Niezbyt przyjazna Syberia

0
170

W Pucharze Świata miałem okazję wystąpić po raz pierwszy w życiu. Wyruszając w podróż do dalekiego Chanty-Mansyjska zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Z jednej strony dobra forma zaprezentowana na turnieju w Paks dawała powody do optymizmu, z drugiej zaś zdawałem sobie sprawę, że nie mam praktycznie żadnego doświadczenia ani w rozgrywkach tak wysokiego szczebla, ani w brutalnej formule pucharowej. Razem ze mną pojechali: drugi z reprezentantów – Bartosz Soćko oraz Grzesiek Gajewski – w roli mojego sekundanta. Bartosz w bladym stylu przegrał z Victorem Bologanem w stosunku  0,5 – 1,5 i z pewnością jak najszybciej będzie chciał zapomnieć o swoim występie (co chyba już mu się udało – na drugim zjeździe Ekstraligi wygrał wszystkie 3 partie!). Mnie natomiast udało się pewnie pokonać groźnego reprezentanta Armenii, Armana Pashikiana, wygrywając obie partie. Chwile nerwowości mogły towarzyszyć kibicom w pierwszym pojedynku, kiedy to mając wygraną pozycję popełniłem fatalną pomyłkę:

Wojtaszek – Pashikian, partia 1


W tej pozycji zagrałem 26.Gc3??, licząc na wariant 26…Hxf5 27.Wxd7 Wxd7 28.Sf6+ Kf8 29.Hh6+ Ke7 30.We1+ i białe odbijając materiał zachowując inicjatywę (którą jak się okazało i tak wystarczyłaby góra do remisu). Przeoczyłem jednak wtrącenie: 26…Ga7+!, które zupełnie zmieniało ocenę pozycji: 27.Kh1 Hxf5 28.Wxd7 Wxd7 29.Sf6+ Kf8 29.Hh6+ Ke7 30.We1+ Ge3! i czarne łatwo wygrywają. Na szczęście wtrąconego szacha nie zauważył również mój przeciwnik i wybrał odejście hetmanem na e7, po którym już bez większych problemów zrealizowałem przewagę. W pozycji z diagramu wygrywało zaś stoickie i nieco „kompowe” 26.Gxd7 Hxe4 27.Gc5!.
W drugiej partii takich emocji już nie było i po dobrej (za wyjątkiem opisanego błędu) grze awansowałem do drugiej rundy. Tam czekał już na mnie gruziński arcymistrz, Baduur Jobawa. Wiedziałem, że jest to zawodnik z górnej półki, jednak na Syberii jego gra nie sprawiała najlepszego wrażenia i czułem, że jest w stanie go spokojnie przejść. W pierwszej partii, grając czarnymi, od początku kontrowałem przebieg wydarzeń, niestety w kluczowym momencie nie zauważyłem pięknego motywu:

Jobawa – Wojtaszek, Partia 1

Nastąpiło teraz 27…Kxg7 28.Wg3+ Kf8 29.Hf4 Sxf1 30.Hh6+ Ke7 31.Wg7 Se3 32.Wxf7 Kxf7 33.Hh7+ z remisem przez wieczny szach. Tymczasem po 27…Sxf1! 28.Sxe8 Wc1 29.Sxf6+

czarne dysponowały nieoczekiwanym 29…Hxf6! i po 30.Hxf6 Sd2+ (lub 30…Se3+) 31.Kf2 Se4+ (31…Sg4+), wynik partii byłby rozstrzygnięty na moją korzyść…
Druga partia tego meczu była moją pierwszą, w której porażka oznaczałaby powrót do domu i niestety tak się właśnie stało… Przegrałem po bardzo słabej grze i tym samym pożegnałem się z marzeniami o kolejnych rundach. Co zadecydowało? Na pewno brak doświadczenia i udzielający się stres nie pomogły, zaś na głębszą analizę występu i bardziej szczegółowe wnioski przyjdzie jeszcze czas. Na pocieszenie pozostają skromne zyski rankingowe, które – miejmy nadzieję – wkrótce powiększę na zaczynającym się pod koniec września Klubowym Pucharze Europy. Chciałbym przy tej okazji podziękować firmom Comarch i HP za wsparcie, jakiego nam udzielają zaś wszystkim kibicom – za bezcenny doping. Teraz możemy skupić się na podziwianiu ostatniej czwórki, która pozostała jeszcze w Chanty-Mansijsku.