Przed finiszem nie wiadomo nic!

2
102

Środek meczu, czyli partie o numerach od 5 do 8, przyniósł nam – w końcu! – od dawna wyczekiwane emocje. Co prawda, partie 5 i 6 zakończyły się usypiającymi remisami, ale już na dwa kolejne pojedynki narzekać nie sposób, gdyż każdy z zawodników zadał rywalowi po jednym celnym i bolesnym ciosie, a wynik meczu pozostaje sprawą otwartą.

GM Mateusz Bartel

Po dwóch kolejnych remisach kończących pierwszą połowę meczu wszyscy kibice szachowi byli wyjątkowo zniesmaczeni brakiem walki w meczu o szachową koronę. W sobotę, która była w meczu dniem wolnym, dawałem dwie symultany i miałem dzięki temu możliwość (i przyjemność) porozmawiać z sympatykami szachów, którzy zazwyczaj głowili się nad czym czy zawodnicy przypadkiem się nie dogadali, a już nikt nie mógł zrozumieć dlaczego o tytuł gra dwóch wcale nie najsilniejszych (ich zdaniem) zawodników. Spragnionym emocji fanom królewskiej gry dziwić się nie sposób – myślę, że nawet sami zawodnicy zachwyceni przebiegiem meczu być nie mogli.

Na szczęście cierpliwość wszystkich została w końcu nagrodzona i na początku drugiej połowy meczu zawody nabrały całkiem uroczych rumieńców, co sprawia, że finisz zapowiada się naprawdę pasjonująco.

Niedzielna wieść o wygranej Gelfanda dotarła do wielu polskich arcymistrzów, w tym również mnie, w Radomiu, podczas tradycyjnego Królewskiego Gambitu. Nie było chyba jednak osoby, która słysząc „Gelfand wygrał!” nie odpowiadała „Żartujesz, czy co?”. Nie wiem czy bardziej zaskakujące było to, że w końcu przełamana została seria remisów, czy też to, że zwycięzcą okazał się pretendent. Tak czy owak jednak – rezultat wczorajszej partii był niespodzianką, ale – nawet dla kibiców Ananda – przyjemną, bo zaczęło się coś dziać.

Co do przebiegu siódmej partii (w której zgodnie z regulaminem, doszło do powtórki kolorów z partii numer 6), to potwierdziła ona, że Anand nie jest w wielkiej formie. Owszem, tym razem Gelfand zdołał przed nim postawić pewne problemy, a pozycja nie była „drętwym” remisem, ale tak czy owak mistrz świata w swojej najlepszej dyspozycji partii tej by nie przegrał. Tym razem wielki maestro likwidacji niewielkich przewag rywala nie popisał się i na przestrzeni trzech posunięć, między 21…Se4 a 23…g5, losy partii się rozstrzygnęły, zaś Gelfand mógł świętować pierwszą wygraną z Anandem (w partii tempem klasycznym) od …19 lat!

Po tej zaskakującej porażce Anand znalazł się w bardzo nieprzyjemnej sytuacji, bo nie dość, że musiał odrabiać straty, to na dodatek wydawało się, że nie jest w wielkiej formie, partii w meczu nie wygrał, a pozostały dystans się niebezpiecznie się skracał.

Zarówno z szachowego, jak i z psychologicznego punktu widzenia pojedynek numer 8 zapowiadał się wyjątkowo ciekawie. Wiele osób stawiało na to, że mistrz świata się już nie podniesie, inni zacierali ręce, bo spodziewali się bardzo ciekawej partii, skoro Anand musiał już grać niemalże w duchu va banque. Okazało się jednak, że ani Anand nie rzucił się na rywala, ani też nie stracił rezonu, ale to sam Gelfand nie poradził sobie z liderowaniem w meczu. To częsty mechanizm psychologiczny, gdy zawodnik będący bliżej wygranej zaczyna za dużo myśleć o tym w jaki sposób nie przegrać, zamiast grać normalnie. Myślę, że właśnie ciężar świadomości zbliżającej się korony mistrza świata sprawił, że Gelfand zagrał zdecydowanie najsłabszą partię meczu, a kto wie czy nie w całej historii mistrzostw świata?!

Sam przebieg pojedynku komentować jest trudno, bo zanim zaczęła się walka, to już się skończyła. Oczywiście, przegrywające było dopiero 14…Hf6, ale już wcześniej Gelfand wybierał prawdopodobnie niezbyt dobre kontynuacje. Chociaż wymiana gońców po Gf6, z następnym exf6 wyglądała ciekawie, to jednak okazało się, że skoczek na h5 asem nie jest, a przez to Gelfandowi wydawało się, że nie zdołał po debiucie wyrównać. Bardzo interesujące było 8…h6 z dalszym …g5, co prowadziłoby do bardzo niejasnej gry, w której pozycja skoczka na h5 byłaby chyba bardziej logiczna.

Po wymianie ciosów mamy zatem nadal remis. Czy szanse obu zawodników są równe, czy może ktoś jest bliżej tytułu? Z psychologicznego punktu widzenia, łatwiej będzie grać Anandowi, który był już pod ścianą, a teraz znowu wrócił do gry, dodatkowo gromiąc przeciwnika niczym amatora. Gelfandowi nie będzie łatwo uporać się ze świadomością straconej szansy. Z drugiej jednak strony nadal mam wrażenie, że Anand wcale nie jest w wysokiej dyspozycji, a wczorajsza wygrana była raczej dziełem niefrasobliwości zawodnika z Izraela niż kunsztem obrońcy tytułu.

Z zaciekawieniem będziemy zatem śledzić 9 partię meczu. Czy znowu na szachownicy zobaczymy „Merana e6-a6”, jak zwykł nazywać to otwarcie Grzegorz Gajewski? Czy Gelfand pozbiera się po porażce? Czy rozpędzony Anand pokusi się o zaostrzenie gry czarnym kolorem, a może to Gelfand zagra ryzykowniej? Pytań pojawia się wiele, a odpowiedzą mam nadzieję będzie rezultatywny wynik kolejnej partii.

2 KOMENTARZE

  1. i jest remis! szkoda, że nie napisałem, że będzie obrona Nimcowicza. takie miałem przeczucie.

Comments are closed.