Kolejny, szybki remis w Nowym Jorku! Karjakin nic nie uzyskał w dwóch partiach granych białym kolorem!

0
144
Nowy Jork to miasto, w którym od zarania dziejów splatały się ścieżki wielu wielkich szachowego sportu. To w tym mieście zagrano dwa gigantyczne, przedwojenne turnieje w 1924 r. oraz 1927 roku, które w tamtych latach były wydarzeniami na skalę światową (O tych turniejach napisał wspaniałą książkę Aleksander Alechin!). Nowy Jork to w końcu miasto Roberta Fischera, wreszcie w Nowym Jorku dokonali swych żywotów Emanuel Lasker oraz Jose Raul Capablanca (zmarli w tym samym szpitalu rok po roku!). Chociaż punk ciężkości życia szachowego kraju zdaje się teraz znajdować w jego interiorze, w mieście Saint-Louis, to te dni Nowy Jork dla szachów ma zarezerwowany dla siebie na wyłączność.

Sergiej Karjakin, mając prawo dwukrotnego dysponowania pierwszym posunięciem, co w partiach elity nie jest bez znaczenia, nie wykorzystał swojej szansy i w tym momencie musi do końca meczu z Carlsenem trzykrotnie parować czarnymi inicjatywę swojego oponenta. Choć, gdyby tak przyjrzeć się dokładnie grze obu przeciwników, można odnieść wrażenie, że to, jakim kto gra kolorem nie ma większego znaczenia. Wczoraj Pretendent, grając białymi, nie zgłosił zbyt dużych pretensji do zdobycia debiutowej przewagi, powstała symetryczna pozycja, która szybko się uprościła. Ta partia była też swoistą powtórką z czasowo dość odległej klasyki. Okazuje się, że do 10 posunięcia powtórzono partię Colle-Tartakower z 1925 roku!

W Nowym Jorku zrobił się mecz bardzo wyrównany. Nawet już nie czekam na potknięcie Karjakina, widzę, że do meczu jest fantastycznie przygotowany zarówno na poziomie sportowym jak i mentalnym, co można właściwie uznać za jedno, czyli ogół przedmeczowych przygotowań. Wczoraj, gdy Magnus musiał oddać piona, którego nie można było zrealizować zaserwował widzom z całego świata serię grymasów przy szachownicy i kwaśnych min. Sergiej Kariakin w dalszym ciągu jest niewzruszony, jakby wykuty z kamienia, z jego mimiki nie da się niczego konkretnego wywnioskować. Brakuje w tym meczu jeden rezultatywnej partii, innej niż remis. Szkoda, że do końca jest już tylko pięć spotkań. Najkorzystniejszym dla meczowej intrygi byłby rezultatywny wynik w pierwszej kwarcie tego meczu, była na to szansa, jednak wciąż w Nowym Jorku mamy remis. Piszecie też, że brakuje w tym meczu takiej osobowości jak Tal, Kasparow, szachistów o wielkiej woli zwycięstwa. To prawda – obaj przeciwnicy mają strategię aby tylko nie puścić bramki jako pierwszy, chodzi im przede wszystkim o to, by się nie skazać na pogoń za rywalem, ten mecz wydaje się pochwałą sztuki obronnej w szachach. Do tego dochodzi fenomenalne przygotowanie obu graczy no i mamy co mamy!

Ciekawe co dziś zaproponuje białymi Wiking? Karjakin nic nie zwojował w dwóch „białych” partiach i w końcówce meczu jest w nieco gorszej sytuacji. Poza tym, już tak na koniec, nie mogę zrozumieć jego decyzji o zagraniu w pierwszym posunięciu 1.d4. Jest rzeczą wiadomą, że jego repertuar debiutowy po 1.e4 jest idealny, Siergiej ma po 1. e4 bez porównania większe doświadczenie, tymczasem zagrał 1. d4 – czyżby już czuł się tak pewnie w tym meczu, że próbuje wszystkiego w grze z Mistrzem Świata? Trudno powiedzieć co się kryło za tą jego niespodzianką w pierwszym posunięciu… Czekamy na finałową część nowojorskiego pojedynku.