Pewne wygrane Wojtaszka i Dudy.

0
176

Dla FM Oluwafemi Baloguna z Nigerii ostatni miesiąc był czasem niezwykłym. Po wygraniu turnieju na kontynencie afrykańskim, który dawał mu przepustkę do uczestnictwa w Pucharze Świata w stolicy Gruzji, Tbilisi, z całą pewnością musiał czuć ten charakterystyczny ucisk w okolicach splotu słonecznego. Jednak informacja, że jako pierwszy wśród licznej afrykańskiej szachowej społeczności w historii, będzie miał zaszczyt zagrać z aktualnie urzędującym mistrzem świata, musiała być dla niego niemałym szokiem. I nie była to wiadomość nagła. Nigeryjczyk mógł przez blisko miesiąc wstawać wczesnym świtem, śniadać i wieczerzać z myślą o tym, że usiądzie naprzeciwko wielkiego wirtuoza szachów z dalekiego kraju leżącego blisko podbiegunowego koła. Chyba każdy z nas skłamałby w tym momencie, mówiąc, że nie ma czego zazdrościć nigeryjskiemu szachiście. To były dla niego chwile, których z pamięci nie wymaże do końca swego życia. My tu rozmawiamy o nikomu nieznanym (choć teraz na pewno nieznanym mniej) mistrzu FIDE z Nigerii, tymczasem nawet dla nas, kibiców, wielką ekscytacją i niecodziennością była gra Wojtaszka z Wikingiem, (dla Radka oczywiście też!), a co dopiero dla rzeczonego bohatera początku mojego artykułu. To piękna historia. Nigeryjczyk nie zaprezentował się w tych meczach źle. Zagrał jak umiał, poszedł na tyle koni mechanicznych ile miał pod maską. Wraca do domu? Ano – wraca. Jednak z doświadczeniem wielkiej przygody życia, która zapewne już się nie powtórzy.
FM Oluwafemi Balogun (NGR) Foto: Anastasia Karlovich.

Śladząc Puchar Świata, a pierwszą rundę tego turnieju w szczególności, zwyczajowo wyruszam na poszukiwania małych, większych i tych naprawdę wielkich niespodzianek. Jednak moje tegoroczny łowy, mój „koszyk sensacji”, tym razem świeci pustkami. Tzn. mam w nim Eljanowa, który odpadł, przegrywając 0-2 z Lendermanem z U.S.A jednak dokładnie przypatrzywszy się wynikom, choć raz można śmiało oznajmić, że rankingi o dziwo grają. Faworyci na razie nie zawodzą – czekamy jeszcze na dogrywki, a szczególnie na mecz Iwanczuka z  Kazhgaleyevem z Kazachstanu. Może tutaj coś się wydarzy – z tej to dwójki ma się wyłonić rywal Janka Dudy w rundzie drugiej.

Polacy. Janek Duda trafił na rywala, którego ten turniej przerósł. Pantsulaia, mając miesiąc na popracowanie i dobre, owocne przygotowania, zagrał żenująco słabo, co mnie w żadnym wypadku nie martwi. Przeciwnie – cieszę się, że Janek jest w rundzie drugiej, że powrócił do klubu 2700 +, która to bariera, nie wydaje się dla niego niczym szczególnym do sforsowania. Janek po prostu gra, robi wyniki i pnie się konsekwentnie w górę. Panstsulaia to reprezentant gospodarzy – dla niego koszty tego turnieju nie były duże – na Wikipedii pisze, że jest z Tbilisi, dlatego zapewne nie musiał pakować owego mitycznego bagażu podróżnego. Kto wie, może mieszka kilka przecznic od turniejowej sali? Ale dość o nim. Janek jest w tej oto komfortowej sytuacji, że może popatrzeć na zmagania swoich przyszłych rywali, sam będąc już pewny swego.

Pewna wygrana Janka Dudy w rundzie I Pucharu Świata! Foto: Anastasia Karlovich
El Debs, Felipe de Cresce z Brazylii nie był równorzędnym rywalem dla naszej pierwszej szachownicy, Radka Wojtaszka. Nasz arcymistrz w pierwszym pojedynku zainkasował cały punkt po ładnej dla oka kombinacji. W rundzie drugiej przeciwnik Polaka, cokolwiek zdemoralizowany, nie podjął równorzędnej walki, nie próbował „pięknie zginąć”, wyszedł na mecz chyba pogodzony w duchu z porażką. Generalnie oba mecze, Wojtaszka i Dudy, były bez większej historii. Warstwa dramaturgiczna z uwagi na postawę rywali Polaków też pozostawiała wiele do życzenia ale nie to teraz jest najważniejsze. Najważniejszy dla mnie jest fakt, że Polacy dalej grają, choć… nie wszyscy, ale o tym za chwilę. Relatywnie łatwo już było. Jak zwykł mawiać generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski gdy wychodził z nocnych nocnych rautów, tudzież przyjęć: „Żarty się skończyły, zaczynają się schody”. To nas właśnie czeka w rundzie drugiej Pucharu Świata. Wojtaszek zagra z Oniszczukiem, który w rundzie pierwszej nie miał rywala (dostał walkowera od  Zherebukha), Janek czeka na wynik meczu Iwanczuka z  Kazhgaleyevem, a Kacper Piorun, niestety, wraca do Polski. Chinka okazała się lepsza w dwumeczu i to ona zagra z Lewonem Aronianem. Kacper Piorun napisał na facebooku:
„Brak mi słów….. Walczyłem dzielnie, ale to było za mało. Dziękuję za wsparcie; kibicujcie pozostałym Polakom na Pucharze Świata!”

Cóż można powiedzieć? W takich meczach bardzo ważne okazuje się często doświadczenie, którego Chinka zdobyła bez porównania więcej ostatnimi laty. To procentuje. Kacper Piorun, choć odpadł, walczył bardzo dzielnie, uważam, że rozstanie z Pucharem Świata w takim stylu to żaden wstyd. Aby skutecznie walczyć z najlepszymi tego świata, trzeba przejść podobnych inicjacji znacznie więcej (patrz Radek Wojtaszek). Kacper Piorun, w co wierzę, z miesiąca na miesiąc będzie coraz mocniejszy, zarówno szachowo jak i mentalnie.
Czekamy na rozstrzygnięcia dogrywek oraz rundę drugą. Emocje z każdą rundą będą rosły. Jak oceniacie pierwszą rundę Pucharu Świata oraz występ Biało-Czerwonych?

Hou Yifan eliminując Kacpra Pioruna z PŚ zagra w rundzie drugiej z samym Aronianem! Foto:Anastasia Karlovich.