Puchar Świata: Czapki z głów przed Dawidem Navarą!

3
212

Witam na moim nowopowstałym szachowym blogu. Postanowiłem publikować tu moje przemyślenia na temat aktualnych wydarzeń ze świata królewskiej gry.

Pierwszy wpis będzie traktował o Pucharze Świata, którym żyją obecnie chyba wszyscy miłośnicy szachów. Turniej wkracza w decydującą fazę (gdy piszę te słowa kończy się trzecia runda), niestety bez Polaków (Soćko i Wojtaszek odpadli odpowiednio w pierwszej i drugiej rundzie). Tegoroczna edycja ma na celu wyłonienie trzech zawodników do ośmioosobowego grona pretendentów do tytułu mistrza świata.

Pierwszą z kwestii, które chce poruszyć jest wadliwy system zawodów. Gdy chcemy wyłonić trzech zwycięzców, a nie jednego, jak to było w poprzednich latach, „single knock-out” przestaje być obiektywny. Nie ma żadnej gwarancji, że finałowa trójka faktycznie jest najlepsza – oprócz zawodnika, który wygrał wszystkie mecze, a więc zwycięzcy. Dla przykładu – jeżeli dwoma realnie najsilniejszymi zawodnikami turnieju są Iwańczuk i Radżabow, to nie ma fizycznej możliwości, aby obaj znaleźli się jednocześnie w finałowej trójce – z drabinki wynika, że spotkają się już w ćwierćfinale. Inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby formułę turnieju nieco zmieniono, osobiście optuję za opisywanym m.in. tutaj: http://www.chess.co.uk/twic/sonas010704.html „double knock-oucie”. Zawodnicy z pewnością woleliby sytuację, w której jeden błąd nie wysyłałby ich natychmiast do domu. Ponadto system w znacznie bardziej obiektywny sposób pozwala wyłonić więcej niż jednego gracza awansującego do kolejnej fazy rozgrywek (na przykład pięciu czy siedmiu).

Kilkukrotnie śledziłem relacje organizatora z kamery „na żywo” i byłem rozczarowany niskim poziomem kultury niektórych zawodników. Pierwszy z przykładów dotyczy pojedynku z pierwszej rundy turnieju, gdy Władimir Małachow cudem zremisował z Rubenem Felgaerem pierwszą partię szachów szybkich (w końcówce wieża przeciwko wieży, skoczkowi i pionowi Argentyńczyk podstawił motyw patowy). Po zakończonej partii Felgaer był wyraźnie zdenerwowany i nie miał zamiaru uścisnąć dłoni przeciwnika, bo gdy Małachow wyciągnął rękę , ta… zawisła nad szachownicą i Rosjanin musiał ją wycofać. Może ktoś powie, że się czepiam, że daleko tu do słynnego przypadku Czeparinow – Short ( http://www.youtube.com/watch?v=M1Gb4lJeXqI ), ale od arcymistrzów chyba można wymagać tego, co powinno być standardem nawet na amatorskim poziomie. Inna ciekawa sytuacja miała miejsce w decydującym o awansie do drugiej rundy pojedynku (tzw. armageddonie) pomiędzy Aleksandrem Motylewem i Jurim Drozdowskim. Pierwszy z nich, rankingowy faworyt, grając czarnymi bardzo źle gospodarował czasem i wpadł w straszliwy niedoczas. Gdy stało się oczywiste, że przegra na czas, zaczął grać na czasie rywala… To zresztą dość popularna u wielu graczy różnych poziomów metoda gry w niedoczasach, która moim zdaniem powinna być jednak surowo tępiona. Przeciwnik wykonuje ruch, przełącza zegar i dopiero wtedy można wykonać własne posunięcie – nie wcześniej! Co w tym wszystkim najdziwniejsze (i chyba najgorsze) – nikt nie reagował na zaistniałą sytuację. Ani sędziowie (których przy stole było kilku), ani komentatorzy (ba, u Konstantina Landy i Anny Szarewicz (komentujących zawody na oficjalnej stronie) wzbudziło nawet podziw to, że zegar Motylewa pomimo wykonanych kilku ruchów wciąż wskazuje ten sam czas…), ani sam Jurij Drozdowski, który mógł najbardziej ucierpieć w zaistniałej sytuacji. Cóż, jedynym powodem, dla którego Ukrainiec nie reagował była chyba nieodparta pewność, że Motylew i tak przekroczy czas zanim dobije do 60 posunięcia (po którym za każdy ruch dodają się 3 sekundy) – co zresztą faktycznie się stało.

