Jan Krzysztof Duda remisuje z Mistrzem Europy.

0
325
Gdy kończyła się pierwsza runda Indywidualnych Mistrzostw Europy w Szachach na kanale „Kino Polska” rozpoczynał się słynny filmowy klasyk „Vabank”. W tej kultowej komedii jest scena, w której dwóch strażników mających nocną służbę w banku Kramera, gra w szachy. W pewnym momencie jeden z nich, zaniepokojony dziwnymi odgłosami udaje się na mały obchód. W trakcie spaceru zostaje ogłuszony przez ekipę Kwinty, a jego kompan, który został w dyżurce przy szachownicy, woła go: „Olek! Chodź! Teraz dopiero gramy!” W tym momencie pomyślałem sobie, że przydałoby się, by przynajmniej kilku naszych reprezentantów w podobnie inteligentny, a zarazem bezpretensjonalny sposób jak ekipa Kwinty, dokonało skoku na pozycje medalowe IME. Zadanie to jednak będzie niezwykle trudne dla większości Polaków, którzy postanowili spróbować szczęścia w Legnicy.
Niestety, nie wszystko przebiega od strony organizacyjnej tak, jak bym tego oczekiwał. Transmisja od samego początku wieszała się strasznie, co praktycznie uniemożliwiło mi normalne śledzenie interesujących mnie spotkań. Nie będąc do końca pewnym, czy nie dzieje się tak tylko na moim, dość już wysłużonym laptopie, rozpuściłem „wici” w sieci. Okazało się jednak, że każdy ma z tym problemy. Mam nadzieję, że ta kwestia zostanie do jutra rozwiązana. Płynnie zmieniający się czas podczas przekazu, to bardzo ważny czynnik, który ma znaczenie zarówno dla kibiców jak i osoby podejmującej się napisania czegoś sensownego o tym co zobaczyła.
Prawdopodobnie uwaga całej szachowej Polski spoczęła dziś na szachownicy numer jeden, gdzie naszemu utalentowanemu Jasiowi Dudzie, przyszło zmierzyć się z turniejową „jedynką” Mistrzostw Europy, Dmitrijem Jakowienką. Pojedynek, choć upływał pod dyktando aktualnego Mistrza Europy, zakończył się „zwycięskim remisem” naszego juniora. Jest to świetne wejście w turniej Jasia Dudy, którego ta partia może twórczo uskrzydlić, dobrze nastroić na następne mecze. 
 Remisy, czy nawet wygrane mało znanych szachistów z klasowymi arcymistrzami o wyrobionych nazwiskach, stały się już chyba regułą w tego typu turniejach. Niestety, owej legendarnej „techniki” wygrywania z niżej notowanymi rywalami u arcymistrzów okolic + – 2700 elo nie widzę. W ogóle, nie wiem, czy w obecnej dobie coś takiego istnieje. Aleksiej Drejew, w jednym z wywiadów stwierdził, że teraz szachista elity może bardzo łatwo nadziać  się na doskonałe analizy zawodnika z rankingiem, powiedzmy, 2200 elo. W czasach dominacji piekielnie silnych modułów, gdy często decyduje dobra pamięć, a czasu do namysłu nie jest aż tak wiele, w grze praktycznej dzieją się rzeczy bardzo interesujące. Przykładem jest właśnie pierwsza runda IME w Legnicy.  Gdybym w tym momencie chciał wyliczyć wszystkie wpadki znanych arcymistrzów, powstałaby wcale pokaźna lista. Na przykład zdarzyło się to naszemu Radkowi Wojtaszkowi, który zaczął turniej od remisu z zawodnikiem, którego ranking nie przekracza 2500 elo. Bardzo cenny remis zanotowała Jola Zawadzka, której nie potrafił przebić  silny arcymistrz Artyom Timofeev 2621 elo. Mateusz Bartel z kolei przegrał swój pierwszy mecz z nikomu bliżej nie znanym IM z Austrii, Robertem Kreistlem 2380 elo. Mógłbym jeszcze wymieniać długo te „sensacje”, ale nie w tym rzecz. Myślę, że kierowanie się podobnymi, rankingowymi stereotypami prowadzi donikąd. W grze praktycznej mamy do czynienia z tak wieloma czynnikami, które mogą mieć znaczenie decydujące o końcowym rezultacie, że pozostaje chyba uczyć się pokory, a nie szukać jakichś reguł, które trudno udowodnić.
Pierwsza runda za nami. Są już kojarzenia i w dniu jutrzejszym mamy mnóstwo hitowych pojedynków. Jeszcze za wcześnie na jakieś pogłębione oceny. Teraz jest czas na rozsmakowywanie się, na estetykę. Na oceny przyjdzie pora za kilka dni. Mam nadzieję, że jutro transmisja nie będzie przeszkadzać w analizie i kibicowaniu.