Mistrz świata na linach pokazuje klasę

2
91

Narzekaliśmy na szybkie remisy i zupełny brak emocji, jednak teraz trzeba przyznać – rozkręcili się nam panowie! Scenariusz przypomina już prawdziwą walkę bokserską! Po 6 nudnych rundach, w siódmej aktualny mistrz świata wylądował na deskach po precyzyjnej serii ciosów pretendenta. Borys Gelfand chyba za bardzo uwierzył w zwycięstwo, bo już w kolejnej odsłonie tak bardzo rzucił się do ataku, że zapomniał o gardzie i w efekcie jeden silny cios prosto w „hetmana” wyrównał stan meczu. Po tym niespodziewanym nokaucie otrzymał jednak dzień wolny na regenerację i w kolejnej partii znów zaatakował groźnie na tyle, że Vishy Anand zmuszony był klinczować, w czym – na jego szczęście – nie ma sobie równych.

Grzegorz Gajewski

Od rundy nr 7, kiedy to polała się pierwsza krew, każdej kolejnej rundy oczekuję z wielką ciekawością. Najpierw zastanawiało mnie (jak i pewnie wszystkich innych), czy Anand dojdzie do siebie po porażce, dzisiaj zaś byłem niezwykle ciekaw dyspozycji Gelfanda. Zgodnie z przewidywaniami wielu komentatorów mistrz świata zrezygnował z „Merana e6-a6″, zastępując go Obroną Nimzowitscha. Gelfand chyba nie był zaskoczony, bo szybko wybrał 3.Sc3 Gb4 4.e3, czyli wariant klasyczny. Zaraz, czy przypadkiem reprezentant Izraela nie jestem wiernym miłośnikiem Partii Katalońskiej? Prześledźmy mecz od początku – już w pierwszej partii na szachownicy stanęła Obrona Grunfelda, debiut, którego Anand absolutnie nie mógł się spodziewać. Gdy Hindus spróbował przeskoczyć na 1.e4, tu również czekała na niego niespodzianka w postaci wariantu Swiesznikowa. Kiedy więc dzisiaj został kolejny raz zaskoczony wariantem, którego Gelfand w ostatnich latach nie stosował prawie w ogóle, chyba tak naprawdę się już nie dziwił. Wygląda na to, że sztab pretendenta wykazał się niezwykłym sprytem. Praktycznie w każdym debiucie, na jaki decyduje się mistrz świata, Gelfand reaguje zupełnie nie tak, jak można było oczekiwać. Należy przy tym zaznaczyć, że pretendent wcale nie pokazuje jakichś niesamowitych idei debiutowych. Sukces jego przygotowania polega głównie na tym, że skutecznie neutralizuje on przygotowanie przeciwnika. Jeszcze jedno – Obrona Grunfelda była debiutem, który stosował Vishy Anand w jego meczu z Topałowem. Wariant klasyczny przeciwko Obronie Nimzowitscha też! Wyjątkowa śmiałość pretendenta!


                  Wracając do partii – mistrz świata zareagował systemem Karpowa (powstającym także z Obrony Caro-Kann), w którym ma spore doświadczenie i który uznawany jest za bardzo stabilny. Gelfand był przygotowany i grał bardzo pewnie. Hindus dość szybko zaczął grać na głowę i w efekcie wymyślił bardzo dziwne posunięcie 15…Gxf3?!. Prawdopodobnie po 16.Hxf3 planował zagrać 16…e5, jednak po 17.Gf5! czarne byłyby w tarapatach. W efekcie białe dostały piękną przewagę dwóch gońców i w tym momencie byłem niemal pewien, że Gelfand wygra. Jednak już za chwilę byliśmy świadkami prawdziwej maestrii ze strony mistrz świata, który wykonał moim zdaniem znakomite posunięcie 18…Hd6! Oczywiście ruch sam w sobie nic nie zmienił, jednak stworzył on białym kuszącą możliwość wygrania hetmana za wieżę i skoczka i bawienia się do końca partii bez żadnego ryzyka. Możliwość kuszącą tym bardziej, jeśli Gelfand wciąż miał w głowie poprzednią partię, kiedy to hetmana stracił…Co jest w nim jednak najlepsze? To, że Anand był w stanie przewidzieć w sposób kompleksowy konsekwencje ruchu 19.c5, czyli poprawnie ocenić, że będzie w stanie obronić gorszą końcówkę. To jest już umiejętność, która odróżnia tych dobrych od tych najlepszych. Gelfand nie oparł się pokusie i w efekcie przez następne trzydzieści posunięć starał się przebić twierdzę Hindusa, bez powodzenia. Wspaniała gra obronna mistrza świata pozwala mu zachować czyste konto.


Czego możemy spodziewać się w ostatnich 3 pojedynkach?
Dużo emocji. Radek Wojtaszek wraz z kolegami z ekipy z pewnością będą mieli pełne ręce roboty. W „Meranie e6-a6” coś nie gra, W Nimzowitschu pewnie będzie trzeba łatać dziury, zaś Grunfeld jest studnią bez dna. A wszystko to ze świadomością, że Gelfand w każdej chwili może wyskoczyć z czymś nowym. Z drugiej strony mistrz świata zaczyna robić naprawdę niezłe wrażenie. Imponuje mi zwłaszcza jego spokój i wytrzymałość psychiczna, które objawiły się zarówno w ósmej partii, w której szybciutko wyrównał bilans meczu, jak i dziś, gdy z naprawdę ciężkiego położenia wyszedł praktycznie bez szwanku. Borys Gelfand zaś szachowo nie jest w idealnej formie, jednak jego znakomite przygotowanie połączone z niesłychaną determinacją (walczy o swoje miejsce w historii szachów), sprawią, że tanio skóry nie sprzeda. Pamiętajmy również, że obaj panowie są już po czterdziestce, grają już od prawie dwóch tygodni, więc w grę może wejść także zmęczenie.

Moim zdaniem, jeśli Anand w końcu przełamie dobrą passę Gelfanda w debiucie, to wygra i „dowiezie” prowadzenie do końca. W przeciwnym razie czeka nas dogrywka.

2 KOMENTARZE

  1. Jeśli już używamy jezyka bokserskiego to Gelfand lepiej czuje się w walce na dystans a Anand w półdystansie.
    Hindus próbuje sprowadzić grę do półdystansu nawet za cenę pogorszenia pozycji.
    Co do serri celnych ciosów pretendenta w 7ej partii mam spore wątpliwości, to raczej Anand potknał się i nadział na pięść przeciwnika.

  2. A ja nie mogę się zgodzić teorią „6 nudnych partii”, jakie – rzekomo – widzieliśmy na początku. Owszem, obaj panowie mieli trudności z wykorzystaniem białego koloru. Gelfand, z początku, niemal bez walki dopuszczał do wyrównania w „meranie z a6”, a Anand dał się zaskoczyć Grunfeldem i Swiesznikowem. Ale 3 partia nijak nie była nudna: to wyjątkowo ostra partia, gdzie wiele się działo. Przyznam, że nie zawsze rozumiem, dlaczego mistrzowie zgadzają się na remis, np. nie jestem w stanie w lot ocenić końcowej pozycji w 10 partii. Dla mnie tam jest duzo gry i – jak mi się zdaje – obaj gracze wygraliby to ze mną dowolnym kolorem…

Comments are closed.