskiej. On się prawdopodobnie wystraszy ataku pionami na królewskim skrzydle, skoczki pójdą na „ósemkę”, udusisz go”. W ten dzień podchodzę do jego stolika, stoi Samisch, przeciwnik mojego mistrza ma konie na „ósemce” ;). Przegrał według przewidzianego przeze mnie scenariusza, zabrakło mu powietrza.  Zdarza się tak nieraz. Nieraz szykuje się ktoś pół dnia na 1…c5 po 1.e4 , przeciwnik gra 1… e6 (nigdy tak nie grał)  i pół dnia można było spać, słuchać muzyki albo spacerować, łapiąc nastój na rundę. Takich przygotowań do meczu inne dyscypliny nie mają, przyznajcie sami.
 
 
 Znów, wojownik Eljanov, zamęczył czarnymi Bacrota w końcówce. Dobry wynik z uwagi na to, że lider został zatrzymany. Pozostały dwie rundy. Jutro Radek ma przed sobą najniżej notowanego rywala, dla którego ten turniej okazał się za mocny. Jedyne czego można się obawiać, to sytuacji, w której Azer zechce pozycję wysuszyć lub zamurować. Z takimi przeciwnikami gra się bardzo ciężko. Generalnie na wysokim poziomie jeśli jakiś zawodnik bardzo chce zremisować, niezwykle trudno mu w tym przeszkodzić. Różnice w rankingu nie grają wtedy tak wielkiej roli –  mam jednak nadzieję, że Radek inteligentnie zamiesza i dopisze sobie cały punkt w tabeli. I niech straci Bacrot na Motylewie, a Eljanov na Guseinovie :). Oj marzą mi się scenariusze, ale dlaczegóż by nie miało tak być? Jutro już śledzę transmisję. Opuścić te ważne rundy byłoby nieroztropnością.