„Remisowa runda Polaków, a Jobawa… ucieka!”

1
205

Jobawa w tym turnieju stosuje taktykę afgańskich partyzantów. Gdy jest potrzeba atakuje z podniesioną przyłbicą, gdy wie, że nic nie zdziała nie forsuje wydarzeń, przyparty do muru broni się do samego końca jakby chodziło o życie samo. Dlatego to właśnie jego majaczącą w oddali sylwetkę oglądamy – Gruzin dla Polaków już teraz stanowi nieuchwytny cel…

 By w tym turnieju sączyła się wąska strużka intrygi, by Radek utrzymał 1.5 pkt. dystans do lidera, potrzebne było zwycięstwo nad Muzyczuk, której strategia na partię z zawodnikiem 2700+ była, mniej więcej, taka: „wymienię damy i spróbuję się jakoś utrzymać w złożonej grze środkowej”. Pomysł nie zadziałał, gdyż wymiana dam w tej redakcji dawała Polakowi dużą przewagę, którą sukcesywnie powiększał. Gdy wreszcie uzyskał wygraną pozycję wykonał jedno posunięcie, które wypuszczało wygraną.
 To jest też kolejne oblicze szachów – ileż to razy miałem wygraną, chodziłem uśmiechnięty po sali gry, zatrzymywałem się przy znajomych i niczym Najdorf, wyrzucałem z siebie „mam go!”, a potem siadałem i wszystko się kićkało, psuło. I dalej nawet nie to, że w tabeli dopisywano mi podział punktów, a ziejące jakąś bezdenną pustką zwyczajne zero. Szachiści praktycy wiedzą, znają ten ból – budować, budować, sukcesywnie wznosić gmach, który ma przynieść triumf i nagle jedna mała niedokładność w projekcie powoduje, że wszystko się wali. Ten remis, który oznacza w sumie dzieło niedokończone, to taka wieża Babel – symbol dawnej świetności…

W tym turnieju nie ma już intrygi. Przynajmniej z udziałem Polaków. Radek płaci cenę źle rozegranego początku. Teraz, żeby nadrabianie zaległości się udało, musiałby wygrywać wszystko, a Jobawa wszystko tracić. Nierealna historia. Właściwie już teraz można zacząć zastanawiać się, dlaczego nie udało się włączyć do walki w tym turnieju, który przecież do supermocnych nie należał.

Dziś szachiści odpoczywają. Jutro Radek zagra ze świetnie grającym Sariciem. To była właśnie część planu – w bezpośrednim pojedynku zabrać cały punkt Sariciowi, czekać na wpadki Gruzina i samemu wszystko wygrywać. Za późno już na tego typu dywagacje. Teraz trzeba grać i wygrywać, poprawiać ranking, bo nic już innego w tym turnieju nie można zrobić.

Jutro Jan zagra z Janem – tym legendarnym Janem. Będzie to spotkanie wschodzącej gwiazdy szachów z gwiazdą zachodzącą już. Kiedyś jej blask oślepiał, ale i teraz wisząca tuż nad horyzontem wciąż jest źródłem mocnego światła. Timman to taki zimowy Syriusz lub Wega w konstelacji Lutni. To prawdziwa ozdoba szachowego firmamentu.

  

1 KOMENTARZ

  1. Kiedyś jej blask oślepiał, ale i teraz wisząca tuż nad horyzontem wciąż jest źródłem mocnego światła. Timman to taki zimowy Syriusz lub Wega w konstelacji Lutni. To prawdziwa ozdoba szachowego firmamentu.

    Szachy to tylko prosta, ręczna gra stołowa; jakże szlachetniejszą dziedziną jest poezja – może warto pójść w tą stronę? Są ku temu pewne podstawy:) Ładnie napisane

Comments are closed.