Magnus już nie prowadzi samodzielnie – dopadli go Mamedjarow i Sjugirow! Z Polaków w grze pozostał tylko Darek Świercz!

0
192

Chciałoby się rzec: jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. A w Katarze serce mocniej nam może zabić tylko w związku z pojedynkami Darka Świercza, który walczy, jakby chodziło o coś więcej, niż tylko o pieniądze. Darek na pewno ma sobie coś do udowodnienia, na pewno chciałby też pokazać niektórym kibicom w Polsce, że przedwcześnie w niego zwątpili. Gdyby jego skuteczna gra miała miejsce na średnim, europejskim openie, ktoś mógłby, całkiem słusznie, wskazać niemiarodajność takiego występu, jednak czegoś mocniejszego od turnieju w Katarze nie wymyślono w żadnym z zakątków naszej pięknej planety. Sami przeciwnicy Darka Świercza są chyba dla niego właściwą wizytówką. Czterech rywali ponad 2700 elo Polak ma już za sobą, jutro komputer dolosował mu kolejnego z tego przedziału, znanego i silnego arcymistrza z Petersburga, Nikitę Witjugowa. Ten turniej jest więc w pełni miarodajny.

Foto Katerina Savina ze strony: http://www.qatarmastersopen.com/

Ostatnio, w związku z tak silną stawką uczestników turnieju w Doha, powróciłem do przemyśleń związanych z zarządzaniem ryzykiem w szachach. Bo, jak można wygrywać tak kosmiczne openy, jeśli nie inteligentnie zarządzając ryzykiem? Idąc trochę na przełaj – dobrze zarządzać ryzykiem w szachach to wiedzieć, jak przegiąć, żeby nie przegiąć i ograć swojego rywala. Weźmy pierwszy z brzegu przypadek – niedawny przeciwnik Darka Świercza, Anton Korobow z Ukrainy. W partii z naszym arcymistrzem przegiął, ale to naprawdę przegiął. Darek Ukraińca policzył, sparował i jest w „dziesiątce”, zobaczcie teraz, gdzie w tabeli jest Korobow. Stąd nie ma co się zżymać, gdy nasi remisują, wydawałoby się, zbyt dużo, na przykład Janek Duda. Janek gra tak jak mu pozwalają przeciwnicy i gdyby poszedł „drogą Korobowa” zapewne zamykałby jedną z ostatnich dziesiątek pierwszej setki. Sorki, takie są realia – jest też przeciwnik, prawda? Open w Doha to nie są szachowe Pireneje, to Karakorum światowych szachów. Jest Magnus, Kramnik, Giri, So i prawie dwudziestu 2700+, tacy gracze są w Katarze. Według mnie ten ścisk na górze bierze się też, między innymi z tego, że cała ta szeroka czołówka nie chce przeginać i do samego końca arcymistrzowie chcą się liczyć w stawce.

Mateusz Bartel zremisował z Wei Yi. Okazało się, że nie taki straszny ten diabeł. Obaj grają interesujące szachy, dlatego w tym meczu „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzymał”. Raz jeden, raz drugi coś tam od siebie dorzucał do wspólnego paleniska, aż powstało bardzo ładne, szachowe dzieło. Remis dla Mateusza jest niczego sobie, dla Chińczyka ten sam wynik chyba nieco inaczej smakuje. Wygrał Piorun, wygrała Marta Bartel, zremisował Radek Wojtaszek. Cóż, Polacy oprócz Darka Świercza walczą już tylko o tak zwane „mniejsze cele” – o poprawę miejsca w tabeli, rankingu itd. Oglądamy ich mecze i kibicujemy ale skupiamy się na arcymistrzu z Tarnowskich Gór, który jutro ma białe i walczy o naprawdę dużą stawkę.

Magnusa dopadło  takich dwóch, a za tą trójką czai się aż szesnastu szachistów, których dzieli od czołówki pół punktu. Czy można chcieć więcej? Dwie rundy do końca i dalej nic nie wiadomo, jak ja kocham takie scenariusze!