„Niezdecydowanie”

0
176
„Według pewnej legendy o inspiracji gnostyckiej, w niebie między aniołami wywiązała się walka, w której zwolennicy Michała zwyciężyli zwolenników Smoka. Aniołowie, którzy – niezdecydowani – ograniczyli się do przyglądania, zostali zesłani na ten świat, aby tu zdecydować się na wybór, którego nie potrafili dokonać tam na górze; wybór tym trudniejszy, że nie zachowali żadnego wspomnienia o walce ani o swej dwuznacznej postawie. Tak oto przyczyną wprawienia historii w ruch miałoby być niezdecydowanie, a człowiek wywodziłby się z owej pierwotnej chwiejności, niemożności opowiedzenia się, charakteryzującej go przed wygnaniem. Rzucony na ziemię, aby nauczyć się dokonywania wyboru, będzie skazany na czyn, na przygodę, i będzie się tam czuł źle …”

                                                                                                                     Emil Cioran
        
                                                                                                                  „Ćwiartowanie” 

 
 
 
„W tym momencie zdecydowałem się na…”, „Po tej wymianie białe stanęły przed bardzo nieprzyjemnym wyborem”, „Czas upływał, a ja nie mogłem się zdecydować, którą z kontynuacji wybrać” itd. Wybór. Wieczna katorga wyboru, zarówno w życiu jak i w partii szachów. Temu towarzyszy ból: bo jeśli wybiorę to i to, nie wybrałem tego i tamtego i jeszcze tego. Upadłe Anioły cierpią według tej starej, gnostyckiej legendy, gdyż kiedyś tam, nie stanęli po którejś ze stron. Kara jest rozciągnięta w czasie i dlatego tak bardzo dojmująca. U prekursora egzystencjalizmu Kierkegaarda, znajdujemy w „Albo, albo” jego słynną wyliczankę:
 
 
  „Ożeń się, będziesz tego żałował; nie żeń się, będziesz tego żałował; żeń się lub nie żeń, będziesz i tego i tego żałował, albo się ożenisz, albo nie ożenisz, będziesz żałował i tego i tego. Śmiej się z tarapatów życia, będziesz tego żałował; płacz nad nimi, będziesz także tego żałował; śmiej się czy płacz z tarapatów życia, będziesz i tego, i tego żałował; albo się będziesz śmiał, albo będziesz płakał, będziesz żałował tego i tego. Zawierz dziewczynie, będziesz tego żałował; wierz czy nie wierz dziewczynie, będziesz i tego, i tego żałował; czy uwierzysz, czy nie uwierzysz dziewczynie, będziesz tego żałował. Powieś się, będziesz tego żałował; nie wieszaj się, będziesz tego także żałował; powieś się czy nie powieś, będziesz tego żałował; czy się powiesisz, czy nie powiesisz, będziesz i tego, i tego żałował. Taka jest, panowie, treść mądrości życiowej. (…)
 
 
Wybór jako sytuacja bezwyjściowa, przypisana kondycji człowieka, czy pozornie bezwyjściowa? Konieczność wyboru w partii szachów jak i w życiu i ponoszenie konsekwencji tych czynów, to egzystencjalizm w czystej postaci. Podejmowanie wyborów, decyzji, bez możliwości zweryfikowania poprawności, a w konsekwencji następstw danego postępku, to wyjęty z „Dróg Wolności” Sartre’a rys człowieka, zawieszonego w pustce, nie mającego możliwości zakotwiczenia w jakimkolwiek systemie pojęć, w czymkolwiek, co pozwoliłoby mu jakoś zorientować się w świecie. Wszystkie religijne systemy wyrosły na lęku przed pustką, są skonstruowane dla tych, którzy chcą w iluzji znaleźć oparcie, i cieszyć się opartym na fałszu poczuciu bezpieczeństwa. Dlatego w egzystencjalizmie pojawia się motyw bohaterstwa, heroizmu – pomimo braku jakiegokolwiek zakotwiczenia w świecie, podejmujemy jednak decyzje, nie wiedząc co nas spotka za każdym razem.
 