Z tego pesymistycznego nastroju wyrwał mnie dziś Dawid Navara. Nasz sąsiad z południa grał drugą partię swojego meczu z Aleksandrem Moisiejenko z Ukrainy. Pierwsza partia zakończyła się remisem. Rewanż miał bardzo niecodzienny przebieg. W okolicach 40. posunięcia Navara przypadkowo dotknął króla zamierzając ruszyć się gońcem – Moisiejenko pozwolił wykonać ruch gońcem (!) i po niespełna sześciu godzinach gry stanął na krawędzi przegranej. Czech uzyskał czarnymi wygraną pozycję w 114. posunięciu, w końcówce hetman przeciw wieży, stwierdził jednak, że wygrana w takim stylu nie byłaby do końca fair i… zaproponował remis (!!!), wobec czego obaj zawodnicy jutro staną do dogrywki. Godna podziwu postawa, zwłaszcza, że gra toczy się nie tylko o spore pieniądze, ale także o udział w cyklu mistrzostw świata.

Liczę, że mój wpis sprowokuje ciekawe dyskusje w komentarzach.

 

3 KOMENTARZE

  1. Zakładając, że relacja Autora bloga jest dokładna, nie wiem, co takiego nadzwyczajnego zrobił Moisiejenko. Wykazał się po prostu znajomością przepisów, które wymagają CELOWEGO dotknięcia bierki Z ZAMIAREM wykonania nią ruchu. Oszczędził po prostu roboty sędziemu, który – gdyby przyszedł – mógłby usłyszeć od Navary, że owszem, król został dotknięty, ale przypadkowo, bo ręka zmierzała do gońca i taki był zamiar. Sędzia powinien wówczas uznać racje Navary, chyba że SAM widział, że było inaczej. Poruszał ten temat niegdyś Geurt Gijssen w swoim „An Arbiters Notebook” na chesscafe.com

    Nie podziwiam też szczególnie Navary. Nie chodzi o to, że nie było moim zdaniem „potrzeby” oddawania połówki, ale o to, że widziałem już na własne oczy Mistrza Międzynarodowego, który nie umiał wygrać K+H vs. K+W. Może Navara też nie czuł się pewnie w tej końcówce? Przy dobrej obronie jest to niemal tak trudne, jak K+S+G vs. K, a wiemy dobrze, że arcymistrzowie mają problemy z wygraniem tego. Być może Navara wolał zaryzykować odpadnięcie z PŚ po dogrywce, niż dogrywkę w dołku psychicznym z powodu wypuszczenia wygranej… i reputacji. Wiem, czepiam się, ale naprawdę – gdyby to było chociaż K+2G vs. K, wyglądałoby lepiej.

    W ogólności zaś propagowanie takiej postawy może być szkodliwe. W turnieju pucharowym zawodnik taki, jak Navara, oddając celowo połówkę, szkodzi tylko sobie. W szwajcarach, kołówkach, etc. celowo zmieniony (w stosunku do pozycji i umiejętności graczy) wynik może rzutować na sytuację wszystkich graczy, a to jest nieuczciwe.

    Pozdrawiam

    • Hm, doprecyzuję: Navara przez 40 posunięć miał problemy ze zrealizowaniem końcówki hetman vs. wieża, jednak zaproponował remis, gdy pozycja była już kompletnie wygrana – Moisiejenko dostawał mata albo musiał pożegnać się z wieżą.

      W kwestii zachowania Moisiejenki – zdaje się, że myślał, że Czech celowo dotknął króla i dopiero po chwili zorientował się, że taki zawodnik jak Navara nie podstawiłby figury w jednym (każdy ruch królem natychmiast powodował stratę gońca). Navara zaproponował remis „honorowo” i myślę, że ten wynik jest sprawiedliwym rozstrzygnięciem, a gdyby Czech nie czuł się „winny” zapewne remisu by nie wrzucał.

      Dodam tylko, że moim zdaniem zachowanie Moisiejenki było normalne i przyzwoite, natomiast postawa Navary godnym naśladowania gestem fair play.

      Dla ciekawych epilog sprawy:
      Mecz zakończył się dziś zwycięstwem Navary w dogrywce. Jutro obaj zawodnicy otrzymają nagrodę fair play ufundowaną przez lokalne władze.

      Dzięki za komentarz i również pozdrawiam

  2. Ciekawy wpis. Nie śledziłem kamery na żywo, bo nie sądziłem, że arcymistrzowie mogą się zachować nie fair. Podziwiam jednak decyzję Navary. Chyba zacznę bardziej mu się przyglądać. ;D

Comments are closed.