Mistrz czy pretendent?

0
201

Już jutro, czyli w piątek 11 maja, wykonane zostanie pierwsze posunięcie meczu o szachową koronę pomiędzy Viswanathanem Anandem i Borysem Gelfandem. Przez kolejne trzy tygodnie świat szachowy będzie z zapartym tchem śledził poczynania tych dwóch znakomitych arcymistrzów. Po tym czasie poznamy odpowiedź na odwieczne pytanie pojawiające się przy okazji meczy o mistrzostwo  świata – „Kto jest lepszy: mistrz czy pretendent?”

GM Mateusz Bartel

O spotkaniu, na które na dobrą sprawę kibice szachowi czekają od końca stycznia, kiedy to rozegrano superturniej w Wijk aan Zee, napisano już bardzo wiele. Bardzo interesująca była lektura opinii polskich ekspertów, którą można znaleźć pod tym adresem w poście wprowadzającym.

Komentarze naszych specjalistów wtapiają się w ogólną opinię, która przyjmuje, że Anand jest wyraźnym faworytem spotkania. Widać to także w kursach bukmacherów, którzy za postawioną na Ananda złotówkę wypłacą jedynie 1,23, a w przypadku Gelfanda aż 3,80. Czyli różnica jest spora. Czy słusznie?

Zdjęcie ze zbiorów FIDE

Zwolennicy Hindusa z pewnością powiedzą, że tak, bo faktycznie bardzo wiele za nim przemawia. Po pierwsze, obrońca tytułu doskonale zna specyfikę gry o koronę, a jego zespół współpracowników o przygotowaniu debiutowym wie wszystko. Po drugie, popularny Vishy jest zawodnikiem o podobnym stylu do Gelfanda – czyli bardzo uniwersalnym – ale jednak trochę lepszym. Sytuacja, w której obaj zawodnicy grają podobnie, ale jeden z nich jednak nieco gorzej, jest często spotykana i przekłada się na wyniki bezpośredniej rywalizacji. Myślę, że coś takiego jest w pojedynkach między Anandem i Gelfandem. Chociaż rozegrali między sobą niemalże 40 pojedynków tempem klasycznym i chociaż Anand uciułał w nich skromnego „plusika”, to trzeba zauważyć, że ostatnia wygrana reprezentanta Izraela miała miejsce w 1993 roku! W latach 1989-1993 reprezentujący wówczas najpierw ZSRR, a później Białoruś Gelfand ogrywał Hindusa niemiłosiernie – wygrywając pięć razy w ośmiu partiach (przy trzech remisach), ale potem role się odwróciły i wygrywał już (6 razy) tylko Anand. Także można przyjąć, że mistrz świata pretendentowi nie leży. I to może być największa przewaga Ananda, bo takie statystyki leżą w głowie każdego chyba szachisty.

No właśnie, w głowie. Każdą partię na najwyższym poziomie (a może i każdą w ogóle) rozgrywa się nie tylko podczas przygotowania, samej partii (czyli przy szachownicy), ale przede wszystkim w głowie. W tak skrajnej i stresogennej sytuacji jaką jest mecz o mistrzostwo świata jasne jest, że w trakcie meczu trzeba mieć w głowie porządek. A o to nie zawsze jest prosto.

Z pewnością obaj zawodnicy w swoich ośrodkach obliczeniowych mają w pamięci nieudane starty ostatnich miesięcy. Na grę Ananda (Memoriał Tala, Londyn, Bundesliga) aż przykro było patrzeć, Gelfand zaciekle walczył w Wijk aan Zee o uniknięcie ostatniego miejsca. Oczywiście, można powiedzieć, że zawodnicy myślami byli już przy meczu, że byli w trakcie przygotowań i w ogóle można znaleźć wiele innych wymówek. Jednak niezaprzeczalnie obaj nie mogą być pewni swojej formy. Skoro nie mogą być pewni swojej formy, mogą też nie być pewni siebie, a bez tego trudno wygrać nie tylko mecz, ale dowolną partię w ogóle.

W głowach zawodników kłębić się będą także inne myśli. Choć mówi się o tym niewiele, to pamiętać należy, że Anand od nie tak dawna jest ojcem. Nie trzeba mówić, że to niemała zmiana w życiu, która może wpłynąć na dyspozycję psychiczną zawodnika. Czy młody ojciec może grać tak skutecznie jak jeszcze niedawno? Czy ma nadal tyle energii by walczyć na najwyższym poziomie przez niemalże trzy tygodnie?

