Refleksje po IME.

0
250

Moim pierwotnym pomysłem w związku z wpisem, którym zamierzałem podsumować IME w Mińsku, było zestawienie, może trochę na zasadzie kontrastu, dobrej gry (ktoś powie szczęśliwej i oczywiście będzie miał rację) Janka Dudy z mierną postawą reszty polskich reprezentantów. Wszystko szło po mojej myśli aż do pojedynków rundy ostatniej, w której Janek Duda, znajdując się tuż za podium, miał możliwość rozegrania normalnej partii z Howellem z Anglii o medal ME, jednak do normalnej gry nie doszło. Zanim zastanowimy się, co tak naprawdę Janek kalkulował, proponując remis bez gry, musimy skonstatować, że z czysto sportowego punktu widzenia pojedynek nie odbył się – przeciwnicy zgodzili się na nierozegraną. Nierozegraną, nie remis. Słowem remis w tym wypadku sam remis, rozumiany jako wynik nierozstrzygnięty ale po normalnej grze z pewnością poczułby się mocno dotknięty, urażony (słowo ostatnio dość popularne na mojej stronie). Swoją drogą tylko szachy dysponują pojęciem nierozegrana, które pierwotnie w starych podręcznikach oznaczało 1/2 bez jakichś pejoratywnych konotacji. Ostatnio jednak widząc podobne partie zaprzągłem na własny użytek to słowo wyznaczając mu mniej chlubne zadania. W innych sportach to może w piłce nożnej – spadająca drużyna oddająca punkty bez walki zespołowi, który walczy o puchary – to jako pierwsze nasunęło mi się na myśl, nie wiem co można by tu jeszcze wynaleźć? Ale szachy są specyficzne jednak – zawodnicy wychodzą, nie grają i dostają za to tyle samo ile inni, którzy muszą się na identyczny wynik napracować. Wiem, wiem, pamiętam moje wypowiedzi o krótkim remisie na Islandii Eljanowa i co wtedy mówiłem. Wtedy Eljanow miał tym krótkim remisem zapewnioną wygraną itd. Tutaj Janek Duda również kalkulował, kalkulować musiał. Co zyskiwał na tym remisie bez ryzyka, co tracił? Tracił rzecz ważną, nawet bardzo ważną – odebrał sobie szansę walki o medal ME i to w jakimś stopniu jest zgrzytem. Ale my widzowie z boku możemy sobie krytykować do woli, ale ta krytyka jest o tyle nieuprawniona, że to nie my znajdowaliśmy się w tej konkretnej sytuacji. Kalkulacja Janka była, zdaje się, dalekosiężna: „Przegrywam? Możliwe, że wypadam z PŚ, tracę kasę tu w Mińsku i tą przyszłą na Pucharze Świata, wypadam też z 2700 elo, na który to rank tak długo pracowałem. Mam czarne, wypuszczę się, a jestem do tego zdolny i pozamiatane”. Howell też wskoczył na 2700 elo i też prawdopodobnie myślał bardzo podobnie. Stąd ten wynik, który może był mało sportowy jednak racjonalny do bólu.

Janek Duda jest, bez dyskusji, największym, zrealizowanym talentem polskich szachów ostatnich dekad. Jest też jednym z najbardziej utalentowanych juniorów świata – według mnie ma papiery na granie w elicie – pierwszej dwudziestce na bank, a kto wie czy nie wyżej, zaryzykuję – w pierwszej dziesiątce świata. Sądzę, że w związku z jego fantastyczną karierą czeka nas jeszcze mnóstwo radości, dlatego wiele mu jestem w stanie wybaczyć. Jednak jeśli zamierzamy dyskutować zestawiając, to warto zwrócić uwagę na postawę 22 letniego Fedoseeva z Rosji, który po fenomenalnym finiszu (5 z 5 pkt.!!) zdołał zapewnić sobie podium ME, a konkretnie brązowy medal. Na Fedoseeva zwracałem już uwagę po przeczytaniu jednego z wywiadów z nim, zdaje się na serwisie http://www.chess-news.ru/. To nad podziw rozwinięty, inteligentny młody człowiek z wyraźnie ukształtowanymi poglądami na sport, życie itd. Sądzę, że jeszcze usłyszymy o nim wiele interesujących historii.

