„Każdy strach ma kilka pięter, jak pan wie. Jeden strach ze snu pana zerwie, a inny pana uśpi.”

0
163


 
„Czy ty, obserwator, jesteś martwą istotą obserwującą żywą istotę, czy też jesteś żywą istotą obserwującą żywą istotę? W obserwatorze bowiem istnieją dwa stany.

Obserwator jest cenzorem, który nie chce strachu. Obserwator stanowi ogół wszystkich swych doświadczeń związanych ze strachem. Toteż obserwator jest oddzielony od tego, co nazywa strachem. Istnieje przedział pomiędzy nim a strachem.
On zawsze usiłuje go przezwyciężyć lub uciec od niego i wobec tego toczy ciągłą walkę pomiędzy sobą a strachem – walkę, która powoduje tak wielką stratę energii.
Obserwując przekonasz się, że obserwator jest tylko kłębkiem pojęć i wspomnień nie mających zgoła znaczenia. Jednak strach rzeczywiście istnieje, a ty starasz się go zrozumieć w oderwaniu od rzeczywistości, czego oczywiście nie możesz dokonać. Czy jednak w rzeczywistości obserwator, który mówi „boję się”, jest czymś różnym od przedmiotu obserwacji, którym jest strach? To obserwator jest strachem. Gdy to zrozumie, nie będzie już tracił energii na uwolnienie się od strachu. Wtedy zniknie przedział przestrzennoczasowy pomiędzy obserwatorem a obserwowanym przedmiotem. Gdy spostrzeżesz, że stanowisz cząstkę strachu, a nie coś od niego oddzielonego, gdy zauważysz, że to ty jesteś strachem, wtedy nie będziesz mógł z nim już nic zrobić; wtedy strach całkowicie zniknie.”

                                                             Cytat z książki „Wolność od znanego” Jiddu Krishnamurtiego

 


 
Rzeczywistość stanów psychicznych to nie jest poezja spod kwiatów bzu, niestety. Wielki Krishnamurti wielokrotnie opowiadał o przyczynach lęku w swoich mowach. Oczywiście, w szachach, lęk ma takie same podłoże, jak w innych dziedzinach życia. Społeczeństwo zawistne, pragnące władzy, pieniędzy, prestiżu, sukcesu w każdej dziedzinie życia, skazane jest na życie w strachu, ponieważ zdobycie wyżej wymienionych atrybutów, wiąże się z nieustanną walką, a potem, po ewentualnym ich zdobyciu, z lękiem o ich utratę. Szachy to kolejny aspekt życia, oparty na rywalizacji, który w swoich najgłębszych pokładach musi generować lęk, gdyż tworzy hierarchię. A to, co w szachach najlepsze, zdobywa się latami, ciężką pracą, niszcząc po drodze konkurencję. Szachy to nie jest naturalny stan. To stan wojny. Grając w szachy warto czasami zastanowić się nad tym, jaką w tym sporcie przestrzeń zajmuje strach. W poniższej partii bardzo dokładnie widać strach, któremu uległ grający białymi. Przyjrzyjmy się bliżej, w którym momencie to się stało, co wtedy myślałem i jakie są przyczyny tego zjawiska.
 
 Początkową część, debiut, grałem bardzo skoncentrowany – nie interesowała mnie sytuacja turniejowa, miejsce, które zajmowałem, nawet przeciwnik, z którym grałem itd. Byłem jak to się często mawia, obecny w „teraz”, całkowicie pogrążony w procesie gry. Nie dopuszczałem do głosu tej warstwy świadomości, która odnosi się do czegoś spoza „teraz”. Często arcymistrzowie piszą, komentując swoje partie w taki sposób: „Sytuacja turniejowa zmusiła mnie do gry aktywnej, dlatego postanowiłem…itd”. Gdy czytam podobne zdania, odnoszę wrażenie, że piszący te słowa niesie ze sobą w czasie gry okrutny ciężar – całą świadomość tego, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, by swój los odmienić. Nie może być wtedy mowy o pełni koncentracji – następuje wtedy rozczepienie i utrata energii. Do „teraz”, dostają się, sączą, całe pokłady przeszłości i przyszłości, paraliżując swobodę grającego.
 
 Spójrzcie na pozycję po 17… Wac8? Po tym posunięciu zamyśliłem się na kilkanaście minut. Oczywiście teraz najsilniejszym posunięciem, podkreślającym przewagę białych jest 18. b4! Wtedy czarne stają w strategicznie przegranej pozycji. Co myślałem przez te kilkanaście minut? Oprócz obliczeń, zaczęły się pojawiać w mojej głowie natrętne myśli o sytuacji turniejowej, co mi da remis, gdybym zremisował, z kim gram, że przede mną siedzi znacznie wyżej notowany zawodnik, nawet to kogo mi skojarzy komputer w następnej rundzie itd. A więc, do strumienia świadomości włączyła się przeszłość, przyszłość, cała ta „otoczka”, w której się znajdowałem. Nastąpiło rozczepienie na obserwatora i przedmiot obserwowany jak to ujmował Krishnamurti, w konsekwencji utraciłem koncentrację i zagrałem 18. Hd2?? – ruch wypuszczający przewagę, dopuszczający do uwalniającego 18…c5! (Analizujecie w ten sposób swoją twórczość? Nie? A szkoda 😉 ) Przeciwnik nie zauważył tej okazji do wyrównania pozycji i zagrał 18…Sf6?. Dalej poszło to co poszło i w końcowej pozycji białe i tak otrzymały decydującą przewagę. Ja jednak nadal nie potrafiłem się na powrót odnaleźć w „teraz”, moje myśli przywiodły mnie do tego wręcz, że przyjąłem propozycję remisu wrzuconą przez przeciwnika. (W poprzednim wpisie, napisałem, że to ja zaproponowałem remis. Pamięć mnie zawiodła, aż tak nieprzytomny nie byłem. To przeciwnik zaproponował remis, a ja go przyjąłem. Powiedzmy, że byłem półprzytomny.)
 
Przeszłość i przyszłość wdarła się w teraźniejszość i odebrała mi pełnię koncentracji. Oczywiście te myśli, o całej sytuacji turniejowej, przeciwniku, to wszystko, co myślałem, generowało lęk, a gdy jest lęk, nie może być mowy o pełni uwagi. W czasie turnieju pretendentów w Londynie (zaś!) w ostatniej rundzie, myślę, że doszły u Carlsena do głosu (jak i u Kramnika) podobne myśli o sytuacji, w której się znaleźli, utracili koncentrację i obaj zagrali jak sparaliżowani, poniżej swojego poziomu. W przypadku ostatnich rund Wojtaszka w Shamkir, mogło również dojść do podobnej sytuacji – nasz arcymistrz, zamiast pogrążyć się w pełni w procesie gry, dopuścił do siebie myśli o tym, że ma szanse wygrać turniej, jeśli wygra, że przegrywając, znów straci szansę na wygranie tej kołówki itd. Może nawet nie myślał tego świadomie, ale podświadomość mogła zadziałać na niekorzyść.

 W poniższej partii przyjmując remis byłem trochę jak Prosiaczek z Kubusia Puchatka, który „pobiegł do domu, jak tylko mógł najprędzej, bardzo rad, że jest już poza wszelkim niebezpieczeństwem” ;).

PGN