Nad zasobami energetycznymi może także myśleć Gelfand, w końcu obaj wkroczyli już w piątą dekadę życia. Zarówno Hindus, jak i zawodnik z Izraela nie należą do najbardziej wysportowanych. Mimo to obaj jak dotąd dobrze radzili sobie podczas szachowych maratonów – Anand grał zaskakująco świeżo w końcówkach swoich spotkań z Kramnikiem i Topałowem, natomiast Gelfand wygrał przecież Puchar Świata, w którym ogrywał dużo młodszych rywali. Nie zmienia to jednak faktu, że sama adrenalina i motywacja mogą nie wystarczyć i w pewnym momencie jeden bądź drugi gracz po prostu się zmęczy. Mogą także zmęczyć się obaj. Dla kibiców byłoby to nawet ciekawe, bo wówczas w grę wchodziłyby podstawki…

Wspomniana przed chwilą motywacja to kolejna strona meczu, którą warto rozważyć. Tutaj przewaga jest po stronie Gelfanda. Z pewnością jest on świadom, że to najprawdopodobniej jego ostatnia szansa na mistrzostwo świata i przejście do historii. Ten należący przez lata do ścisłej czołówki zawodnik wygrywał względnie mało i nadal jest bardzo głodny zwycięstw. Natomiast jego rywal może mieć z motywacją pewne problemy – jeżeli możemy w ogóle o czymś takim mówić w meczu o MŚ. Anand zdobył mistrzostwo świata w każdym możliwym systemie – pucharowym, turniejowym i meczowym, więc naprawdę nie musi już niczego udowadniać. Oczywiście, robił i robi wszystko, by tytuł obronić, ale skoro w najważniejszych momentach decydują niuanse, to może jego poczucie spełnienia przegra z apetytem Gelfanda?

Ze strony czysto szachowej mecz zapowiada się na bardzo wyrównane starcie. Zapewne losy tytułu będą ważyły się do ostatniej partii, zapewne najczęstszym zakończeniem pojedynczych partii będzie remis, a partii rezultatywnych może być jak na lekarstwo. Kibice szachowi zazwyczaj tego nie lubią, ale nie możemy też spodziewać się niczego innego – w takich spotkaniach trzeba umiejętnie szukać złotego środka pomiędzy stwarzaniem przeciwnikowi problemów, a unikaniem zbędnego ryzyka. Choć pojedyncza partia niczego jeszcze nie przesądza (wystarczy przypomnieć tylko, że Anand został rozgromiony przez Topałowa już w pierwszej partii meczu w 2010 roku), to jasne jest także, że może okazać się decydująca. Najlepsi szachiści świata wyróżniają się w tej chwili głównie tym, że bardzo skutecznie potrafią bronić gorszych pozycji, szukać uproszczeń utrudniających realizację. Sam Anand jest w tym najlepszym chyba mistrzem. Zatem ewentualna porażka stawia dowolnego z zawodników w bardzo trudnej sytuacji.

Obie strony doskonale zdają sobie z tego sprawę i robią wszystko, by nie tylko nie dać się zaskoczyć w debiucie, ale też zaskoczyć rywala. Choć nie można powiedzieć, że ten kto wygra „wojnę teoretyczną” zostanie mistrzem świata, to z pewnością znajdzie się w korzystniejszej sytuacji. Myślę, że śmiało można przyjąć za pewnik to, o czym wspomniał arcymistrz Schmidt: „…większość nowinek debiutowych Ananda może mieć charakter bardziej psychologiczny niż merytoryczny…”, tyle że moim zdaniem tyczy się to obu zawodników. Przy obecnym rozwoju teorii nikt nie szuka już linii, które dają białym obiektywną przewagę, bo komputery dowodzą, że takich praktycznie nie ma. Znakiem dzisiejszych szachów jest poszukiwanie takich ścieżek, w których przeciwnikowi będzie się trudno odnaleźć. Niegdyś krytykowane szukanie wariantów „na jedną partię” teraz jest codziennością. Inna sprawa, że te warianty „na jedną partię” mogę zawierać w sobie wyjątkowo ciekawe idee strategiczne, ale po prostu w drugiej partii rywal opracuje z pomocą programów szachowych skuteczną receptę.

