„Saint – Louis, runda czwarta: Aronian powstrzymuje Nakę, Carlsen ogrywa Kamskiego i obejmuje prowadzenie w turnieju!”

0
309

Choć zrobiło się jaśniej, zdecydowanie widniej, dzięki interesującym, żywym komentarzom Michała Krasenkowa na serwerze http://www.chesspro.ru/, to mimo wszystko daleko w noc kładłem się spać z głębokim przeświadczeniem, że jestem mało znaczącym egzemplarzem usiłującym zrozumieć kulisy szachów światowych. Usiłującym – tak,  to jest dobre słowo. Szachy wiele mnie nauczyły, jednak z wielu przymiotów ducha, o które się wzbogaciłem dzięki nim, na pierwszym miejscu umieściłbym pokorę. Przecież trenuję, wzmacniam się, wiem znacznie więcej niż wiedziałem, ale tego co jest do poznania, do przyjęcia do siebie, zinternalizowania i zastosowania w praktyce jest ocean. Jeśli chodzi o mnie w szachach wiem tyle, że im więcej wiem, wiem mniej, bo nie widzę końca wiedzy, którą trzeba posiąść. Ot, taki tam paradoks. Mniejsza zresztą z tym. W każdym bądź razie wczoraj zasypiałem czując się nielekko.
 
Dziś będąc w Katowicach po sprzęt nagłaśniający (zrezygnowałem z 200 W głośników, przerzuciłem się na mniejsze, niechże mają wreszcie odrobinę spokoju ci biedni sąsiedzi) spotkałem Bartka Heberlę na dworcu. Porozmawialiśmy chwilę o wydarzeniach w Sygnity Ekstralidze, planach na przyszłość itd. Pokiwaliśmy głowami ze zrozumieniem nad wczorajszą przegraną Mateusza Bartla z Jurijem Kriworuczko, pokiwaliśmy też głowami (z nieco mniejszym zrozumieniem) nad wczorajszą przegraną Kamskiego z Carlsenem i każdy pobiegł w sobie wiadomym kierunku…
 
 Kamski moralnie pogruchotany, chciał w pojedynku z Wikingiem pozycję wyjałowić, by dobić do bezpiecznej przystani o nazwie „remis”, jednak statek nie wpłynął do nadbrzeżnych doków – zatonął w pobliżu portu. W sumie to ta partia właśnie zdołowała mnie wczoraj, bo tak: patrzę i myślę znów: „Cisza, spokój, remis murowany”. I co dalej się stało? Wiecie to wy, wiem ja. Podejście Kamskiego niby było racjonalne – wypalić dżunglę do cna. Niby wypalił i pozbył się wielu jadowitych węży, co z tego jednak, skoro zabił go piorun!? Nie mam pojęcia jak to się dzieje, jakie są kulisy tego typu porażek przeciwników Carlsena. O co chodziło na przykład Kamskiemu, gdy oddał piona ruchem 22. c3? w pozycji dużo gorszej, ale przecież do obrony, grywalnej? Nie wiem. Może wy macie jakieś propozycje, chętnie posłucham co o tym sądzicie.
 
 
Nakamura grając czarnymi przeciwko Aronianowi miał kłopoty z wyrównaniem po debiucie, choć zastosował swój koronny system. Aronian otrzymał pozycję z dużą pozycyjną przewagą. Naka bronił się do pewnego momentu dość pomysłowo, jednak w pewnym momencie nie wytrzymał napięcia, poszedł na wymianę ciosów i przegrywając musiał się pogodzić z utratą prowadzenia w turnieju na rzecz Norwega.
 
Turniej w Saint Louis jest teatrem najwyższej próby. Arcymistrzowie nie oszczędzają się, rywalizując ze sobą do samego końca, a oprawa tych zmagań jest doskonała. Jeśli chodzi o same partie, są pełne treści, pasuje do nich jak ulał cytat z Łomonosowa: „Czeluść otwarła się gwiezdna, a gwiazd nie zliczysz, trzos bez dna”.