Klubowy Puchar Europy – kadrowicze testują formę przez Drużynowymi Mistrzostwami Europy!

0
380

W szachach, w odniesieniu do rankingu elo, jak najbardziej aktualne jest powiedzenie Boba Hope’a: „Ciągle jeszcze łatwo jest zostać milionerem – pod warunkiem, że było się miliarderem”. Ranking w szachach jest od bardzo dawna przedmiotem kultu, choć wielu  szachistów mówi (myśląc dokładnie odwrotnie!), że „liczy się radość z gry, a ranking, aach! ten ranking, czy to ważne czy ma się 2685 elo, czy 2706 elo?”. Szachiści, wierzcie, lub nie wierzcie, po każdej rozegranej partii patrzą ile zyskali, ile stracili – to przecież całe ich życie i jest im bardzo źle na duszy, gdy zaliczają rankingową katastrofę.

 Nasz najlepszy arcymistrz, Radek Wojtaszek, na „Live ratings” ma teraz 2747,5 elo i to jest wynik kosmiczny. Ten ranking wykuł na Girim, Iwańczuku i innych wielkich, znanych arcymistrzach. Mało komu dał się w „klasyku” zepchnąć z piedestału. Radek w sumie punktuje „dół”, z „górą” się trzyma, gdzie się da ugryzie i jest gdzie jest, a bardzo wysoko jest. On na ten ranking gra, to jest jego poziom. Właśnie rozpoczął pojedynek z Topałowem w Klubowym Pucharze Europy, zagrano obronę sycylijską.
 Wojtaszek to nasza pierwsza deska na Islandię, gdzie za niecały miesiąc zagramy w Drużynowych Mistrzostwach Europy. Nie obawiam się startu Radka Wojtaszka, on, wracając do powiedzonka Boba Hope’a trzyma od dawna swój rankingowy kapitał i liczba zer od dłuższego czasu jest u niego na stałym poziomie. Podoba mi się jego przewidywalność – Radek poniżej pewnego pułapu nie spadnie. Odwrotnie sprawy się mają, jeśli chodzi o Mateusza Bartla – sztandarową cechą tego zawodnika jest nieprzewidywalność już nie tyle formy, co gry w każdym, poszczególnym pojedynku. Zobaczcie jakie męczarnie i katusze przeżywamy gdy gra ten zawodnik. On potrafi wstawić miniaturę zawodnikowi 2700 + i przegrać w następnej partii z mało znanym mistrzem FIDE po koszmarnej grze. Inni kadrowicze to również wielka niewiadoma. Zasadniczo poza Jankiem Dudą nie widziałem ich w wielu turniejach testujących formę przed drużynówką. Mniejsza zresztą z tym. Często w turniejach drużynowych o miejscu zespołu decyduje jego duch, team spirit, a nasi od dawna są w dobrych relacjach, dużo współpracują, pomagają sobie wzajemnie, a to buduje drużynę. Dawniej wyglądało to tak, że kadra jechała na turniej i każdy sobie rzepkę skrobał, dziś takie coś już jest nie do pomyślenia. Zresztą we współczesnych szachach coraz bardziej nabiera znaczenia praca zespołowa. Za tymi trendami nasi poszli, zacieśnili współpracę i, kto wie, może tym razem się uda? Praca zespołowa, praca zespołową, ale tu przede wszystkim chodzi o formę, bo co, jak jej nie ma? Zespół ląduje daleko, gdy dwie deski nie grają i nie ma jak zasypać tej dziury. U naszych to klasyk, trójka kosi, a jeden, dwóch odstaje i przez ich wyniki często ważą się losy dobrych miejsc. Listopad da odpowiedź na wszystkie, dręczące nas pytania.

Jest duża nadzieja, że nasze panie zawojują Islandię, gdyż jadą w bardzo mocnym składzie. Pięć mocnych punktów – powiem wam, że czekałem na ten skład, chciałem go zobaczyć w akcji. To jest chyba najsilniejsze zestawienie, jakie Polki mogą teraz zaprezentować. Odliczam dni do rozgrywek drużynowych śledząc jednocześnie Klubowy Puchar Europy. Polska drużyna jest wysoko, ale to tylko siedem rund, jedno poważniejsze potknięcie i jak to się mówi, jest „pozamiatane”. Oby Ave Novy Bor sprostał zadaniu, bo wtedy czekają nas wielkie emocje!