Przed decydującymi partiami mistrzostw U.S.A. prowadzą Nakamura i Robson. Za plecami liderów czai się So Wesley i spółka!

0
121
Przed rozpoczęciem każdej rundy turnieju mistrzowskiego w Saint-Louis kamera podaje obraz sprzed budynku klubu, do którego przed 20.00 czasu polskiego zaczynają się schodzić amerykańscy arcymistrzowie. Kibice, fani szachów mogą usiąść przy stoliku, zagrać partię szachów, czy też posiedzieć sobie w słońcu i, na przykład, zjeść lody lub wypić herbatę. Zazdrościłem trochę tej pogody mieszkańcom Saint – Louis widząc za oknem wiosenny kataklizm z temperaturą poniżej 10 stopni Celsjusza. Ten wstydliwy stan ducha utrzymywał się we mnie do dziś, gdy na termometrze zobaczyłem 16 stopni. A podobno ma być coraz cieplej! Mam już dość zimy, kurtek, szalików i wychodzenia z domu tylko w „jakiejś sprawie”. Powoli zaczyna się ruch w interesie: słychać wieczorami śpiewy kosów, szpaki urządzają straszne awantury o budki. W lesie pierwiosnki już nadają swoje „cilp – calp” i jest dobrze.

Samuel Sevian. Co by tu o nim. Zasadziłem się na niego, chciałem porównać go, zestawić z Jankiem Dudą. Chłopak ma ogromny potencjał, kocha szachy, trenuje po 6-8 godzin dziennie już teraz. Szachy zaprzątnęły całą jego głowę. Gra już niezwykle dojrzale, potrafi umiejętnie potęgować napięcie, świetnie wytrzymuje naciski pozycyjne przeciwników, mąci wodę nie gorzej od Janka, choć u niego z nieco innych przesłanek to wynika. Janek kiedy może, rzuca się w wir niejasnych komplikacji, sam im wychodzi naprzeciw, to jego żywioł. Sevian raczej bardziej tradycyjnie, jeśli gorzej stanie, włącza się w nim bestia – kapitalnie „miesza”, nawet gdy wisi na chorągiewce. Partia z Troffem. Troff świetnie grał, ładnie sobie ustawił Seviana, znalazł w pewnym momencie serię bardzo trudnych posunięć. Sevian dostał coś na pograniczu przegranej, ale stał, stał, trzymał to nic co miał i… to Troff się pomylił ostatni. Sevian ma dwa lata mniej od Janka, ranking praktycznie ten sam co Janek i wielką przyszłość przed sobą. Do dwudziestki ma kawał czasu. Mój typ – to materiał na elitę światową. Przypatrzcie się jak przechadza się po sali gry – wygląda, jakby za chwilę miał eksplodować – on żyje ta swoją miłością, której na imię szachy. Będą z niego ludzie.

Teraz Troff gra z „Naką”. Stoją struktury benoni. Też się nie boi ten chłopak niczego, stanęło równiutko, jest dynamika, ciekawe kto tu kogo za gardło chwyci i nie puści. Gareev, choć jest ostatni, nie przestaje zadziwiać w debiutach. Dziś zagrał Sevianowi „Trompowskiego”, wczoraj zagrał gambit Janischa plus to o czym opowiadałem wam wcześniej. Niezwykle interesujący, choć nieskuteczny w swoich poczynaniach zawodnik. Turniej bardzo ciekawy, no i pewnie do końca nie będzie wiadomo, kto wygra. Klasyka. Ale bardzo lubię takie scenariusze!