Mińska lekcja!

0
275

Zapewne część z was domyśla się dlaczego nie rzuciłem się do komentowania kompromitującego występu Polaków na Indywidualnych Mistrzostwach Europy, które od tygodnia trwają w Mińsku. Odpowiedź na tę zagadkę może dla jednych być zaskakująca, dla innych po prostu oczywista. Najzwyczajniej w świecie rzecz rozbija się o to, że tutaj nie ma co komentować i to jest jedna przyczyna, drugą jest deficyt tendencji masochistycznych w strukturze mojej osobowości. Ja i tak z naszymi nacierpiałem się aż nadto, radości było zdecydowanie mniej, teraz już, widząc taką, a nie inną postawę Polaków, nie jestem w stanie mentalnie w ten koszmar zanurkować. Po prostu nie. I już. Zawodnicy nie mają dla kibiców krzty szacunku, powiedzcie mi, dlaczego mam rewanżować się pełną uwagą, zaangażowaniem, pasją?

 Dwa dni temu byłem w Krakowie, pozachwycać się tym, czego moje miasto nie potrafi mi zaoferować, wczoraj odpoczywałem, dziś zorganizowałem eskapadę w Beskidy, wraz z wejściem w pełnym słońcu na Równicę. Teraz padam ze zmęczenia, ale zdrowego zmęczenia- nie takiej utraty sił jaka zwykle ma miejsce po kilkugodzinnej transmisji z ważnego z punktu widzenia kibica turnieju szachowego. Nawet przez myśl mi nie przeszło, by siedzieć całymi godzinami przed laptopem, katując się tym groteskowym występem Polaków w białoruskiej stolicy. Widziałem już wiele, ale czegoś tak rozkładającego na łopatki? Doprawdy, trudzę się mocno, grzebiąc w mojej mocno już nadwątlonej pamięci ale nie znajduję. Nie. Nie przypominam sobie takiego startu. Jeden Polak w setce po sześciu rundach!! Reszta miejsca dalsze, nawet okolice końca trzeciej setki! Ot, przyjechała sobie wycieczka z Polski…

Akurat przedwczoraj płynąłem też statkiem wycieczkowym po Wiśle. Pogoda wypisz, wymaluj, lekki wiaterek wiejący od lądu, niebo mocno błękitne. W sumie była to scenka mocno przypominająca słynny „Rejs” Marka Piwowskiego. Tam w pewnym momencie siedzą obok siebie dwie legendy – nieodżałowany Jan Himilsbach oraz Zdzisław Maklakiewicz (inż. Mamoń). Atmosfera jest sielska, czas jakby zwolnił. Nagle inż. Mamoń odpowiada swojemu rozmówcy, a temat dotyczy nędzy rodzimej kinematografii (czyt. szachów): „W ogóle brak akcji jest! Nic się nie dzieje! Proszę pana, aż dziw bierze, że się nie wzorują na zagranicznych!… „Patrzę, patrzę na to proszę pana, aż mi się chcę wyjść z kina. I wychodzę” Itd. Ta scena najlepiej oddaje mój nastrój, związany z występem Polaków w  Mińsku.

Ciekawe jednak, co się wydarzy na drużynówce w Chanty-Mansyjsku. Wszystko wskazuje na kolejne studium upadku, zważywszy choćby na fakt najnowszy – mianowicie dowiedzieliśmy co w Mińśku prezentuje Mateusz Bartel. Jeśli zbierzemy wszystko razem do kupy, okazuje się, że nie będzie komu tam grać, walczyć, robić wynik. Jakoś jestem do tego wszystkiego na tyle zdystansowany, że szanse są niewielkie, aby mnie to dotknęło, cokolwiek się nie stanie. Tymczasem jeszcze kilka rund w Mińsku. Mam nadzieję, że nie siedzicie, gapiąc się jak gapa w gnat na transmisję? Ja sprawdzam tylko wyniki i retrospektywnie oglądam partie. A i tego jest za wiele. Szkoda dni i tej pięknej pogody…