Karjakin i Aronian na prowadzeniu w Moskwie.

0
383

Na umiarkowanie wysoki poziom estetycznego odczuwania wzniosły mnie te moskiewskie zmagania. Wczoraj, arcymistrzowie na oczach całego szachowego świata, zagrali na remis, nie przekraczając posunięcia dodającego czas, więc skąd niby mam wziąć w sobie ten zachwyt? Gdyby orkiestra grała pięknie, chętnie nagrodziłbym ją trwającą długo owacją na stojąco, lecz jeśli tylu muzyków pośpiesznie chowa do futerałów swe fagoty, skrzypce, wiole, nie zamierzam się ekscytować. Jakość partii też według mnie jest sprawą problematyczną. Powiem już teraz, że różnica pomiędzy tą ósemką, a wielkim szachowym Magiem z Norwegii jest znaczna. Nadal będę utrzymywał, że żaden z tych arcymistrzów nie ma szans z Wikingiem. I dobrze. Niech będzie ta różnica, niech reszta szachowej rodziny wedle tego jednego wybitnego gracza się orientuje. Wczorajsza, remisowa runda dobrze oddaje kwestię woli walki grających w Moskwie kandydatów do walki o szachową koronę (Byłoby czymś nie do pomyślenia, aby Fischer miał takie podejście do przeciwnika w meczu kandydackim. Fischer siadał i chciał przeciwnika zdemolować, zawsze i każdego, był na to gotowy 24 godziny na dobę). W tym momencie pojawia się pytanie w związku z tą ewidentną różnicą pomiędzy Magnusem a resztą świata: Czy Magnus jest aż tak dobry i to czyni różnicę, czy też przeciwnicy są na tyle słabi, by ta różnica mogła zaistnieć? W listopadzie wszystkie karty zostaną odkryte, dowiemy się zapewne tego, co wielu z was chyba już teraz przeczuwa.

Nakamura pogrążył się dziś ostatecznie. Myślę, że w dalszej części zawodów będzie grał zdemoralizowany i nie odbuduje się. Acha, żebym nie zapomniał. Napisałem, że kibicuję Aronianowi, jednak mówiąc to, uważałem, że w Moskwie nie zagra dobrze i zostałem przez Ormianina przyjemnie zaskoczony (diabli wiedzą jak mu dalej pójdzie, piszę o aktualnej sytuacji), natomiast co do Nakamury byłem dziwnie pewny, że mu te zawody nie wyjdą.

Caruana musi się czuć koszmarnie – tyle razy mieć „stówę”, mówiąc żargonem piłkarskim i tego nie wykorzystać? Tyle razy miał pustą bramkę, wystarczyło tylko „przyłożyć nogę”, a tu to magiczne, prostokątne obrysowanie na końcu boiska nadal i wciąż nie daje się odczarować.

Mówiąc o jakości gry, warto spojrzeć na partię Ananda ze Swidlerem, który w klasyczny sposób wpadł pod końcowy atak. „Vishy” nad takimi „kopytami” jak w dzisiejszej partii zastanawia się krótko, każde posunięcie – maksymalnie 2-3 minutki, i bum, i bum, i trach  i „mat”, czyli umarł król. Takie ataki to żywioł Hindusa, wszystko u niego jest tu jak najbardziej naturalne, wątpliwości – minimalna ilość. Tu chodzi o inną sprawę – jak takie partie mogą w ogóle mieć miejsce w turnieju najlepszej ósemki świata (nie licząc Carlsena, rzecz jasna)? Nie wiem. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Takie partie generalnie nie powinny mieć miejsca w Moskwie. Tygrys zasadził się, przycupnął, tuż za dwoma prowadzącymi i tak sobie po cichutku, powolutku, na paluszkach stąpa. Żebyśmy się wszyscy nie zdziwili za niecałe dwa tygodnie, mówię wam!

 Mark Dworecki, który udzielił niedawno wywiadu na łamach: http://www.chess-news.ru/node/21179, uważa, że Anand to po prostu genialny szachista. Cały wywiad jest arcyciekawy, polecam go wam, Dworecki opowiada w nim o różnicy pomiędzy Carlsenem a resztą i mówi o wielu innych interesujących rzeczach. I rzecz znamienna – przychodzi Mark Dworecki – od razu wszyscy nadstawiają uszu. Po dwóch dniach wywiad ma już prawie 8 tysięcy odsłon. Dworecki to legenda, wielki trener, kiedyś w jednej z książek widziałem listę tych, których wychował, kogo trenował, kto z kim konsultował. Powiem tyle, że nie doczytałem do końca, tylu u niego brało lekcje.

Panowie odpoczywają dziś wieczór, cały jutrzejszy dzień też i siadają do desek w sobotę. Podobają wam się te zawody? Bo ja, choć śledzę je uważnie, nie mogę jakoś w tym turnieju się zatracić.