Pierwsza tercja na remis!

0
79

Za nami pierwsze cztery partie najważniejszego wydarzenia roku 2012.  Co możemy powiedzieć po 1/3 spotkania? Spotkania, które przebiega pod znakiem remisów?

GM Mateusz Bartel

Czytając różne komentarze na temat tego spotkania najbardziej spodobało mi się porównanie meczu Ananda z Gelfandem do bokserskiej walki zawodników wagi ciężkiej. W pierwszych rundach takich pojedynków bokserzy mają w zwyczaju nieco się „badać”, rozpoznawać wyczekiwać, podczas gdy kibice czekają na jakiś nokautujący cios.

Także my, szachowi kibice, od pierwszej rundy liczymy na to, że albo mistrz świata albo jego przeciwnik pokusi się o efektowne zwycięstwo, które może nie będzie nokautem, ale przybliżyłoby zwycięzcę do mistrzowskiej korony. Póki co jednak wszelkie nadzieje kibiców są bardzo płonne. Ba, w partiach nie ma specjalnie wielu emocji!

Cóż, bez wątpienia w partiach zabrakło rozlewu krwi. Nie były może one zupełnie sterylne, obrobione w komputerach zawodników od samego początku do samego końca, ale też tak naprawdę żaden z zawodników nie potrafił osiągnąć prawdziwej przewagi. Z czego to wynika? Na pewno jest to znak naszych czasów – dzięki pomocy programów szachowych coraz trudniej osiągnąć białymi nie tylko przewagę, ale wręcz perspektywy gry na wygraną. Tak naprawdę na dziś jeśli ktoś chce wygrać musi zaryzykować, może nie tyle zagrać wariant niepoprawny, ale na przykład podejrzany. W meczu jednak nikt tego nie chce robić. Zawodnicy, znając swoją klasę, marzą o dostaniu lekkiego plusika, tak żeby zachować szanse na wygraną, ale nie ryzykować porażką. Zresztą dokładnie tak wyglądały partie, gdy białymi grał Gelfand, a czarnymi Anand. Pretendent zadowolony był chyba z pozycji bez zagrożenia ze strony rywala, ale z minimalną przewagą, mistrz świata zaś, bez żadnych problemów udowadniał, że mała przewaga na niego nie wystarcza, w końcu broni się jak nikt inny. Obawiam się, że ta tendencja utrzyma się i „białe” partia Gelfanda będą dla kibiców wyjątkowo nudne – Anand będzie wyszukiwał linii, które dają białym może i lekką przewagę, ale czarne przy dokładnej grze – z której Hindus jest znany – remisują.

Ciekawiej będzie się działo – i działo się już – w partiach, które rozpoczyna mistrz świata. Obie partie w obronie Grunfelda charakteryzowały się tym, że Anand szukał luki w przygotowaniach rywala. Oba warianty – czyli wariant „Gb5+” w pierwszej oraz „3.f3” w trzeciej – to raczej wybory na jedną partię, ale oba były niezmiernie ciekawie. Reprezentant Izraela był jednak znakomicie przygotowany na obie te linie, co potwierdza tylko, jak tytaniczną robotę wykonał on i jego sztab – nie tylko przygotował nowy debiut, ale wie co w trawie piszczy nawet w bocznych, niezbyt krytycznych liniach. Dla mnie imponująca była zwłaszcza trzecia partia, w której obie strony wykonały w debiucie i fazie środkowej (która także była częścią przygotowania!) masę nieoczywistych posunięć, a partia była bardzo interesująca i konkretna. Inna sprawa, że bardziej imponowało samo przygotowanie arcymistrzów niż ich gra – kiedy zaczęli grać samodzielnie te ruchy nie były już tak dokładne. W sumie nie może to dziwić, bo na początku partii obaj gracze muszą przypominać sobie dziesiątki wariantów i potem nie jest proste przestawienie się na „prawdziwą” walkę.

Jeśli miałbym bawić się w przewidywanie, to stawiam, że w drugiej tercji meczu zobaczymy wygraną partię i stanie się to wówczas, gdy białe będzie miał Anand. Inna sprawa, że wcale nie wiem kto tę partię wygra. Gelfand swoim dobrze przygotowanym Grunfeldem zaprasza Ananda do ostrej walki, a mistrz świata kombinuje jak znaleźć szansę, ale jednocześnie za bardzo nie zaryzykować. Myślę, że w końcu Anand zagra nieco agresywniej, ale wtedy może ziścić się powiedzenie „kto mieczem wojuje, od miecza ginie„.

Dla samego meczu najciekawsze byłoby zwycięstwo Gelfanda czarnym kolorem. Wtedy taktyka Ananda, mająca na celu „suszenia” czarnego koloru, nie byłaby już sensowna. Wtedy mistrz świata musiałby szukać jakiejś ostrzejszej broni, no i w końcu zaczęłoby się dziać, a obaj bokserzy zapomnieliby o podwójnej gardzie, którą z taką konsekwencją teraz trzymają.

Jeśli zaś chodzi o ocenę formy zawodników, to chyba obaj arcymistrzowie nie są w najwyższej formie, choć tak do końca to ciężko to ocenić. Tak naprawdę debiuty zawodnicy znają, natomiast kreatywnej gry środkowej, bądź skomplikowanej końcówki jeszcze nie zobaczyliśmy. Często miernikiem formy zawodników są namysły nad kolejnymi posunięciami, ale to kryterium w takich meczach bywa mylące – już kilka razy zdarzało się, że jeden czy drugi zawodnik myślał na jednym ruchem bardzo długo, by potem kolejne – nieoczywiste – ruchy wykonywać od ręki. Także nawet forma zawodników jest tak naprawdę wielką niewiadomą.

Nie będzie wielkim zaskoczeniem jeśli powiem, że chciałbym -tak jak każdy kibic – zobaczyć fragment prawdziwej walki. Perfekcyjne przygotowanie zawodników, które skutecznie eliminuje możliwości walki, frapuje jedynie mocno wtajemniczonych. Oczywiście, liczymy, że stanie się tak już w piątej rundzie. Oby, bo jak wspominałem dziać się będzie coś raczej tylko wtedy, gdy białe będzie miał Anand.