Jacek Gdański prosto z Loży Szyderców

0
85

Piąta partia – kolejny fascynujący pojedynek.

 Przeglądam Internet i co rusz napotykam komentarze, których autorzy skarżą się, że mecz jest nieciekawy a zawodnicy grają zachowawczo. O gustach dyskutować trudno; komuś podoba się tylko „wiecznie zielona” ( tak, „zielona„, a nie „Zielona„…), ktoś inny cieszy się z grubych podstawek i szachowej ślepoty koryfeuszy. Ja jestem zafascynowany zmaganiami „-Andów„. Poziom partii jest bardzo wysoki, o czym łatwo się przekonać porównując liczbę posunięć zgodnych z pierwszą linią szachowych silników. Zawodnicy demonstrują świetne przygotowanie debiutowe, w którym, jak dotąd, czarne bez większego trudu udowadniają prawdziwość lansowanej przed laty maksymy GM Andrasa Adorjana: „Black is OK!„. 5 partia nie była wyjątkiem: Anand zdecydował się na  1.e4 na co Gelfand odpowiedział wariantem czelabińskim w obronie sycylijskiej. Panowie wymienili się więc niespodziankami, ale szybko okazało się, że trudno liczyć na poważniejszy efekt psychologiczny związany z zaskoczeniem w pierwszym posunięciu. Tak jak we wszystkich dotychczasowych pojedynkach, czarne wyszły z debiutu bez większych problemów i partia zakończyła się w remisowej końcówce z różnobarwnymi gońcami. I cóż w tym fascynującego? – można by zapytać. Przebieg meczu nasuwa skojarzenie z pojedynkiem mistrzów walki, którzy w najwyższym skupieniu, wykonując ledwie zauważalne ruchy, czekają na najmniejszy błąd lub chwilę dekoncentracji przeciwnika. Liczę, że rola Bruce’a Lee przypadnie jutro grającemu białymi pretendentowi…

 GM Jacek Gdański