Kto w Wijk aan Zee wprawia w kompleksy – Driejew Aleksy!!

0
141
Jeden z czytelników, napisał w komentarzu, że Nakamura rozegrał ostatnio mecz z najnowszym silnikiem Komodo 9.2 dostając duży handicap (tempa, materiał itd.). Silniki typu Komodo mają już ranking w okolicach 3300 elo, dlatego człowiek nie może z nimi rywalizować na równych prawach. Rachunek zysków i strat jakie wniosły komputery do naszej dyscypliny, powinien być już dawno zrobiony, niestety, żaden z arcymistrzów nie pokusił się o jakąś spójną kompilację. Generalnie jestem sceptykiem, uważam, że szachy w dalszej perspektywie za sprawą komputerów podupadną, zresztą już teraz są na dziejowym zakręcie…

 Komputery dają szachom wiele dobrego, nie przeczę, na przykład amator, taki jak autor tych słów, jest w stanie pisać o wielu meczach, jakby naprawdę wiedział, o co w nich chodzi. Silniki analizują wszystko w czasie partii i jest to o tyle dobre, że laik czuje się pewniej w tej gęstwinie. Nieładnie to musiało wyglądać: bezduszny komp, dający piona for superarcymistrzowi po drugiej stronie. Czuję niesmak choćby z tego względu, że jest to scenka, która nie zawiera w sobie jakichkolwiek znamion romantyzmu. Dawniej, w XIX wieku, wielcy mistrzowie dawali konia lub piona for w oparach tytoniowego dymu, w tak ciekawych miejscach jak Cafe de la Regence w Paryżu itd. Tutaj zdejmuje się piona na ekranie, przeciwnika generalnie nie widać, to jakiś elektronowy duch, algorytm, procesory. Szachy tak jak medycyna, nie są nauką ścisłą, tutaj nie wszystko jest na pewno, można mówić tylko o pewnym prawdopodobieństwie. Komputery jednak, wraz ze wzrostem mocy obliczeniowej są coraz bliższe partii idealnej, a gdy do niej się doliczą, co wtedy? Wtedy, gdy dojdzie do znalezienia najlepszych sekwencji ruchów, szachowy koan zostanie odarty z ostatniej tajemnicy i tej tajemnicy pozbawią nas maszyny. Ale jeszcze nie teraz. Teraz żyjemy w czasach „na styku”, są szachiści, którzy mają „lepszą głowę” i potrafią dobrze korzystać z komputerów, ale ich poziom rozumienia szachów jest o niebo wyższych niż młodzieży wychowanej w erze silników. Aleksiej Driejew – zobaczcie jak ograł dziś Antipowa, zobaczcie inne jego pojedynki. On ma lepszą głowę, to arcymistrz wychowany w innej erze i młodzież może wpaść w kompleksy, grając z tym starym lisem, profesorem szachów.

Wracając do wpływu komputerów na szachy – spójrzcie choćby na dalekie wędrówki szachowych królów sprzed 150 lat (znacie takowe?), w zestawieniu z monarszymi wędrówkami obecnej doby. Dawno temu król nie wiedział dokąd zmierza. Współcześni komputerowi esteci śmieją się – oo, tutaj mogło być tak, tam też jest obalenie itd. Partia Anderssena podpięta pod Houdiniego i wyśmiana, obironizowana na wszystkie strony. Ale to właśnie był piękny czas! Pracowały głowy, nie kompy, król to była osobistość dość krótkowzroczna, ale nie mniej odważna, rzekłbym rzutka, niż jego następca z XXI wieku. Biały król Dawida Nawary w partii przeciwko Radkowi Wojtaszkowi poszedł na klatkę „f6” ale… o kulach! Wszystko to stało w domu, znalazł to przecież moduł. Potem król dobił do rogu ale… który monarcha według was był odważniejszy, ten XIX wieczny romantyk, czy ów współczesny, stworzony przez krzemową maszynę?


Sevian zagrał dzisiaj typową juniorską partię – dał sobie złapać damę w centrum jeszcze przed piętnastym posunięciem, potem jeszcze coś tam się stało, ale w sumie można było się poddawać po biciu na „d4”. Sevian to wedle metryki junior, jednak to przecież silny arcymistrz, a tnie w te szachy jak potłuczony, średnio się orientuję co jest przyczyną jego tak słabej gry.  No, tak się dać zdewastować przez młodego Holendra? Niestety, tak. Brzydka partia i słaba gra talentu zza Atlantyku. Oba turnieje rozkręcają się, choć będę utrzymywał, że to turniej „B” jest znacznie ciekawszy.