Medytacje o edukacji, wychowaniu i sporcie wyczynowym.

0
208

Ostatnio na rosyjskojęzycznym portalu http://chess-news.ru/node/12504 przeczytałem obszerny i bardzo interesujący wywiad z arcymistrzem Andrejem Dewiatkinem, który praktycznie w pełnym rozkwicie sił twórczych postanowił zakończyć karierę profesjonalnego szachisty. W samej decyzji odejścia od zawodowego uprawiania sportu nie widzę niczego dziwnego, w końcu to nie pierwszy i, zapewne, nie ostatni sportowiec, który postanowił w jakimś punkcie swojego życia zająć się czymś innym, jednak niezwykle interesujące są dla mnie same motywy, jakimi kierował się Rosjanin, przy podejmowaniu tego ważnego dla niego kroku. Myślę, że implikacje, jakie płyną z rozmowy E. Surowa z A. Dewiatkinem mają przełożenie na kondycję całej naszej dyscypliny i nie wyglądają zbyt optymistycznie. Ale po kolei.

Dewiatkin zapytany przez Surowa, czy może podać dokładnie, w którym momencie zrodziła się w nim myśl o porzuceniu profesjonalnej kariery, podał dokładną datę, a wręcz partię, która dała mu bardzo wiele do myślenia, jeśli chodzi o kierunek, w którym zmierzają współczesne szachy. Otóż, w 2007 roku na turnieju „Moscow Open”, Dewiatkin mając komplet punktów grał partię z GM Jewgienijem Najerem. Okazało się, że Najer (późniejszy triumfator turnieju) w ósmym posunięciu zastosował nowinkę, która praktycznie zmieniła ocenę granego przez Dewiatkina od lat wariantu, a który to wariant przynosił mu wiele cennych punktów w turniejach. Dewiatkin po powrocie do domu sprawdził tę kontynuację. Wkrótce okazało się, że nowinka zastosowana przez Najera to pierwsza linia „Rybki” i  w tym, mniej więcej, momencie coś w nim pękło. Dewiatkin ubolewa, że to już nie są te szachy, których się uczył, gdy miał lat naście – teraz od samego początku o ewentualnej przewadze decydują warianty, które w kilka sekund znajduje bezduszna maszyna – dla niego to już nie są te szachy, których go uczono w młodości. Oczywiście ta decyzja narastała przez lata w bohaterze wywiadu. Przyczyniły się do niej również niezbyt udane starty ostatnimi czasy, oraz element chyba najważniejszy dla zawodowca, czyli zarobki. Według rosyjskiego arcymistrza zawodnik mający ranking 2700 nie ma specjalnych powodów, by rzucać szachy, gdyż pieniądze jakie zarabiają arcymistrzowie tego przedziału, wystarczają do godnej egzystencji, pozwalającej na utrzymanie siebie oraz rodziny. Co jednak z arcymistrzami poziomu 2500 – 2600 elo, do których należy rozmówca Jewgienija Surowa? Według Dewiatkina arcymistrz, mający ranking 2600 elo, będąc sam, jest w stanie od biedy się utrzymać, gorzej jednak, gdy ma na głowie rodzinę. 32 letni arcymistrz nadmienia, że jest na takim etapie życia, w którym ma jeszcze szanse by zmienić swoje życie – interesuje się psychologią, technologią komputerową i mniej więcej w tych dziedzinach może się realizować. Podaje też przykłady arcymistrzów, którzy mając lat 40 i rankingi w okolicach 2500 elo, nie są zadowoleni ze swojego życia, a ich problemem jest to, że oprócz gry w szachy nie potrafią niczego innego robić. Dewiatkin nie chciałby się widzieć w ich gronie i uważa, że jeśli nie podejmie tej decyzji teraz, to wraz z upływem lat będzie mu to coraz trudniej zrobić. W wywiadzie słyszymy nawet tak gorzkie zdania jak – „Często żałuję, że poświęciłem, z pewnością, zbyt dużo czasu szachom” lub „Jeśli uczciwie, jak patrzę na pozycje po 1.e4 c5 mam ochotę już się poddać – nie mam ochoty patrzeć na to wszystko”. Takie wypowiedzi świadczą zdecydowanie o, nazwijmy to, „silnym wypaleniu zawodowym”,  jednak nie to jest najistotniejsze. Interesujące są głębsze konotacje jakie płyną z tego wywiadu oraz pytania, które należałoby postawić w związku z tym.

 Bo w jakiej kondycji są szachy jako sport, jeśli człowiek, który im poświęcił większą część życia, w rozkwicie sił twórczych obawia się o swoją dalszą egzystencję i zaczyna szukać innych platform, w których będzie się realizował? Mógłbym zrozumieć, jeśli powiedziałby to zawodnik  trzydziestoletni, który ma tytuł kandydata na mistrza plus dwie normy, czy nawet silny mistrz. Jednak jeśli boi się o swój materialny byt arcymistrz z rankingiem 2600 elo, to ten fakt może dać głęboko do myślenia. Takich Dewiatkinów jest na świecie blisko 1500 i z całą pewnością wielu z nich ma podobne odczucia, których może nie wyrażają w tak radykalny sposób. Z turniejów, openów, utrzymać się jest niezwykle trudno – konkurencja jest ogromna. Pozostają ligi, trenerka, ale ta przecież powoduje, że siła gry może być w najlepszym wypadku podtrzymana, choć najczęściej spada z czasem. Wygląda na to, że szachy to sport „dla stu”, jak skoki narciarskie, a reszta kombinuje jak może, by związać koniec z końcem. Z całego wywiadu wyciągnąłem tzw. „ekstrakt”. Dla pełnego obrazu proponuję przeczytać go w całości.