Podczas, gdy od strony białych zawodnicy szukają linii „dających nadzieję”, to zazwyczaj grając czarnymi szukają wariantów, które jakąkolwiek grę uniemożliwiają. Jedni nazywają to murowaniem, inni klinczowaniem, jeszcze inni zabijaniem gry lub suszeniem. Oj, nie lubią tego kibice, ale jasne jest, że to podejście bardzo praktyczne. Z drugiej strony, zdarza się, że i czarnymi zawodnicy potrafią zaostrzyć grę, wystarczy choćby wspomnieć mocno podejrzane, ale niezwykle ciekawe traktowanie przez Ananda wariantu merańskiego, które dało mu wygraną w meczu z Kramnikiem w 2008 roku. Chyba każdy chętnie zobaczyłby powtórkę czegoś takiego, a ja jako zdeklarowany fan obrony holenderskiej marzę o tym, by zagrał ją jeden z graczy (zwłaszcza, że zarówno Anand, jak i Gelfand nie radzili z nią sobie białym kolorem!). Realnie jednak patrząc, raczej nie tego możemy się spodziewać.

Jakie debiuty zatem zobaczymy? Najpewniej obie strony zaczynać będą od 1. d4. O ile w przypadku Gelfanda to raczej pewne, to Anand ma w zanadrzu opcję gry pionkiem królewskim. Jednak stały skład sekundantów, który ma daleko większą wiedzę o systemach po 1.d4 sprawia, że możemy spodziewać się, że nacisk został położony na ruch pionkiem hetmańskim. Oczywiście istnieje szansa, że Vishy jednak przygotował 1.e4, ale tam musiałby przygotować nie tylko Najdorfa, ale także, a może przede wszystkim partię rosyjską oraz obronę berlińską. Tej ostatniej Gelfand w zasadzie nigdy nie grał, ale nie można wykluczyć, że przygotował ją na mecz. Wątpię zatem, że praca sztabu mistrza szła w tym kierunku.

Zatem 1.d4 (z ewentualnymi wariacjami kolejnością posunięć, czyli rozpoczynaniem od 1.Sf3 oraz 1.c4) powinny być głównym teatrem zmagań. To czego kibice obawiają się najbardziej to nieprzyjęty gambit hetmański. Od czasu kiedy właśnie Anand użył tego wariantu w starciu z Topałowem w ostatniej, wygranej partii ich meczu (a należy przypomnieć, że Hindus skorzystał w linii granej wcześniej tylko przez arcymistrza Mirosława Grabarczyka!), debiut ten zyskał na popularności i stał się główną zmorą „deczterowców”. Może zatem zdarzyć się tak, że obaj gracze przygotowali ten wariant jako swoją główną broń!

Myślę, że ten debiut stanie na szachownicy nie raz, choć bardzo bym się ucieszył, gdyby ta prognoza byłaby nietrafiona. Dużo bardziej wolałbym oglądać inne popularne na najwyższym poziomie debiuty, takie jak obronę Grunfelda, obronę Nimzowitscha czy obronę słowiańską – wydaje mi się, że w każdym z tych otwarć będzie się po prostu działo więcej. Myślę, że nie bez powodu wielki Jose Raul Capablanca (którego memoriał rozgrywany jest właśnie w Hawanie), który sam z powodzeniem stosował nieprzyjęty gambit hetmański (zwłaszcza w meczu z Alechinem w 1927 roku), wspomniał często o „remisowej śmierci szachów”. Tego wolelibyśmy nie oglądać!

Dzisiaj miała miejsce uroczyste otwarcie meczu, które było transmitowane na oficjalnej stronie meczu. Oczywiście, choć przyjemne dla oka, a zwłaszcza ucha pokazy były jedynie tłem dla wylosowania kolorów wszystkich partii. W efekcie tego losowania okazało się, że pierwszy ruch mistrzostw przypadnie Anandowi. Czy biały kolor pozwoli mistrzowi świata rozpocząć mecz od wygranej? A może znowu okaże się, że lepiej zaczynać czarnymi (swoje mecze z Kramnikiem oraz Topałowem Hindus zaczynał od czarnych)? Przekonamy się o tym już jutro! Wszystkich gorąco zapraszam do śledzenie transmisji na naszej stronie. Pierwsza partia startuje o 15:00 czaru rosyjskiego, czyli o 13:00 czasu polskiego. Pierwsze komentarze zapewne jeszcze na kilka minut przed „pierwszym gwizdkiem”!