Reszta polskiej, bardzo licznej ekipy w Mińsku – cóż tu się wiele rozwodzić. Jeden Polak, (oprócz Janka Dudy) załapał się na drugą połowę pierwszej setki, pozostali po prostu w tym turnieju statystowali. Straszna mizeria trawi nasz sport – w rywalizacji międzynarodowej, niestety, nie nawiązujemy z przeciwnikami walki na równych prawach. Oczywiście, zdarzają się wyjątki, piszę teraz w ujęciu ogólnym. A przyszłość, szczególnie ta dalsza, nie mieni się z oddali feerią jasnych barw. Z latami, gdy to pokolenie prawem biologii zacznie jeszcze bardziej odstawać i dojdą do głosu aktualnie najlepsi w tym kraju juniorzy to i tak będziemy świadkami kolejnego obniżenia poziomu o jedną klasę co najmniej. Czasy wielkiej smuty będą, nie widzę wielkich szans abyśmy się z tego jakimś sposobem wywinęli.

W poprzednim artykule napisałem też o braku szacunku szachistów względem kibiców, którzy zarywali dniówki przed ekranami komputerów śledząc poczynania Polaków w Mińsku, za co otrzymali tak niskokaloryczną strawę. Wedle mojej wiedzy część graczy poczuła się tymi słowami urażona. Niektórzy szachiści poczuli się urażeni moimi słowami, ja natomiast, bardzo mi przykro, ale tak ten start odebrałem – jako brak szacunku dla kibica. Dla mnie synonimem szacunku dla odbiorcy jest trzymanie pewnego poziomu i w tym miejscu, wygląda na to, że rozmijamy się. Szanse są niewielkie, abym zaakceptował próbę ponownego zdefiniowania przez kogoś na mój użytek pojęcia „brak szacunku”. Niestety, mamy takie czasy, że zewsząd czynione są wysiłki aby sprowadzić jednostkę tam, gdzie ta niekoniecznie chce się znaleźć. Kwestia braku szacunku dla odbiorcy jest u mnie mocno związana z poziomem, który jest prezentowany, a to ma miejsce w przeróżnych dziedzinach życia. Na przykład dla mnie, jako wielkiego fana dwudziestolecia międzywojennego totalny gniot Hoffmana „1920 Bitwa Warszawska” odczułem jak strzał na odlew w pysk. Gdy słucham kompletnie zidiociałych polityków czuję podobnie, albo gdy przypadkiem nie mam szans by nie obejrzeć któregoś z polskich seriali. W sporcie taki brak komfortu czuję oglądając polską ligę piłkarską (chodzi o poziom gry!), wreszcie w szachach taką postawę Polaków jak w Mińsku odebrałem podobnie i nic na to nie poradzę. Nie piszę też w próżni. To co piszę, jest w znacznej mierze wypadkową wielu moich prywatnych rozmów z kibicami szachów, którzy myślą podobnie. Mnie jest ciężko dotknąć – zasadniczo od wszelkich uraz jestem dość daleki. Zdecydowanie wolałbym usłyszeć zwyczajne staropolskie „wypierdalaj” a zobaczyć grę, niż w grzeczniutkiej, pseudo-przyjacielskiej jak się okazuje atmosferze oglądać takie dno.

To co tam przed nami w najbliższych dniach? Gdzie się znajduje następna stacja tej drogi krzyżowej 😉 ? Acha! DMŚ w Chanty – Mansyjsku! No tak, wygląda na to, że do grania nadają się: Wojtaszek i Duda. Na resztę polskich desek na ten moment nie postawiłbym złamanej drachmy. W Chanty-Mansyjsku według wszelkich twardych danych (te w sporcie bywają złudne i tu nadzieja!) czeka nas kontynuacja kibicowskich cierpień. Myślę, że odrobina radości spotka nas dopiero podczas występu Radka Wojtaszka w Dortmundzie.


Podium w Mińsku opanowali Rosjanie, których przedzielił wciąż tryskający humorem i młodzieńczą energią, niezniszczalny Baadur Jobava!! Nie będę ukrywał, że bardzo się ucieszyłem, widząc tego sympatycznego zawodnika na podium!