Ponieśli i wilka… Darek Świercz zatrzymany przez Nawarę i Nyzhnyka.

0
156

Ów wilk zadawał swoim przeciwnikom celne razy jednak… do czasu! W bardzo silnym stadzie dopadły go dwa osobniki i, niestety, z tych zwarć wyszedł bardzo pokąsany. Pojedynek z Dawidem Nawarą był kresem wspaniałej passy Darka Świercza, jednak i tak jest na dużym plusie, gdyż  ma pięć wygranych. Partii z utalentowanym, ukraińskim szachistą Ilją Nyzhnykiem,  obawiałem się, gdyż od pewnego czasu śledzę progres tego talentu zza wschodniej granicy i uważam, że rozwija się nie gorzej od Darka. W przyjętym gambicie hetmańskim szybko wyniknęła skomplikowana figurowa gra z wzajemnymi szansami, jednak po debiucie nie miałem najmniejszego przekonania, że Darek uzyskał cokolwiek białymi oprócz „równej”. W pewnym momencie zagrał ideę z przemieszczeniem wieży na „h3”, z ewidentnym planem dania mata królowi. Pozycja zaostrzała się coraz bardziej, jednak Darek gorzej gospodarował czasem, skazując się w pewnym momencie na grę a la Bartek Macieja. Ukrainiec mając 15 minut na zegarze po prostu przeliczył naszego zawodnika i partia była zakończona.

 No taki jest sport właśnie – każda passa ma swój kres. Jakkolwiek by nóż nie był ostry tępi się i przychodzi pora by zregenerować jego ostrze. Dziś Darek będzie miał przeciwnika mniej utytułowanego, co nie jest po dwóch porażkach do końca złą informacją – w końcu cały ten ostatni dystans był naprawdę karkołomny dla naszego reprezentanta. Zostało rund kilka i myślę, że Darek nadal będzie chciał śrubować wynik. Jestem ciekawy jego końcowego zysku elo, a dokładnie ile mu będzie brakowało do klubu 2700 elo. Myślę, że jeszcze dwa takie turnieje, zagrane z taką klasą i ta bariera będzie złamana. Zawsze uważałem, że na tym poziomie bardzo duże znaczenie ma psychologia, nie stwarzanie sobie sztucznych barier, tylko gra na pełnię możliwości z maksymalną wiarą w siebie. Wtedy mamy takie sytuacje jak w pierwszej części tej ligi, gdzie nazwiska, wydawałoby się znane – bardzo doświadczeni arcymistrzowie – padają jak rażeni gromem. Na dobrym „nastroju” wygrywa się ligi, mocne openy, czy też silne kołówki. Ważna jest „dobra głowa”, bo w niej rodzi się zarówno sukces, jak i porażka.

 Reszta Polaków słabo się prezentuje, i wygrane z zupełnie nie znanymi zawodnikami, przeplatają bladymi remisami z mniej więcej równorzędnymi jeśli chodzi o siłę gry arcymistrzami. Do końca Ligi „TOP 12” pozostały cztery rundy.