Na szachy można spoglądać w ten właśnie sposób. Na początku opieramy się na iluzji: grając z pamięci posunięcia czekamy aż przeciwnik dłuższym namysłem da nam sygnał, że jest w pustce, że zawlekliśmy go w nieznane. Przeciwnik nie podejmuje decyzji ponieważ boi się. Dlatego liczy, bada, kontempluje. Oczywiście, ma kilka posunięć perspektywicznych według niego, ale boi się bo: „A nuż się myli? A jeśli on to źle ocenił i ten ruch jest zły?”… i myśli dalej, a czas ucieka. Ten czas ma też znaczenie, bo wszystko dzieje się w czasie – podejmowanie decyzji, myślenie, wybór to czas. Partia szachów jest w czasie, decyzje są podejmowane w czasie, triumf i przegrana jest domeną czasu. Pewnego razu słuchając komentarza Sergieja Shipowa, dało mi do myślenia jego krótkie zdanie o Nakamurze, który wpadł w tarapaty w jednej z partii. Shipow określił to jako „stradanie”, czyli cierpienie. „Nakamura stradajet”, czyli cierpi za szachownicą, gdyż żadna z decyzji nie jest dla niego dobra – ponosi konsekwencje swoich wcześniejszych decyzji. Pytanie jest mniej więcej takie, czy da się podejmować wybory w życiu oraz podczas partii szachów, a jednocześnie być niejako „poza wyborem”?
 
Nad tym pytaniem zdarzyło mi się pomyśleć podczas partii szachów klasycznych, którą rozegrałem na Międzynarodowych Mistrzostwach Krakowa. Z jednym z przeciwników zagrałem kilka pierwszych posunięć, szła jak to się mówi teoria, i w normalnej debiutowej pozycji (piąte posunięcie) przeciwnik zaczął myśleć. Minęło pięć minut, dziesięć, dwadzieścia, rozpocząłem przechadzkę po sali gry i  zacząłem na poważnie zastanawiać się, czy przypadkiem mojemu przeciwnikowi nie wyłączył się w mózgu ośrodek odpowiedzialny za podejmowanie decyzji. Mijały kolejne minuty, a ja zacząłem myśleć o tym dlaczego w szachach jesteśmy skazani na wybór. Możliwość abstrakcyjnego myślenia podczas partii wynikała z faktu, że nie miałem powodów by zastanawiać się nad dobrze mi znaną, teoretyczną pozycją. Spacerowałem więc i w moich myślach pojawiło się słowo „Sarwakarmaphalatjaga” od którego nie mogłem się już oderwać. W hinduizmie to słowo oznacza „zaniechanie owocu wszelkich uczynków”. Pomyślałem, że jedyna droga do znalezienia się „poza wyborem” to „Sarwakarmaphalatjaga”. Osiągnąć stan nieprzywiązywania się do owoców swoich czynów w partii szachów to walczyć, podejmować wybory, a jednak być poza walką, poza decyzją, poza wyborem. Tak, to bardzo nęcąca droga dla uzyskania wewnętrznego spokoju. I znów w moich myślach pojawiło się to słowo, które zacząłem powtarzać raz za razem. Czas upływał i widać było na pierwszy rzut oka, że mój przeciwnik jest bardzo odległy od stanu nazywanego w hinduskiej filozofii „Sarwakarmaphalatjaga”. W pewnym momencie na zegarze zostało mu około 6 minut i wreszcie zdecydował się. Zagrał posunięcie. Jego decyzja wyrwała mnie z tych abstrakcyjnych przemyśleń i musiałem zasiąść do szachownicy. Partia pomimo mojej ogromnej przewagi czasowej, zakończyła się remisem. Mój rywal skazał się na niedoczas, ale bronił się w nim doskonale. Mnie zaś, jeszcze długo po tej partii dzwoniło w uszach słowo, które mogło należeć do zapomnianej mowy Upadłych Aniołów. Sarwakarmaphalatjaga.