Lekcje z arcymistrzem

0
184


Dobre pół kilometra za moim domem, za przejazdem kolejowym jest sad, którego właściciel nie odwiedzał od zeszłego wieku. Dawniej dało się jeszcze przejść przez ten teren na przestrzał, teraz porastają go tak wielkie chaszcze, że nie wiem, czy byłaby szansa przeczołgać się tamtędy. Od pewnego czasu tak wygląda mój blog, który pod nieobecność  autora zarósł niepomiernie i lekko zdziczał. Smutna sprawa.

 Przed nami mecz rewanżowy pomiędzy Carlsenem a Anandem. Mecz w cieniu wielkich interesów, usytuowany w mrocznych labiryntach chorej polityki światowej. Wikinga czeka sytuacja, której mu nie zazdroszczę. Mecz rozegrany zostanie w Soczi i co się na ten przykład stanie (a chodzą o tym słuchy) gdy Batiuszka Putin przyjedzie uścisnąć Mistrzowi Świata dłoń? Zdjęcia z tego zdarzenia rozejdą się we wszystkich kierunkach ziemskiego globu i kariera tego młodego chłopaka dozna poważnego wizerunkowego uszczerbku. Prezydent FIDE, na wypadek odmowy gry przez Norwega miał w odwodzie innego pretendenta, a więc wszystko było przygotowane (jak zawsze w tej organizacji) klarownie i transparentnie. Z ilości wywiadów tej sprawy dotyczących, artykułów na portalach szachowych z różnych stron świata można śmiało wnosić, że arcymistrzowie chętnie obejrzą ten mecz, a cała ta otoczka,  ta pajęczyna w jaką szachy są wplątane, nie ma dla nich większego znaczenia. Szachiści bujają w obłokach niczym skrzypkowie na płótnach Marka Chagalla i, widać dobrze im w tych pozycjach.

A sam mecz? Nie wiem na ile Anand odrobił lekcje z poprzedniego meczu, jednak i tak jestem zdania, że spotkanie wygra Carlsen. Anand ewidentnie cierpi na „kompleks Wikinga”, a w szachach to bardzo ważny aspekt, działający „in minus”, na posiadacza takowego. To czysto psychologiczny moment, którego każdy szachista musiał doświadczyć w swojej karierze. Przezwyciężanie długotrwałej dominacji przeciwnika, to jest ciężka orka w szachach – spróbować zdyskredytować szachistę, który nam nie leży. To przypomina zwykle skomplikowany poród z powikłaniami, bez pomocy lekarza, położnej, czy akuszerki. Przykład, z często zestawianej z szachami u mnie na stronie, piłki nożnej: to wciąż świeża sprawa – pierwsza wygrana Polaków nad Niemcami na Stadionie Narodowym. Poród ten trwał kilkadziesiąt lat i nareszcie – coś się wykluło po wielkich cierpieniach. Oczywiście, w przypadku jednej wygranej nie może być mowy psychologicznym przełamaniu. To zaledwie jaskółka, zwiastun. W szachach rzecz ma się podobnie – gdy jeden drugiego okłada bez litości – rany bolą, dusza boli, a tu trzeba siadać i grać. Straszna sytuacja. Uważam, że wygra Wiking, choć cicho liczę na bardziej wyrównany mecz.


No, ale do tematu. Przed moimi oczami, na stole, leży wielki dwutomowy klasyk współczesnych szachów „Lessons with Grandmaster” autorstwa Borysa Gulko. Arcymistrza nie muszę bliżej przedstawiać, natomiast te dwie książki są prawdziwą perłą literatury szachowej. Obie pozycje są zapisem rozmowy pomiędzy arcymistrzem a amatorem szachowym Joelem N. Snnedem, doktorem psychologii, pracującym na jednym z amerykańskich uniwersytetów.
 Arcymistrz na przykładzie swoich partii uczy adepta, czym jest strategia w szachach i jaka jest rola psychologii w walce z przeciwnikami, którzy różnią się stylem gry, podejściem do debiutów, mającym bardzo różne spojrzenie na szachy. Gulko w oparciu o swoje partie prowadzi rozmowę zadając ćwiczenia (przeciętnie 3-7 na partię) do rozwiązania swojemu rozmówcy oraz oczywiście, nam, czytelnikom. Dzięki temu mamy niepowtarzalną okazję porównać tok rozumowania, amatora, nasz oraz arcymistrza czołówki światowej. Można się w tym przejrzeć jak w lustrze – jak wygląda moja głowa na tle dwóch innych. Po przestudiowaniu tych książek zobaczymy jak na dłoni to, czego nie dostaje naszemu myśleniu podczas partii szachów.

A rola psychologii w szachach według Gulko? Przyznaję się bez bicia, że w niektórych momentach studiowałem książkę oniemiały. Podam przykład, a trzeba nadmienić, że w książce aż roi się od takich smacznych kąsków. Gulko, mając czarne, grał partię z  Tajmanowem. Po debiucie stanęła absolutnie równa pozycja, gdy niespodziewanie znany z, nazwijmy to optymistycznego oceniania swoich pozycji Tajmanow, zagrał „atakujące” „h4”. Gulko ocenił, że „h4” nie jest żadną groźbą i zagrał „h6” broniąc się przed tą groźbą!! O co tu chodzi? Otóż, znając Tajmanowa od tej strony, że ma predylekcję do przeszacowywania swoich szans, Gulko chciał utwierdzić tym posunięciem swojego przeciwnika w przekonaniu, że naprawdę ma lepiej, że ma atak. Pomyślałem wtedy – „Jasny gwint, to człowiek tak krytycznie patrzy na  każdą niepotrzebną profilaktykę w swoich partiach, a tu jakiś gość świadomie gra posunięcia defensywne (Gulko wiedział, że nie zmienią one oceny pozycji) by wypuścić swojego rywala! To jest jakiś kosmos. I tak w każdej partii w zależności od tego z kim Gulko grał, włącznie z Kasparowem, z którym jako jedyny ma dodatni bilans. Gorąco polecam te dwie książki! Fantastyczna sprawa. Warunek – znajomość języka angielskiego.