„Samodzielne prowadzenie na rundę przed końcem oraz norma arcymistrzowska Jana Krzysztofa Dudy w Budapeszcie!”

0
390

Jan Krzysztof Duda wygrał dziś swój pojedynek i kolejną normę arcymistrzowską ma zapewnioną – takie to wieści płyną bezpośrednio ze stolicy Węgier. Zyski rankingowe naszego reprezentanta są tak duże, że jest niemała szansa na to, że przekroczy na kolejnej liście rankingowej jedną z psychologicznych barier – 2500 elo. Są to bardzo dobre informacje, a ja z wielkim zaciekawieniem będę podążał za naszym utalentowanym juniorem. Trudno powiedzieć na jakim poziomie będą jego szachy za rok, dwa. Jeśli miałbym się podjąć wieszczenia (a wiecie, że lubię to robić) to stawiam, że elo Jasia Dudy za dwa lata będzie w okolicach obecnego elo Darka Świercza. Myślę, że osiągnie przedział 2580 – 2630 elo. Gratulacje dla Jana Krzysztofa Dudy! Tak trzymać!!
Przyglądam się polemikom pod poprzednim moim postem i miałbym kilka uwag w związku z tym. Pierwsza dotyczy tego, że część rozmówców podpisuje się z imienia i nazwiska, a część pisze całkowicie anonimowo. Wedle normalnego prawa jakie obowiązuje w dziennikarstwie anonimom nie powinno się odpowiadać, a nawet ich publikować z tego względu, że są to źródła całkowicie nieweryfikowalne. Postanowiłem w związku z tym, że od dziś będę publikował tych, którzy mają odwagę podpisywać się pod swoimi komentarzami. Nie jest mi potrzebny pesel, czy odcinek ostatniej wypłaty czy renty, ale chcę wiedzieć z kim mam sprawę. Część stałych komentatorów znam, znam ich styl, wiem jak piszą i tutaj jest wszystko w porządku. Reszta może liczyć na mnie jeśli się podpisze, to kwestia traktowania poważnie rozmówcy i samego autora.
Patrząc na szachistów jako na pewną „próbę”, która komentuje w Internecie i tak jestem optymistą. Śledząc inne portale, czy strony nieszachowe, utwierdzam się w przekonaniu, że szachiści prezentują się dość dobrze na tle reszty. Generalnie Internet kipi tak wielkim poziomem agresji, że jest to temat do głębszych badań, które de facto trwają na poważnie już od dekady. Przeprowadzano wiele eksperymentów związanych z zachowaniami agresywnymi w „sieci”.
 Weźmy na przykład komentarze pod moim ostatnim postem. Charakterystycznym jest, że gdyby osoby prowadzące tę polemikę, zebrać w jednej sali, ich wypowiedzi stałyby się diametralnie inne. Gdyby każdy z polemizujących szachistów podpisał się jakimś roboczym „nickiem” i nie znalibyśmy tożsamości każdego z nich, to po spotkaniu tej grupy w celu debaty na ten sam temat, mielibyśmy wielki kłopot w dopasowaniu komentujących pod danymi „nickami” w sieci, z żywymi osobnikami na sali.   Skąd taka duża różnica w zachowaniach i sposobach wypowiedzi? Chodzi o to, że w spotkaniach ludzi w świecie rzeczywistym włączają się mechanizmy odziedziczone po zwierzętach oraz zachowania stadne, które człowiek wykształcał przez tysiące lat. Dochodzi do głosu zwyczajny terytorializm i cały zestaw ograniczeń od których egzystencja w Internecie jest wolna. Mowa tu o ograniczeniach czysto fizycznych przy spotkaniach bezpośrednich.

 Co do samej polemiki warto, by nie tyle do czegoś prowadziła (bo dobra dyskusja jest ciekawa, gdy nie wiadomo, dokąd nas zaprowadzi) a charakteryzowała się otwartością rozmówców i ich chęcią na przyjęcie innego stanowiska. Sam wiele razy zmieniałem zdanie i moje ego na tym nie ucierpiało. Tego mnie nauczono – żeby być elastycznym, i z łatwością porzucać błędne myślenie jeśli ktoś wykaże mi, że się myliłem.

Takie polemizowanie jak pod ostatnim postem nie jest zasadniczo polemiką, gdyż każdy jak w teatrze wygłasza swoją kwestię i schodzi ze sceny jeszcze bardziej utwierdzony w swoich racjach. Nuda straszna, jak w przypadku spotkania na swej drodze przedstawiciela jakieś sekty – po dwóch zdaniach, gdy się przedstawi do jakiej organizacji należy, już do końca wiadomo co będzie mówił i można za niego kończyć zdania. To jest zwyczajna strata czasu, a tego nie mamy zbyt wiele.

By zorientować się jak można polemizować na poziomie ponadprzeciętnym polecam Czytelnikom słynną dyskusję Leona Chwistka z Witkacym. Poszukać w bibliotece, poczytać, zobaczyć na jakim poziomie można spierać się o rzeczy wielkie i małe, a przede wszystkim bliskie naszemu sercu. Taka dyskusja jest potrzebna naszej dyscyplinie jak powietrze ptakom, ale wypadałoby, by spierać się na poziomie.

A tymczasem, już za kilka dni wielkie, wielkie szachy. Czujecie już ten charakterystyczny ucisk w żołądkach? Zapowiada się wspaniałe szachowe święto i mam nadzieję, że arcymistrzowie zaskoczą nas pozytywnie bojowością i zobaczymy wspaniałe pojedynki. Oczekuję wielu sensacyjnych rozstrzygnięć oraz niespodziewanych zwrotów akcji. Już tylko kilka dni…